Dawno nie słyszeliśmy o jakimkolwiek kompromisie na linii Warszawa-Bruksela. Wydaje się, że bezpowrotnie minęły czasy, gdy istniało coś pomiędzy białym a czarnym.

Dziś #polska na nowo wypatruje sojuszników. Tyle, że najważniejsi jak Francja i mniej znaczący jak Hiszpania, nie chcą zrozumieć nowych relacji, które chce im narzucić Warszawa.

Francuzi są obrażeni na Polaków nie tylko za zerwany kontrakt wojskowy, oskarżenia o handel za dolara czy euro, ale także ze względu na pyskówki i już kultowy "widelec". Chociaż z "widelca", to raczej się śmieją. Zagnieżdżona w Polsce tak zwana kultura zachodu w dużej części pochodzi z Francji.

Reklamy
Reklamy

Uczeń podniósł kij na mistrzów

Nie na jednego mistrza, ale na wielu. Do niedawna (nie minęły jeszcze trzy dekady) Francja, Niemcy, Wochy i inne kraje Wspólnoty Europejskiej były dla Polski niedoścignionym wzorem. Jakże zmieniła się optyka po tych niespełna trzydziestu latach, gdy uczniowi wydaje się, że dogonił mistrzów i próbuje ich zdominować.

No właśnie - uczniowi tylko się wydaje, bo żadnego z nich nie dogonił. W dodatku podniósł kij na jednego z nich. Uczeń zapomniał, że mistrzowie mimo różnic zawsze będą trzymać się razem, choćby po to, żeby utrzymać swój status. Francja, Niemcy, Włochy, Wielka Brytania są silne, a razem bardzo silne. Polska, która do niedawna bywała na salonach mistrzów, dziś może tylko popatrzeć przez zamknięte okno na odsunięte puste krzesło.

Uśmieszek i kiwanie głową

Tak wygląda przeciętny unijny polityk, obserwujący swoistą transformację w Polsce.

Reklamy

Rzecz jasna nie powinno to nikogo nad Wisłą obchodzić, o ile ma się poparcie niemal całego społeczeństwa. Przy niezadowoleniu znacznej, a nawet większej, części społeczeństwa, Polska daje unijnym dygnitarzom kolejną sposobność do obniżania naszego statusu w unijnej hierarchii.

To niebezpieczna droga, ponieważ prowadzi wprost nad przepaść, gdzie bez sojuszników i partnerów pozostanie tylko upadek na kolana i proszenie o wybaczenie, albo opuszczenie tego zaszczytnego grona. Dziś część obserwatorów uważa taki scenariusz za absurdalny, ale jeszcze dekadę temu paranoikiem byłby ten, kto by twierdził, że Wielka Brytania opuści Unię.

Polska maszeruje zdecydowanie, to trzeba przyznać, ale czy nie jest to marsz ku Polout?

Radość i powściągliwość Rosji

Burzenie relacji z krajami Unii Europejskiej zadowala Rosję. Nie chodzi tu o aneksję Polski, bo po co Rosji ziemia Polska z fanatycznymi rusofobami? Chodzi o gospodarkę. Gdy Polska wyjdzie z mechanizmów unijnych, będzie musiała otworzyć się na rosyjski rynek.

Reklamy

Marginesem wówczas stanie się anektowany Krym i konflikt w Donbasie, a embargo niczym znaczącym. Z kimś trzeba handlować i zarabiać pieniądze, a najbliższym i największym partnerem strategicznym na powrót będzie #Rosja. Moskwa nie mówi o tym głośno, ale to jest właśnie jeden z tych momentów, na który długo czekała.

Rosyjski trójkąt

Czy trójkąt Warszawa-Moskwa-Budapeszt to coś nieprawdopodobnego? Pragmatyczni Węgrzy nie bez przyczyny kołyszą się w tańcu z Rosją, wszak chcą mieć alternatywę na "jutro". Polska nie zostawia sobie żadnej alternatywy, wmawiając sobie nieustannie "jakoś to będzie".

Jeszcze głębsze oziębienie stosunków z krajami Unii Europejskiej nie idzie w parze z budowaniem dobrych stosunków z kimś innym. Nie wystarczą Węgry, choćby ze względu na sympatie z Moskwą. Więc kto? Wielka Brytania? Oczywiście, że nie. Nie jesteśmy dla niej partnerem. Chyba nikt nie wierzy w kurtuazyjne wypowiedzi członków brytyjskiego rządu? To gesty czysto dyplomatyczne.

Wykluczenie Polski oznacza otworzenie się na Białoruś, Ukrainę, Gruzję i Kazachstan. Czy jednak będą to partnerzy godni nadętej Polski? Oczywiście, że nie. Pozostanie tylko "rosyjski trójkąt", gdzie Polska może poczuć się znowu silna siłą starej przyjaciółki - Rosji.

źródło: przemyslenia Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Unia Europejska