Reklamy
Reklamy

Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć jak ważne jest, żeby sędziowie cieszyli się w społeczeństwie autorytetem. Tylko wtedy wyroki, które wydają, również będą wzbudzały respekt i szacunek, a to jest tym bardziej istotne, że niestety najczęściej strona, która sprawę przegrywa, opuszcza sąd niezadowolona.

Brak oczyszczenia odbija się wymiarowi sprawiedliwości czkawką

Niestety autorytetu nie można sobie kupić, ani odgórnie zadekretować, lecz trzeba na niego zapracować. I tutaj zaczyna się problem, jeżeli chodzi o polski wymiar sprawiedliwości. Wprawdzie były Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, prof. Adam Strzembosz zapewniał, że środowisko sędziowskie "samo się oczyści", ale nic takiego nie nastąpiło, a brak oczyszczenia odbija się polskiemu wymiarowi sprawiedliwości bolesną czkawką.

Reklamy

Fakt, że po 1989 r. nadal mogli orzekać ludzie, którzy byli na każde zawołanie komunistycznej władzy, fatalnie wpłynął na kondycję moralną środowiska, którą dodatkowo podkopał brak jakiejkolwiek kontroli zewnętrznej. To na takim gruncie mogły wyrosnąć skandaliczne opinie, że sędziowie to jakoby jakaś "nadzwyczajna kasta ludzi", stojąca ponad zwykłymi obywatelami.

Za słowami idą niestety czyny, które podkopują i tak już wątły autorytet [VIDEO] wymiaru sprawiedliwości. Ze szkodą dla wszystkich, również dla zwykłych obywateli.

Wszystkie grzechy 'kasty'

Skandaliczne zachowania sędziów, podkopujące autorytet całego wymiaru sprawiedliwości można niestety mnożyć. Wszyscy chyba znają nazwisko sędziego Milewskiego, byłego prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, który "wsławił się" tym, że jeden telefon dziennikarza udającego pracownika kancelarii Tuska wystarczył, by niemal prężył się przed nim na baczność i prosił o instrukcje - jak zachować się w sprawie szefa Amber Gold, Marcina P.

Reklamy

Ale kto słyszał o sędzi Krzysztofie Sobierajskim, prezesie Sądu Apelacyjnego w Krakowie, który zawarł ponad 120 umów z firmami wykonującymi zlecenia na rzecz kierowanego przez niego sądu i w ten sposób zarobił niemal milion złotych?

Myliłby się jednak ten, kto by uważał, że sędziowie łaszczą się tylko na miliony. Sędzia Robert Wróblewski z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu został na przykład złapany na gorącym uczynku podczas kradzieży w sklepie elektronicznym. W procederze miała również brać udział uczestniczyć jego żona, także złapana na kradzieży. W ich wspólnym mieszkaniu znaleziono skradzione sprzęty o wartości 1,7 tys. złotych.

Równie "skromny" był sędzia Paweł M. z Sądu Okręgowego w Szczecinie, który ukradł łącznik wkrętarki wart jedyne niecałe 100 zł.

Wśród innych grzechów 'kasty' sędziowskiej można wymienić niedbalstwo. Ot, jak w przypadku sędziów Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, którzy do wyroku dołączyli uzasadnienie... dotyczące całkiem innej sprawy.

Nawet posługiwanie się kłamstwem nie jest obce niektórym sędziom.

Reklamy

Dla przykładu wymieńmy sędziego Tomasza L. z Zielonej Góry, uwiecznionego przez fotoradar podczas przekraczania prędkości. Wbrew oczywistym dowodom sędzia zaprzeczył, że kierował autem. Wprawdzie sąd dyscyplinarny ukarał go w pierwszej instancji (co prawda tylko upomnieniem), jednak Sąd Najwyższy Tomasza L. uniewinnił uznając, że broniąc się - może on kłamać.

źródło: wpolityce.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #PiS #sądownictwo