Wiele się mówi o tym, jak policjanci łamią przepisy, wykazują się niekompetencją albo polują na obywateli, aby za byle wykroczenie wlepić im mandat i w ten sposób podratować dziurę budżetową.

Radiowozy pierwszego urzędu skarbowego

Dziś byłem świadkiem, jak funkcjonariusze policji w Gdyni spełniali rolę urzędników podatkowych i zbierali haracz od obywateli, pod pretekstem karania ich za łamanie przepisów drogowych. W tym celu ustawili się w bocznej, mało ruchliwej uliczce i niczym drapieżnik czekali na swoją ofiarę. Na całej długości owej drogi nie ma sygnalizacji świetlnej, ale w jednym jej miejscu, dla jakiegoś żartu, albo może właśnie po to, aby utworzyć punkt poboru podatków, znajduje się jedyne przejście dla pieszych z sygnalizacją. Ponieważ uliczka świeci pustkami i z rzadka coś po niej jeździ, jest to wymarzone miejsce na taką finansową inicjatywę gospodarczą, do której uprzejmie zaprasza się obywateli, nieodpornych na urzędnicze absurdy drogowe.

Po doświadczeniach dnia dzisiejszego będę w przyszłości baczniej przyglądał się radiowozom, czy aby czasem widniejące na nich oznaczenia policyjne nie odklejają się, odsłaniając spod spodu napis: Urząd Podatkowy.

Polowanie na portfele Polaków

#policja, wbrew krążącym stereotypom i kawałom o głupich funkcjonariuszach, jest bardzo sprytna i zamiast kontrolować ruch na głównych arteriach miasta Gdyni, gdzie jej działanie jest najbardziej pożądane, woli boczne, mało istotne uliczki, w których nie ma prawie ruchu samochodów. Podejrzewam, że podobnie dzieje się w całym kraju a przyczyna tego zjawiska jest bardzo banalna. To właśnie tam można najłatwiej przyłapać pieszego, któremu nie chce się stać na czerwonym świetle, gdy ulica świeci pustkami i w zasięgu wzroku nie ma żadnych pojazdów. Gdy nic po ulicy nie jeździ, to większe jest prawdopodobieństwo, że obywatel skusi się, by przejść na czerwonym i tym samym stać się kurą, znoszącą złote jajeczko.

Dlatego drogi obywatelu, nim przejdziesz przez pustą ulicę w nieodpowiednim miejscu, najpierw rozejrzyj się dookoła, czy aby pobliskie krzaki nie trzęsą się podejrzanie.

Na szacunek trzeba zasłużyć

Takie wyłudzanie pieniędzy od obywateli pod płaszczykiem prawa to umniejszanie prestiżu policji oraz szacunku Polaków wobec tej służby. Na zachodzie Europy uczula się funkcjonariuszy, aby za drobne wykroczenia, które nie stworzyły zagrożenia dla porządku publicznego, nie karać obywateli, ale ograniczać się tylko do pouczeń. Buduje to prestiż policji jako organu służącego obywatelom. Jeśli policja bezwzględnie karze ludzi za każde, nawet najmniejsze wykroczenie, wtedy postrzegana jest tylko jako bezduszne narzędzie represji i wymuszania posłuszeństwa wobec przepisów oraz władzy.

Obywatel, jako łatwe źródło dochodu dla policji

#polska policja, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników z Zachodniej Europy, czeka tylko, aby ukarać obywatela za najmniejsze przewinienie i przynieść swojemu szefostwu zdobycze w postaci wypisanych mandatów. Dobrze wytresowany policjant, aportujący mandaty na komendę, jest na wagę złota, czy raczej złotówek dla wiecznie świecącego pustkami budżetu państwa. Jest to sposób na podreperowanie finansów centralnych i poprawienie statystyk efektywności pracy funkcjonariuszy. Obywatel jest w tym wszystkim nieistotny i traktuje się go przedmiotowo, służy tylko jako element wykonania odgórnie zadanego planu. Zwierzchnicy żądają wystawienia miesięcznie określonej ilości mandatów, więc szeregowi funkcjonariusze biegają po mieście i polują na mieszkańców aglomeracji.

Ta żenująca mentalność jest wyniesiona jeszcze z czasów komunistycznych, gdy przeciętny Polak był dla milicji jedynie potencjalnym wrogiem. Tradycje sprzed 1989 roku są w „dzisiejszym MO” pieczołowicie kultywowane przez kolejne pokolenia funkcjonariuszy, którym obca jest idea służby obywatelom. Komu to ma służyć? Na pewno nie obywatelom i budowaniu pozytywnego wizerunku.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #podatki