Cieszyć to może? Czy smucić? Jak to ze wszystkim bywa. Tak i z tym. Jedni są za, drudzy przeciw. Nie wszyscy rozumieją te słowa we właściwy sposób, a raczej "wdrażają", "przekuwają" teorię w praktykę. Ba, niektórzy mówią wprost: a niech sobie każdy radzi sam. Przypomina mi się stare porzekadło, jakże ciągle aktualne: "syty głodnego nie zrozumie". No cóż, w życiu, to jak na polowaniu prawie. Kto silniejszy i sprytniejszy ten przetrwa, a słabszy - wiadomo jaki los go czeka. 

Dlaczego cieszyć?

Jak podaje SJP altruizm to: "kierowanie się w swym postępowaniu dobrem innych, gotowość do poświęceń". Niektórzy mówią, że aby stać się altruistą trzeba wiele przeżyć, a z pewnością poznać. Tak, jak muzyka jest dobra na złagodzenie obyczajów - tak z pewnością na poznanie świata i ludzi dobre są podróże. Bo podróżując, widząc na własne oczy jak żyją inni, uświadamiasz sobie jak często los bywa niesprawiedliwy. Stajesz się altruistą, bardziej tolerancyjnym i zaczynasz rozumieć, że czasem to, co wydaje się ogromnym problemem w rzeczywistości, jest błahostką... Na poznanie samego siebie, na poznanie drugiego człowieka przydaje się też podróż w "głąb samego siebie", refleksja, zwykłe zastanowienie się, zadanie sobie pytania: co by było, gdyby to mnie spotkało?

Podróże kształcą - to też znana prawda. Ale czy widziany obraz cierpienia wywiera jednakowy wpływ na każdego z podróżujących? Warto się zastanowić, jak to jest z zastosowaniem altruizmu i empatii w praktyce, w naszym codziennym życiu. Życie ludzkie jest wędrówką i swoistego rodzaju podrożą. Więc... Jak to w życiu bywa, niestety - teoria z praktyką często się rozmijają. Chodzą własnymi ścieżkami.

A szkoda, bo prawdziwie altruistyczne postawy by się przydały. Jest sporo osób, które sobie nie radą, które nie odnalazły się w tej transformacji. Tych ludzi niekoniecznie cechuje lenistwo, a często po prostu mniejszy spryt. Zabrakło im tupetu, przebojowości, może egoizmu, a może i "cwaniactwa". To smutne, że żyjemy w czasach, kiedy wrażliwość, empatia, altruizm postrzegane są jako słabość cechująca zarówno osobę potrzebującą tej pomocy, jak i tego, który tę pomoc niesie.

Dlaczego smucić?

No cóż? Smuci, bo szlag człowieka - tego z prawdziwym altruizmem i empatią trafia, jeśli słyszy, widzi, czuje, odczuwa cholerną dysproporcję w rożnych dziedzinach naszego życia. Generalnie, jak już wspomniałam, sprawdza się porzekadło: "syty głodnego nie zrozumie, a bogaty biednego wyśmieje".

Smutne. Ot, choćby przykład "ośmiorniczek", czyli kolacji dla dwóch panów za kwotę - jak oni skomentowali: tanio: 1.435 złotych. Hm, dla kogo tanio, to tanio. A dla kogo drogo, to drogo. Przy ich dochodach - tanio, a dla kogoś, kto ma zaledwie minimalną, albo żyje z zasiłków czy renty "głodowej" to drogo. Śmiem powątpiewać, czy wielu z decydentów zna prawdziwy obraz, prozę życia zwykłych "zjadaczy chleba". Czy znają wysokość rent rodzinnych - najmniejsza kwota to: 882,56 brutto, często jest to jedna, jedyna kwota na wszystkie dzieci.

A więc w kontekście porzekadła: "syty głodnego..."  czy jest możliwe, by ktoś, kto sam nie doświadczył na własnej skórze biedy, cierpienia - ten będzie w stanie zrozumieć cierpiącego, głodnego, zaledwie wiążącego przysłowiowy koniec z końcem? Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w skrajnej biedzie (czyli z miesięcznym budżetem niższym niż 540 zł na osobę) żyje obecnie w kraju 2.800 tysięcy Polaków. 

źródło: przemyślenia autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Internet #społeczeństwo #bieda