Ponoć z przejściem od demokracji do dyktatury jest jak z krojeniem salami. Najpierw wszystko jest w porządku, ponieważ wędlinka wydaje się nieskończona, kroimy przecież bardzo cienkie plastry. Później jednak przychodzi nieoczekiwana refleksja, że tak nie jest, lecz jest już za późno. Nie ma co narzekać, każdy kto może dostaje przecież pięćset złotych miesięcznie. Nie powinniśmy więc mieć wątpliwości - kto ma rację w wyimaginowanym sporze o Trybunał Konstytucyjny. Zresztą mało kto niestety ma wiedzę na temat zadań tegoż trybunału, nie jest to potrzebne do szczęścia na co dzień. Problem zacznie się wówczas, gdy ktoś będzie nam chciał coś zabrać.

Reklamy
Reklamy

Wystarczyła jedna chwila

Salami skończyło się, gdy marszałek sejmu Marek Kuchciński wykluczył z obrad posła opozycji Michała Szczerbę, który pozwolił sobie na gest solidarności z przedstawicielami mediów, wyrzuconymi w projekcie sejmowym daleko poza salę obrad parlamentu. W geście jedności opozycja zablokowała najpierw mównicę, a później fotel marszałka.

#PiS próbował jeszcze głosowania nad kolejnymi poprawkami, ale było to niemożliwe, ponieważ opozycja wyjęła swoje karty do głosowania, przez co nie było kworum. Później przy fałszywym śpiewie kolęd Kaczyński czekał, aż umyślni sprowadzą w trybie alarmowym nieobecnych posłów PiS do Sali Kolumnowej, gdzie jak się później okazało - #sejm wznowił obrady. Znalazł się też czas na szybkie negocjacje z posłami formacji Kukiz’15.

Reklamy

To wznowienie obrad było dość dziwaczne, ponieważ pozostali posłowie otrzymali informację na kilka minut przed ich ponownym rozpoczęciem. Wszędzie trzeba mieć refleks i zdrowe nogi, nawet w polityce. Najzabawniej było podczas wspomnianego wznowienia obrad. Zabrakło nawet mediów narodowych, dlatego śledziliśmy całe wydarzenie za sprawą kamery internetowej. Marszałek dysponując możliwością wyłączania dźwięku, raz po raz korzystał z tego rozwiązania, a po nowej sali obrad biegali sekretarze liczący ponoć głosy poszczególnych posłów. Jednak bardziej groźny był fakt, że na początku straż marszałkowska nie wpuszczała do Sali Kolumnowej posłów opozycji. Co więcej, jak ich już zaczęto wpuszczać, jeszcze weseli po odśpiewaniu kilku kolęd posłowie PiS-u zastawili im drogę do marszałka krzesłami, aby nie mogli podejść i złożyć jakichkolwiek wniosków.

Maszynka do głosowania

Otrzymaliśmy wiele zapewnień o zebraniu potrzebnego kworum, jednak czym więcej tych zapewnień, tym mniej chce mi się w nie wierzyć.

Reklamy

Zostały przygotowane listy obecności posłów, które należało podpisać przed rozpoczęciem głosowania i to na nich właśnie marszałek Kuchciński oparł swoją pewność. Po zakończonym głosowaniu, które przyniosło nam budżet na przyszły rok oraz ustawę dezubekizacyjną, na gorącym uczynku podpisywania listy przyłapani zostali między innymi poseł Kaczyński i poseł Ziobro. Nieładnie panowie, ktoś mógłby zarzucić wam fałszowanie dokumentów i to w nie byle jakiej sprawie.

Wszystkiemu przyglądało się kilka tysięcy ludzi przed sejmem i dzięki nim media mogły później nadać ciekawe materiały o wymykaniu się chyłkiem posłów z parlamentu.

Historia niestety lubi się powtarzać

W sumie znów można powiedzieć, że nic się nie stało. Ja jednak widzę w tym wszystkim dokładne nawiązanie do naszej demokracji po Przewrocie Majowym w 1926 roku. Mieliśmy parlament, mieliśmy rząd i prezydenta, ale nie mieliśmy demokracji, a jedynie rządy jednej partii lub bardziej dokładnie - rządy właściwych ludzi w szerokim tego słowa znaczeniu. Pojęcie dyktatury na naszych oczach ewoluuje i nabiera znamion nowoczesności, dostosowując się do realiów obecnej sceny politycznej. Pozostaje przed nami alternatywa przyjęcia roli widza lub zrobienia z tym porządku.

źródło: wyborcza.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Jarosław Kaczyński