W sumie nie ma się czego bać, ponieważ o czym się nie mówi - tego przecież nie ma. Mając w ręku poważny argument, taki jak media narodowe, łatwiej jest kreować rzeczywistość i pokazywać, że król nie jest nagi. Jednak w tym mocnym planie niekończącego się pasma sukcesów rządu, wspieranego dzielnie przez parlament, jest pewien słaby punkt. Tak się składa, że co raz mniej osób chce oglądać nasze media publiczne, więc będzie trudniej przekonywać i objaśniać.

Pan Kurski ma kłopot z jakością, dlatego że zatrudnił młodych i zdolnych, lecz niewiele potrafiących jeszcze dziennikarzy. Niemniej jednak, jeśli chcemy oglądać równolegle relację z kolejnego marszu KODu w telewizji publicznej i komercyjnej, to możemy odnieść wrażenie, że co innego się mówi, co innego widzi i co innego myśli. Orwell byłby dumny.

Każdy maszeruje z kim chce

Nie można nie wspomnieć o zaangażowaniu KODu w obchody Narodowego Święta Niepodległości, w dodatku można śmiało uznać działalność tego stowarzyszenia (w tym przypadku) jako sukces. Jakoś akceptowaliśmy bez wzruszenia obchody tego święta w ostatnich latach, a szkoda. W Europie nieczęsto święto narodowe kojarzone jest z permanentną bijatyką na ulicach, w dodatku pod sztandarami nacjonalizmu lub początkującego faszyzmu.

#KOD postąpił podstępnie i zaproponował swego rodzaju powrót do normalności. Marsz w święto narodowe w jego wykonaniu miał być przeznaczony dla wszystkich chcących wziąć w nim udział, a nie jedynie dla tych, którzy chcą się przepychać z policją.

Na marginesie oprawy medialnej sięgnięto po postacie historyczne. Nasza historia jest wspólna, bez podziału na lewicę, prawicę i całą resztę. Szczerze mówiąc plan w pełni się udał, a co najważniejsze nacjonalistom po cichu popieranym przez rząd nie wypadało zachowywać się jak w latach ubiegłych. Tym samym trzy główne marsze w stolicy przebiegły spokojnie, co zaskoczyło nawet kierownictwo resortu spraw wewnętrznych.

Pobudka niejedno ma imię

Jak wiadomo, mamy słabość do znaczących dat z historii. Czym wydarzenie miało miejsce bliżej dnia dzisiejszego, tym więcej budzi w nas emocji. Wprowadzenie stanu wojennego to bardzo dobry przykład. Nie zasypiając gruszek w popiele, KOD postanowił zorganizować właśnie 13 grudnia kolejną swoją demonstrację. Tym razem cel jest jasno określony, wymyślono aby z samego rana obudzić prezesa Kaczyńskiego, rozkręcając przed jego domem happening. Prawdopodobnie prezes będzie wówczas w jakiejś pilnej i niezapowiedzianej podróży służbowej, ale zdarzenie i tak zyska swój wydźwięk.

źródło: przemyślenia autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#PiS #Jarosław Kaczyński