Prezydent Erdogan nie jest miłosiernym przywódcą państwa - członka NATO i ma aspiracje, by wejść do Unii Europejskiej.

Erdogan to typ dyktatora rządzącego w pseudodemokratycznym państwie, wybranego w drodze wyborów. Niczego nie pokręciłem, daleko sięgać nie trzeba. Wystarczy spojrzeć na dyskryminację Kurdów, którzy stanowią około 20% tureckiego społeczeństwa, a są dla niego wrogami numer jeden.

Gra Erdogana?

Erdogan gra, nie jest jasne tylko kiedy ta gra się zaczęła. Ostatnie miesiące pokazały, że prezydent Turcji ma rozdwojenie jaźni nie tylko w sprawie uchodźców, ale także terrorystów z nieformalnego państwa ISIS, o czym mówił wielokrotnie prezydent Putin. W tych dwóch sprawach odwaga Erdogana idzie tylko w jedną stronę. Za "opiekę" nad uchodźcami zażądał sowitej zapłaty od Unii Europejskiej i ją otrzymał. Jeżeli chodzi o terrorystów z ISIS nie jest już tak jednoznaczny, rzekłbym - cechuje go powściągliwość.

Zamachy terrorystyczne w Ankarze i Stambule

10 października 2015 r. doszło do zamachu terrorystycznego w Ankarze podczas pokojowego protestu zorganizowanego przez Demokratyczną Partię Ludu, związek zawodowy i organizację pozarządową przeciwnych odnawianiu konfliktu pomiędzy bojownikami kurdyjskimi i władzami. Odpowiedzialnością za #zamach obarczono ISIS, ale chyba tylko dlatego, że w tym przypadku nie można było obarczyć Partii Pracujących Kurdystanu.

W kolejnych zamachach 17 lutego i 13 marca 2016 r. wskazano już jako winnych zamachom Partię Pracujących Kurdystanu.

Podobnie było 28 czerwca 2016 r. po zamachu na lotnisku w Stambule. Państwo tureckie nie wskazało jednoznacznie zamachowców, ale jako inspiratorów wskazano ISIS lub Kurdów.

Erdogan - fanatyk religijny?

Erdogan jako burmistrz Stambułu, w 1997 r. wygłosił na wiecu przemówienie, w którym zacytował fragment poematu Ziyi Gokalpa: "Meczety są naszymi koszarami. Minarety są naszymi bagnetami. Kopuły są naszymi hełmami. Wierni są naszymi żołnierzami. (…) Nikt nie zdoła uciszyć wołania na modlitwę. Położymy kres rasizmowi w Turcji. Nigdy nas nie zdławią. Nawet gdy otworzą się niebiosa i ziemia, nawet gdy zaleją nas wody i wulkany, nigdy nie zawrócimy z naszej drogi. Moim oparciem jest #Islam. Gdybym nie mógł o nim mówić, po cóż miałbym żyć?"

Pucz opanowany

Dość szybko doszło do opanowania puczu, choć jego organizatorzy musieli się dobrze przygotować, licząc się z tym, że na terenie Turcji rozmieszczone są wojska amerykańskie a Turcja jest członkiem NATO. Mając dzisiejszą wiedzę, pucz ten nie mógł się udać i jego organizatorzy musieli o tym wiedzieć. Czy zatem byli aż tak naiwni? A może to wszystko było kontrolowane, żeby wzmocnić pozycję prezydenta Erdogana? Najbliższe tygodnie nie rozwieją tych wątpliwości, ale obserwowanie działań Erdogana zapewne rzuci pewne światło na tło tych wydarzeń.

Szukanie winnych i kontratak

Erdogan wskazał na islamskiego duchownego Fethullaha Gulena jako głównego inspiratora przewrotu. Gulen, który mieszka w USA od piętnastu lat oczywiście stanowczo odrzuca te oskarżenia. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Czystki w Turcji już się zaczęły. Oprócz żołnierzy aresztowano sędziów, prokuratorów, osoby pracujące w instytucjach państwowych. Erdogan czyści zatem całą opozycję, ludzi których musiał tolerować - dziś może się ich pozbyć, oskarżając o zdradę stanu.

Erdogan czuje poparcie części społeczeństwa. Jest teraz większy i silniejszy, niż był przed puczem. Rzuca oskarżenia o powiązania puczystów z innymi krajami w tym ze Stanami Zjednoczonymi

Powstaje zatem pytanie, czy ten pucz nie był mistyfikacją Erdogana, która miała doprowadzić do ostatecznego rozprawienia się z opozycją, Kurdami i ogłoszenia się oficjalnie dyktatorem? To tylko pytanie.

Potępiam jakiekolwiek próby obalenia demokratycznie wybranych władz, ale w takim samym stopniu potępiam styl rządzenia, jaki uprawia prezydent Erdogan.

źródło: wikipedia.pl, onet.pl, tvn24.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści wymaga pisemnej zgody Blasting Sagl. #wojna