Minister obrony narodowej Antonii Macierewicz jest bardzo zabieganą osobą. Kilka dni temu musiał błyskawicznie dostać się ze stolicy do Torunia i to mu się udało. Sprawy przybrały gorszy obrót w drodze powrotnej, gdy kawalkada pojazdów rządowych i Żandarmerii Wojskowej, pędząc z niespotykaną prędkością zderzyła się z pojazdami stojącymi na czerwonym świetle.

Spiesz się powoli

Potwierdza się powiedzenie, aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Macierewicz przybył z Warszawy na spotkanie w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej znanego, ale coraz mniej szanowanego ojca Rydzyka. Na początku swego wystąpienia pochwalił kierowcę za to, że dwieście pięćdziesiąt kilometrów pokonali w godzinę i czterdzieści pięć minut.

Reklamy
Reklamy

Stanowi to chyba oficjalny rekord tej trasy, który długo nie zostanie pokonany, ponieważ z prostych rachunków wynika, że pojazd musiał stale jechać z prędkością dozwoloną tylko na autostradach albo szybciej.

Po zakończeniu spotkania w WSKSiM, minister Macierewicz musiał zdążyć na kolejne, tym razem w stolicy. Nie mogło go przecież zabraknąć na gali tygodnika 'wSieci'. Jednak tym razem sprawy wymknęły się spod kontroli. Z relacji świadków wypadku wynika, że pojazdy rządowe jechały z prędkością co najmniej dwukrotnie większą, niż dozwolona w tym miejscu. Skończyło się na rozbiciu rządowych samochodów i uszkodzeniu kilku innych oraz na rannych po stronie ich pasażerów. Pan Antoni otrzepał się i wsiadł do innego samochodu, który odjechał z równie ogromną prędkością, z jaką podróżowano poprzednio.

Reklamy

Czarne limuzyny, przed którymi trzeba uciekać

Optymiści powinni zwrócić uwagę na małą liczbę rannych i zupełny brak zabitych, po czym powinniśmy przejść do porządku dziennego. Mnie jednak zastanawia ten kolejny incydent z udziałem pojazdu, wiozącego osobę z najwyższych kręgów władzy. Wyczerpując zasoby pojemnego pojęcia, jakim jest zwykły pech, trzeba stwierdzić, że przedstawiciele rządu oraz sam prezydent stanowią na naszych drogach śmiertelne zagrożenie.

Z przyczyn zawsze dobrze rozumianej oszczędności nasz rząd nie lata śmigłowcami ani samolotami, a jedynie szaleje samochodami - z prędkościami dorównującymi śmigłowcom. To upodobanie do naziemnych środków transportu wynika prawdopodobnie z niechęci do korzystania z usług awiacji w jakiejkolwiek postaci. Mamy przecież przykład katastrofy smoleńskiej, która pozwoliła jednak posłowi Kaczyńskiemu wypłynąć na szerokie wody polityki.

Wypada dać radę kierowcom, aby widząc czarne limuzyny pędzące na złamanie karku, uciekali gdzie pieprz rośnie, ponieważ zawsze może pęknąć jakaś opona, ktoś bardzo się spieszy lub po prostu jest głodny i musi czym prędzej kupić burgera - jak rzecznik Macierewicza, Bartłomiej Misiewicz.

źródło: natemat.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #MON #PiS #Antoni Macierewicz