#PiS dość brutalnie potraktowało zwolenników projektu ustawy „#Stop Aborcji”. Posłowie partii rządzącej najpierw skierowali antyaborcyjny projekt do komisji sejmowej, a po kilku dniach, na rozkaz Kaczyńskiego, ci sami politycy odrzucili w Sejmie wniosek o jego dalsze procedowanie. Pół miliona katolików zostało oszukanych zarówno przez PiS, jak i Episkopat. Dlaczego jednak ta masa ludzi nie protestuje, organizując białe marsze przeciwko ich traktowaniu przez instytucje, stojące na straży przestrzegania katolickich wartości?

„Stop aborcji” kontra „Ratujmy kobiety”

Pod projektem „Ratujmy kobiety” podpisało się 215 tysięcy osób, podczas gdy inicjatywę ustawodawczą „Stop aborcji” poparło około pół miliona obywateli. Odrzucenie przez Sejm wniosku o procedowanie pierwszego z projektów, przy jednoczesnym przyjęciu drugiego projektu, wywołało czarne protesty w całej Polsce. Łączną liczbę protestujących osób można szacować na grubo ponad pół miliona.

Choć tyle osób podpisało się pod projektem „Stop aborcji”, to jednak tzw. obrońcy życia nie protestują ani na ulicach polskich miast, ani w kościołach. Skoro dwukrotnie więcej obywateli podpisało się pod projektem „Stop aborcji” niż pod inicjatywą „Ratujmy kobiety”, to protesty zwolenników całkowitego zakazu aborcji powinny grupować również dwukrotnie więcej demonstrantów niż protesty przeciwników zaostrzania aborcji. Zważywszy na fakt chamskiego potraktowania tych pierwszych przez PiS, ich wściekłość powinna sięgnąć zenitu. Dotychczas niczego takiego jednak nie doświadczamy - ani w przestrzeni realnej ani internetowej.

Czy podpisy pod projektem „Stop aborcji” zostały sfabrykowane?

Asymetrię w zachowaniu przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego i zwolenników zakazu aborcji można wytłumaczyć tym, że liczba tych drugich nie jest wcale tak wysoka, jak wskazuje liczba podpisów osób, popierających projekt Ordo Iuris. Antyaborcyjne podpisy były zbierane w parafiach. Każdego roku chodząc po kolędzie, organizując kursy przedmałżeńskie, pierwsze komunie i celebracje chrzcielne, Kościół aktualizuje swoje bazy danych osobowych. Księża aktywnie wspierali działania organizatorów obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Stop aborcji”. Czy w związku z tym księża użyczali organizatorom kampanii parafialne dane osobowe, aby mogli oni prefabrykować listy poparcia dla swojego projektu ustawy?

Prokuratura powinna zająć się weryfikacją rzetelności list poparcia projektu „Stop aborcji”

Marszałek Sejmu może, w razie zaistnienia wątpliwości, zwrócić się do PKW o sprawdzenie rzetelności podpisów poparcia dla dowolnej obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Niestety Kuchciński nie skierował do PKW wniosku o zbadanie rzetelności list poparcia dla projektu „Stop aborcji”. Prokuratura posiada jednak uprawnienia do przeprowadzenia śledztwa w sytuacji, gdy istnieje podejrzenie dokonania przestępstwa. Testem uzasadniającym takie domniemanie o sfałszowaniu list poparcia dla projektu "Stop aborcji" będzie brak „białych protestów”. Jeśli pół miliona osób poparło swoim podpisem radykalny projekt ustawy, to z socjologicznego punktu widzenia fakt bierności zwolenników całkowitego zakazu aborcji jest nieprawdopodobny.

Puenta

Partie opozycyjne powinny monitorować reakcje zwolenników całkowitego zakazu aborcji na odrzucenie ich inicjatywy przez PiS. Jeśli taka reakcja nie będzie adekwatna do zaistniałej sytuacji, w szczególności po orędziu Macierewicza w TV Trwam, to Nowoczesna oraz PO powinny złożyć zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w procesie zbierania podpisów pod projektem ustawy antyaborcyjnej. Jeśli po niedzielnych mszach w polskich miastach nie dojdzie do wielotysięcznych „białych marszów”, to prokurator Ziobro powinien zarządzić śledztwo sprawdzające, czy nie doszło do przestępstwa konstytucyjnego w celu zdestabilizowania sytuacji politycznej w interesie obcego państwa.

źródło: se.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #polskie prawo