Bynajmniej nie o wizerunek Polski chodzi, choć ten jest bardzo ważny z uwagi na zmieniającą się sytuację polityczną na świecie. Chodzi przede wszystkim o to, że #polska i #Polacy doznają swoistej degrengolady. Dziś Polsce i Polakom nie zagraża wróg zewnętrzny. Nasi wrogowie, jeżeli w ogóle takich mamy, z uwagą patrzą na to, jak naród niszczy się sam. Żadna interwencja zewnętrzna nie dokonałaby tego, czego już dokonali sami Polacy.

Upadek autorytetów

Kraj i obywatele, którzy niszczą własne autorytety - mają krótki żywot. Brak autorytetów w dziedzinie moralności, polityki, nauki, religii, historii prowadzi do upadku społeczeństwa, a następnie do upadku kraju. Polacy jak nikt inny na świecie, potrafią i lubią niszczyć ludzi, których wcześniej okrzyknęli bohaterami, utożsamiali się z nimi i wynosili na piedestał.

Nie wiem skąd się to bierze. Z jednej strony Polacy są dumni z tego, że inne narody nas doceniają, a z drugiej niszczą to, co zostało przez te narody już uznane. Brak w tym jakiejkolwiek logiki. Gdyby głupota potrafiła latać, Polacy byliby chyba największym na świecie huraganem.

Polityczna arogancja

Świat arogancji władzy wobec jednostki i społeczeństwa przedstawiony w "Folwarku zwierzęcym" Georga Orwella jest ponadczasowy. Taka struktura i działania obowiązują w polityce. Tego nikt nie zmieni. Raz wygrywają wybory jedni, raz drudzy, a zdarza się, że i trzeci. Potem następuje zachłyśnięcie zwycięstwem, przejęcie władzy, obrośnięcie władzą i pojawia się arogancja. Niezależnie od tego, z jakiej chlewni pochodzą orwellowskie świnie.

Wczoraj były pod naciskiem wrogiej władzy, dziś same stanowią tę władzę, dziś to nie one są ofiarą, dziś są katem. Wychodząc z orwellowskich czeluści i zderzając się z rzeczywistością można odnieść wrażenie, że w żadnym cywilizowanym państwie na świecie arogancja władzy wobec obywateli nie jest tak wielka, jak w Polsce.

Nadawanie własnych prawd

Dzisiejsze media w Polsce są tak podzielone jak politycy i Polacy. Niezauważalny jest margines dziennikarskiego obiektywizmu. Radio, telewizja, Internet nadają własne prawdy, które niejednokrotnie daleko mijają się z rzeczywistością. Przedstawianie faktów na polityczne zamówienie nie ma nic wspólnego z misją i pracą dziennikarza. Do takiej redakcji tekstu niepotrzebny jest dziennikarz. Wystarczy polonista, żeby jak zaprogramowany robot sprawdził przesłany tekst. Obywatel, niezależnie z której jest chlewni, prawdy musi szukać sam. Chyba, że wystarczą mu banalne komunikaty, na które reaguje jak pies Pawłowa.

Bylejakość dookoła

Gdzie nie spojrzeć, z kim nie porozmawiać - zewsząd jak lawa wypływa bylejakość. To nie dzieje się od wczoraj, od roku, czy od dekady. Tak dzieje się od 1989 roku. Dziś ta bylejakość przybrała na sile. Dziś nic nie jest w stanie jej zasłonić - ani wspaniałe biurowce, ani wille, samochody, autostrady i wiele innych pięknych rzeczy, bo ta bylejakość wychodzi z nas, Polaków.

źródło: przemyślenia Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #społeczeństwo