Wydarzenia ostatniej nocy są już chyba powszechnie znane. Rozpacz jednych, radość - i to spora - innych. To dwie jakże potężne narracje, bez możliwości porozumienia.

Jedna przekonana o tym, że najwłaściwiej pojmuje naturę społeczeństw, kultur i polityki, zarazem ciągle tę naturę podważając, głosząc, że ta nie istnieje.

Jest uwarunkowaniem. To rzesze liberalne, często już dominujące.

Druga sceptyczna, także względem siebie, często wytrącająca się w negacji. Konserwatywna partyzantka.

Liberalna narracja końca

Dziś pomimo triumfu w wielu miejscach właśnie tej drugiej strony, rozbrzmiewa jednak donośny jęk pierwszej.

Narracja zmierzchu, końca i rozpadu. Zagrożenia i strachu. Tak zdefiniował głosy dzisiejszych sił liberalnych w zachodniej Europie i po drugiej stronie Atlantyku krakowski filozof, Marek Cichocki.

To śpiew chóru stojącego za Hillary Clinton. To psalm chórów, rozbrzmiewający dziś za praktycznie każdym liberalnym politykiem, każdym przywódcą liberalnego świata.

Ten apokaliptyczny głos miesza się nierozerwalnie ze swoim bliźniaczym, radykalnym echem. Jednocześnie #liberalizm w Europie i Ameryce ulega radykalizacji. Badania przeprowadzone wśród studentów amerykańskich uczelni pokazują, że trwale wśród nich dominują pewni siebie liberałowie. Co ciekawsze - badania te wskazywały, że z każdą dekadą topnieje grupa centrowa, a rośnie tylko strona konserwatywna i liberalna, ta druga o wiele znaczniej.

Jednocześnie wśród liberalnej części wzrasta odsetek tych, którzy określają się jako radykalni, stanowczy. Czy to jednak nie dziwne, aby w świecie, gdzie przechodzi tyle wesołych parad postępu, to właśnie ci, w których imieniu one maszerują, dla których zwyciężają, przełamują i niebo, i piekło - czy nie dziwne, że ci właśnie są coraz bardziej wściekli? Coraz bardziej niepewni? Muszą za każdym razem coraz głośniej i mocniej.

A co ze zwycięstwami miłości i równości? Dwie pieśni chóru się wznoszą - a co z pokojem i jednością - coraz głośniej woła chór? A jednak głos przechodzi we wrzask. Tu zwyciężamy, lecą mury, a tu strach i Erynii cień. Teraz lub nigdy, jeśli przegramy, czeka zło i śmierć. Koniec, po prostu koniec.

Efemerydy prawicy

Prawicy przez całe dziesięciolecia na Zachodzie nie było. Może w Ameryce, lecz przed Reaganem nie wierzono w ogóle w jej moc. Po krótkiej nocy rewolucji konserwatywnej szybko nastawał nowy, liberalny świt. Wraca pewność, lecz powraca lęk. Że teraz, że już nigdy.

W Europie było spokojniej. Wszyscy byli socjaldemokratyczno-chadeckimi liberałami. Konsensus powojenny. Na rzecz europejskiej drogi, ładu demokratycznego. Prawica pojawiła się nagle. Zaczęły się zbierać pojedyncze strumienie, przemienione w rzekę w związku z kryzysem emigracyjnym.

Dla liberalnych mediów jest to głównie kwestia ukrytej ksenofobii, wypieranej wrogości do obcych i Innego. Choć można złośliwie zapytać, dlaczego społeczeństwo prowadzone przez liberałów przez całe dekady, jest nadal wrogie, tak dalej pełne nienawiści. Dlaczego liberalizm zawiódł? Zagrożenie w Niemczech, Szwecji, Austrii, Francji. Ten nowy konserwatyzm tkwi tylko w słowach, aby wzbudzić złość liberalnej strony.

Można by pocieszyć ich, że prawicowość niezakorzeniona szybko obumrze. Że to tylko wściekłość, spowodowana niedokładnością i niekonsekwencją w przekazie. Że jeśli liberalizm będzie jeszcze bardziej pewny, jeszcze bardziej nieprzejednany i stanowczy oraz odrzuci wszystkie wątpliwości – z czym radził sobie zawsze w czasach kryzysu, to na pewno zwycięży. Tak przynajmniej głoszą jego liczni, mali prorocy.

Ten trend polityczny jakiś czas będzie nam towarzyszył. Albo przełamie on zamknięte narracje, albo jeszcze bardziej zaczaruje rzeczywistość. Prawica stara się osiągać sukces w konkretnych posunięciach i #Donald Trump będzie kroczył tą drogą.

źródło: insidehighered.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#Hillary Clinton