Każdy lubi pójść na #film. Nawet jeśli w domu ma ogromny telewizor i dużą rodzinę. Kino to jednak niezastąpione emocje. Siedząc na premierze naprawdę dobrego filmu, nie przeszkadza nawet ścisk na sali i obcy sąsiad. Śmiechy, krzyki, westchnienia - przy dużej widowni co chwilę daje się usłyszeć odgłosy emocji. Nie chodzi nawet o to, czy film jest naprawdę dobry. Najlepsze jest poczucie uczestnictwa w czymś dużym. Polskie multipleksy raz na jakiś czas wyświetlają dobre, rodzime produkcje.

Kino i ogórki

Całe lato byłam zrozpaczona. Chodziłam na wiele filmów i właściwie żaden nie przypadł mi do gustu. Polski, amerykański - nieważne, same nieudane produkcje, które nie wymagały nawet szczególnej uwagi widza. Lato to jednak sezon ogórkowy w kinie - nie pojawiają się raczej filmy godne uwagi. Czasem zdarzy się ciekawa animacja, specjalnie dla znudzonych dzieci i ich przemęczonych rodziców.

Teraz mamy jesień. Można nawet napisać wielką literą - Kinowa Jesień. To idealna pora dla wymagających widzów. Filmy pojawiają się licznie i w dużym procencie są one wysoko oceniane. Jesień to czas, gdy kina są przepełnione - pracownicy płaczą ze zmęczenia, popcornica piszczy z przegrzania, a klienci krzyczą ze znudzenia w długich kolejkach do kas. Co jest obecnym hitem numer jeden? Oczywiście "#Pitbull: niebezpieczne kobiety".

Kinowi mordercy

Ta polska produkcja jest kontynuacją filmu, który na początku roku bił rekordy popularności. Film w pierwszy weekend okazał się bombą. Pobił rekordy popularności, niszcząc swoją mocą "#50 twarzy Greya" z 2014 czy "Gwiezdne wojny: przebudzenie mocy" z 2015. "Pitbull" to absolutny hit. Polskie kina się cieszą - nareszcie dobra i przede wszystkim opłacalna produkcja.

Jednk repertuary pękają w szwach.

Gdy nareszcie udało mi się wybrać na film, obejrzałam "Jestem mordercą". To kolejna, polska perełka. Film, który zdobył kilka nagród na festiwalu Złotych Lwów, nie cieszy się jednak tak dużą popularnością. Ta historia Wampira z Zagłębia, który w latach 60 mordował na terenie Polski, do dziś fascynuje wielu psychopatów. Reżyser pokazuje historię prawdopodobną, niepotwierdzoną jednak oficjalnie. Podczas seansu skóra cierpnie, a w gardle pali. Z zaciekawieniem śledzi się losy bohaterów, którzy są powodem frustracji i nerwów widzów.

Co powoduje, że "Pitbull" jest hitem? Aby odpowiedzieć na to pytanie wystarczy się przyjrzeć tłumowi, który stoi w długiej kolejce do kasy. Policzyć, jak wiele osób bluzga na biednego, zwijającego się z bólu po całym dniu biegania po barze i przekrzykiwaniu otoczenia pracownika. Posłuchać, jak małym szacunkiem taki kasjer jest darzony przez klientów. Wejść w głowę pracownika, który w myślach zabił już pierwszego dnia pracy w kinie taką samą ilość osób, jaka zginęła w całym "Pitbullu".

Dlaczego ten film? Z pewnością cięty język, tak bliski i dobrze znany przeciętnemu Polakowi. Zapewne też chaos i zaskakujące akcje. Krew i łzy bohaterów. Mieszanie się śmiechu ze łzami widzów. Czarny humor, brak szacunku i szybka akcja. Tego brakuje na co dzień znudzonemu Polakowi. Oglądając film, w którym nie ma za grosz przyzwoitości i kultury, Kowalski nie czuje się gorszy. Dobrze mu na myśl, że chamstwo i zło jest w kraju na porządku dziennym. Bo to nie jest amerykańska sztuczność, ale nasz - swojski klimat. Nasze rodzime zwyczaje.

Idzie taki Janek do kina na "Pitbulla" i czuje się jak wielki Pan Jan. Przy kasie rzuci niegrzecznym komentarzem w stronę kasjera, na holu zostawi zasmarkaną chusteczkę, a po filmie na krześle położy nadgryziony batonik. Jaka kultura? Takie zachowania są przecież normalne. Skoro w filmie przeklinają, ja też mogę na całe gardło.

Pracownicy kina radzą: Janku, idź czasem na grzeczniejszy film. Ucz się z ekranu kultury, nie chamstwa.

źródło: filmweb.pl; tvn24.pl; onet.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.