W cywilizowanych krajach, nic nie ujmując tym pozostałym, nie dochodzi do wypadków z udziałem najwyższych urzędników państwowych. U nas jest inaczej, mamy już swego rodzaju tradycję z katastrofą smoleńską na czele. Optymiści zapewne pomyślą w tym miejscu o zwykłym pechu, a ci, którzy lubią teorie spiskowe, będą krzyczeć o zamachu. Powodem wszystkich wypadków, które wydarzyły się z udziałem naszych najważniejszych osób w państwie jest zwykła głupota, pomieszana z brawurą, ignorancją i lekkomyślnością.

Ochrona to nie zabawa w wyścigi

Czy ktoś może podać przykład wypadku, w którym pęka opona w limuzynie prezydenta - poza wypadkiem prezydenta Dudy? Czy ktoś zna sytuację, w której kolumna wioząca ministra rozjeżdża samochody spokojnych obywateli, stojących na czerwonym świetle - poza wypadkiem ministra Macierewicza? A może ktoś przytoczy podobny wypadek do tego, w którym premier Szydło odniosła obrażenia?

Konwój #BOR wiozący premier, składający się z trzech pojazdów - nie jest wystarczającym zabezpieczeniem przed małym samochodem, który nagle zmienia pas ruchu. Wypada tylko podkreślić, że jeśli ktoś chciałby dokonać zamachu na naszego premiera lub prezydenta, ma na pewno bardzo łatwe zadanie przed sobą.

Konwój wiozący VIPa, składający się z trzech samochodów, to skuteczna ochrona jeśli uczestniczą w nim profesjonaliści. Pierwszy samochód ma za zadanie zablokować wszelkich innych użytkowników drogi, jeśli ci mogliby zagrozić bezpieczeństwu osoby ochranianej. Wówczas kierowca samochodu z VIPem ma czas na manewr lub ucieczkę. W przypadku, jeśli samochód jadący na czele jest już za daleko, wtedy do akcji powinien wkroczyć samochód zamykający kolumnę, spychając z drogi lub taranując intruza - i to bez względu na domniemania o jego zamiarach. Najważniejszą sprawą w tej układance jest odległość pomiędzy pojazdami wiozącymi VIPa. Samochody muszą jechać na tak zwanym zderzaku, czyli bardzo blisko siebie, aby zapobiec ich rozdzieleniu bądź zablokowaniu przez pojazdy zagrażające. Tego wszystkiego zabrakło w Oświęcimiu.

Wątpliwości i zapewnienia

Czas dojrzeć do konkluzji, że ochrona członków rządu i prezydenta to nie jest okazja do bicia rekordów trasy albo robienia błyskotliwej kariery. Jeśli pozwalamy prezydentowi nie zapinać pasów, kierować samochodem Żandarmerii Wojskowej funkcjonariuszowi BOR, ponieważ minister go lubi i ceni, co publicznie deklaruje - nie dziwmy się, że kolejny mistrz kierownicy potrafi wbić pancerną limuzynę z premier Szydło w drzewo.

Ważne są też szczegóły. Przemieszczająca się kolumna musi mieć włączone sygnały świetlne i dźwiękowe i oczywiście nie może pędzić na złamanie karku. Minister Błaszczak zarzeka się, że tak było, jednak oglądając zdjęcia z miejsca wypadku można mieć wątpliwości. Droga hamowania samochodu takiego, jakim podróżowała premier, z prędkości 100 km/h wynosi nieco ponad trzydzieści metrów. Pomiędzy miejscem kolizji z Fiatem a drzewem, na którym zakończyła się podróż premier jest podobna odległość. Różnica w masach pojazdów jest znaczna, jednak nawet uderzenie w bok pojazdu premier nie usprawiedliwia faktu, że kierowca limuzyny stracił panowanie nad pojazdem i go nie odzyskał.

Polityka musi być daleko od wojska

Można zgadzać się, bądź nie z działaniami obecnego rządu. Druga opcja ma większy wachlarz możliwości, lecz nie wolno zgadzać się na to, aby za sprawą czystej głupoty zagrożone było życie głowy państwa lub prezesa Rady Ministrów. Jeśli ktoś znów chce nazwać powstałą sytuację niewinną kolizją, to jest w głębokim błędzie. Problem jednak w tym, że brak profesjonalizmu nie dotyczy tylko funkcjonariuszy BOR, lecz także ich dowódców. Awans według klucza politycznego to najgorsze rozwiązanie w służbach mundurowych. Żołnierze nie mogą być spolegliwi i nie mogą być pupilkami polityków.

źródło: interia.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #PiS #Beata Szydło