Pewne problemy geopolityczne, ekonomiczne czy społeczne występują wszędzie tam, gdzie ludzie skupiają się w narody i państwa. Nieważny jest kształt sprawowanej władzy. Niektóre sprawy na tle politycznego ustroju jedynie zmieniają odcienie, nabierają charakterystycznych cech. Niemniej patologia pozostaje patologią a bez wątpienia #korupcja jest właśnie takim rakiem toczącym każde #społeczeństwo.

Zwykła wdzięczność…

W państwach niedemokratycznych korupcja jest stanem powszechnym, choć publicznie stanowi tajemnicę poliszynela. Tu przykładem może być Polska sprzed 1989 roku, kiedy powszechnie wiedziano, że załatwienie najdrobniejszej sprawy łączy się z potrzebą okazania wdzięczności. Przy deficycie podstawowych towarów w sklepach, narzędziem korumpowania były rzeczy z punktu widzenia współczesnego Polaka prozaiczne. Papier toaletowy, mydło zapachowe, żyletki do golenia potrafiły zwiększyć wrażliwość urzędnika na problem, z którym przyszliśmy.

Paradoks polega więc na tym, że choć korupcja oficjalnie nie istnieje, to stanowi mechanizm, bez którego w relacji państwo – obywatel ten drugi nie jest w stanie załatwić niczego legalnie. Korupcja staje się nieodzownym katalizatorem uzyskania jakiegokolwiek zgody, zaświadczenia lub nawet zakupu deficytowego towaru.

Gdy demokracja jest fasadą

Mechanizm podobny, korupcja jest powszechna a w przeciwieństwie do ustroju totalitarnego, czasem mówi się o niej publicznie. Najczęściej jest wykorzystywana przez władze przeciw rodzącej się opozycji lub służy dyskredytowaniu ludzi obozu władzy, którzy z jakiś powodów są już niepotrzebni.

Tu świetnym przykładem jest obecna Rosja. Urzędnicy niższego i średniego szczebla mają cenniki łapówek, którymi winni kierować się obywatele przy załatwianiu spraw. Najwyżsi urzędnicy wraz z bogatymi biznesmenami stanowią zaś klasę oligarchów, gdzie przepływ ludzi i pieniędzy między instytucjami państwowymi i prywatnymi jest bardzo płynny. Oficjalnie państwo jest jedynie udziałowcem poszczególnych firm i spółek, niemniej to władza decyduje o obsadzie stanowisk. W takiej rzeczywistości, wierny władzom urzędnik czy biznesmen, może liczyć na wiele profitów w postaci synekur dla siebie, rodziny i znajomych. Jeśli zaś zwraca się przeciw władzy - oskarżany jest o korupcję i działanie na szkodę państwa.

Korupcja w demokracji

Nieco inaczej sprawa wygląda w krajach demokratycznych. Tu o korupcji mówi się najwięcej. Wolne media stale wykrywają i piętnują zjawiska korupcyjne. Przeciętny obywatel raczej nie musi korumpować urzędnika podczas załatwiania swoich spraw. Urzędy - choć mało przyjazne i szalenie zbiurokratyzowane - w większości są jednak wolne od zjawiska korupcji. Dawanie łapówek czy okazywanie wdzięczności jest stygmatyzowane.

Oczywiście #Demokracja cierpi na wiele patologii, będących pochodnymi korupcji, jak nepotyzm, traktowanie przez polityków związanych ze skarbem państwa stanowisk jako synekur, gdzie legitymacja partyjna lub znajomości są ważniejsze od wiedzy i fachowości. Zdarza się także zwykłe łapownictwo, gdzie oferowane korzyści majątkowe są duże, co szczególne bulwersuje opinię publiczną. Niemniej takie zachowania są ogólnie nieakceptowalne, a w świetle obowiązującego prawa surowo karane.

Umiarkowany optymizm

Korupcja była jest i pewnie zawsze będzie, niemniej kraje demokratyczne lepiej lub gorzej starają się z nią walczyć. Ważne jest to, że w owych krajach ludzie nie tyle wierzą ale wiedzą, że nie trzeba a nawet nie wolno im korumpować urzędników aby załatwić daną  sprawę. Ta coraz większa świadomość społeczeństwa daje powody do optymizmu, choć wiele jest jeszcze do zrobienia. Nigdy za mało edukacji i informacji w tym zakresie. Nigdy za mało piętnowania przez media i tropienia tego typu patologii, bo choć świat bez korupcji to utopia to jednak walka z nią jest moralną powinnością każdego obywatela - a więc każdego z nas.

źródło: przemyślenia autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.