Zaczęło się niepozornie. #Mariusz Janik sięgnął po nowe narzędzia w walce z lokalnym burmistrzem. Wykorzystując zapisy ustawy o dostępie do informacji publicznej, wyciągał z ratusza kolejne dane. Czasami bywało groteskowo - jak wtedy, kiedy pytał burmistrza o rodzaje prezerwatyw, które posiada lub używa burmistrz. Czasami było poważnie, np. kiedy pytał o pracę, której burmistrz bronił w Moskwie, jeszcze na podstawie (od 2004 r. nieobowiązującej) Konwencji Praskiej z 1972 r. Dzięki temu burmistrz nie musiał nigdy nostryfikować swojej pracy na żadnej uczelni w Polsce, aby uchodzić za doktora nauk ekonomicznych. Wszystko to w granicach prawa.

Niesatysfakcjonujące odpowiedzi i ewentualną opieszałość urzędów Janik zaczął skarżyć, a potem nawet wygrywał sprawy w sądach. To dodało mu skrzydeł. Pisał do posłów, ministrów i innych państwowych notabli w Polsce i za granicą. Efektem jego działań jest pokaźne archiwum prywatne, w którym zgromadził już dziesiątki tysięcy dokumentów, świadczących o "niedomaganiach systemowych".

Janik wygrał już około 300 procesów. Obecnie prowadzi około 40 spraw. Za swoją działalność nie pobiera żadnych opłat. Systematyczność prac i zakres działalności powoduje, że jego aktywność można śmiało nazwać fenomenem społecznym. To już nie jest kategoria "natręta", ani gminnego "wariata". Co konkretnego do tej pory udało się Janikowi zrobić?

Audyt społeczny

Najgłośniejszą, jak zapewnia sam Janik - #trybun ludowy, akcją był  dotychczas audyt społeczny. Prowadził go przez kilka miesięcy w 2016 roku. Dokonywał oceny, na przykład działalności prokuratur, a uzyskane na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej dane przedkładał Ministerstwu Sprawiedliwości - Prokuratorowi Generalnemu. W ramach audytu, złożył tysiąc wniosków o udzielenie informacji. Jak mówi, zrobił to, ponieważ chce się przyczynić do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i odzyskania przez sądy i prokuratury zaufania społecznego, niezbędnego dla właściwego pełnienia przez nie swoich funkcji i do usunięcia narosłych przez lata patologii.

Stawiane prokuraturom pytania nie były łatwe, Janik pytał między innymi o wykorzystywanie pieczęci urzędowych przez osoby do tego nieuprawnione, strukturę organizacji pracy urzędów, stosunek urzędów do aktów buntu społecznego (takiego wyrażenia użył w jednym ze swych pism), korupcję w urzędach i firmach prywatnych, rodzaje rankingów skuteczności pracy urzędnikówzachowania księży katolickich w przestrzeni publicznej. jego zapytania częstokroć łamią przyjętą konwencję w kontaktach na linii obywatel-urząd

Dociekliwi

Działalność Janika jest elementem kreującego się nowego ruchu społecznego, który nazywam: Dociekliwi. Są to osoby, które na całym świecie już od lat sześćdziesiątych XX wieku, wykorzystują szereg instrumentów prawnych, dla uzyskania informacji, którymi władze różnych szczebli nie są skore się dzielić z opinią publiczną.

Rola Dociekliwych jest pozasystemowa - przecież nieustannie krytykują instytucje publiczne i podważają ich autorytet, ale prowadzą kontrolę społeczną w granicach prawa. Wcielają się w rolę rzeczywistych, współczesnych trybunów ludowych, są jedynymi osobami, które dzięki swemu nieuwikłaniu w bieżące układy i grę polityczną, mogą prowadzić bezkompromisową walkę o interesy społeczne z bezdusznym, państwowym Lewiatanem.

Z pewnością z czasem będą się pojawiać pytania o metody ich działalności, o pobudki psychologiczne i cele osobiste. Tymczasem jednak warto im kibicować, choćby dlatego, że wywierają presję na aparat urzędniczy, jakiej nikt inny, nawet w warunkach państwa demokratycznego, nie jest w stanie wytworzyć. W oczach urzędników, taka działalność, to zapewne 'paraliż instytucji publicznych'.

źródło: mariuszjanik.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #informacja publiczna