Nie wiadomo, czy lepiej być dumnym z charakteru niektórych przedstawicieli naszej nacji, czy też wstydzić się za nich. To, że jako narodowi jeszcze dużo brakuje nam do pewnych zachodnioeuropejskich standardów, można jeszcze wytłumaczyć latami ucisku i biedy. Teraz jednak, od przeszło 20 lat, jesteśmy narodem wolnym, żyje nam się coraz lepiej i wydawałoby się, że wobec naszych zachodnich sąsiadów nie jesteśmy już ludźmi gorszego gatunku. Niestety, jak pokazuje życie, sami się w takiej pozycji stawiamy, a zapewne jeszcze dużo czasu potrzeba, aby coś tu się zmieniło. Nasze narodowe cechy po raz kolejny doskonale uwydatniła akcja jednej z niemieckich sieci handlowych. Miało być dobrze, wyszło jak zawsze, czyli wstyd i żenada i nasza małostkowość.

Będziem Polakami

Głośna już w mediach i internecie stała się promocyjna akcja, zorganizowana ostatnio przez sieć sklepów #Lidl. Akcja, która w założeniu miała pokazać otwarcie się koncernu na zwykłego konsumenta, okazała się dla tego koncernu - może nie tyle porażką - ale dobrą nauczką. Całe zamieszanie wzięło się stąd, że Lidl zorganizował akcję, w której nabywcy towarów własnych marek sieci mieli prawo zwrócić je (nowe, naruszone, a nawet puste opakowania po nich), jeśli uznali, że towar im z jakiegoś względu nie odpowiada. Założenie było takie, że każdy ma prawo przyjść, kupić i spróbować, a jeśli z jakiś sobie tylko znanych powodów jakiś zakupiony w Lidlu towar nie zyska jego akceptacji, może śmiało go zwrócić i odzyskać pieniądze.

W całej akcji nie przewidziano jednak tego, że Polak w swej mentalności takiej okazji nie zmarnuje. Efekt? Tysiące osób nakupowało zbędnych towarów, przepakowało je w domu do pustych butelek i pojemników, po czym wraz z koszem na śmieci, do którego zdążyło to opakowania wrzucić, udało się do Lidla i zasypało sklepowe kasy tysiącami śmieci. Do historii przejdą już sytuacje, w których klient na stoisku z nabiałem zjada prosto z półki sklepowej całe masło, byle tylko odzyskać pieniądze za jego zakup. Lidl musiał nagle zmierzyć się z hordami "nienażartych" i swoimi stałymi klientami, którzy zniechęceni śmietnikiem, w jaki zamienił się sklep, masowo nawoływali do zaprzestania akcji.

Cebula na otarcie łez

Lidl akcję zakończył. Zrobił to w prześmiewczym stylu, oferując klientom na otarcie łez cebulę "we wzruszającej promocji". Polacy jednak nie zrozumieli aluzji, a Lidl może stracić drugi raz. Okazało się bowiem, że wielu nie zdążyło się jeszcze "nażreć za darmo" i zamierza odwoływać się od decyzji Lidla o zakończeniu akcji do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Promocja Lidla zakończyła się 8 listopada, choć w założeniu miała trwać do końca miesiąca. I z tym nie mogą pogodzić się niektórzy klienci sieci, którzy nagle zaczęli narzekać, że Lidl nie przestrzega prawa.

Lidl nie przestrzega prawa bo zwyczajnie nie ma już ochoty być robionym w konia. Tego polskim "specjalistom od jedzenia masła przy półce sklepowej" nie sposób wytłumaczyć. Za to znaleźli oni haczyk, dzięki któremu zamierzają coś jeszcze od Lidla wyciągnąć. Otóż Lidl zastrzegł w regulaminie promocji, że ma prawo zakończyć ją z siedmiodniowym wyprzedzeniem. Tych 7 dni Lidl jednak nie dotrzymał, kończąc całą akcję niemal z dnia na dzień. UOKiK już wszczął postępowanie i bada całą sprawę.

Trudno o dobre podsumowanie całej akcji. Lidlowi należy gratulować genialnych marketingowców. Nawet, jeśli cała akcja przyniosła spore straty finansowe, to rozgłosu nabrała większego, niż się spodziewano. No i o to chyba chodzi - nieważne, jak mówią, czy dobrze czy źle, byle mówili i nie przekręcali nazwy.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #społeczeństwo #finanse