Pojęcie post-polityki zagościło już na dobre w dyskursie publicznym, nawet zestarzało się. Dziś jest już raczej traktowane z ironią, częściej jako obelga niż pochwała a powiew świeżości, który kiedyś niosło dawno wywietrzał. Wydarzenia takie jak Brexit są dla niej wyzwaniem.

Trwałość post-polityki

Post-polityczność jest wariacją na temat końca historii, a mimo że oficjalnie koniec końca ogłoszono w 2001 r., to jednak post-polityczność zdołała się prześlizgnąć i co jakiś czas daje o sobie znać. Stała się remedium na konflikt, który w liberalnej demokracji jest postrzegany jako źródło zła. O jaki konflikt konkretnie chodzi? Praktycznie jakikolwiek, każdy. Post-polityka mimo, że w swoich założeniach budzi wiele wątpliwości i zdawać by się mogło, że w świecie wciąż obecnych ideologii – radykalizmów z prawa i z lewa jej szanse na przetrwanie są małe, radzi sobie całkiem nieźle i wciąż powraca do łask. Wbrew nasuwającemu się pytaniu: co ma do zaproponowania głowom rozpalonym przez feminizm, nacjonalizm, fundamentalizm, wychowankom gender i minority studies?

A jednak jak klasowa prymuska, nielubiana wprawdzie przez innych, lecz znająca wszystkie odpowiedzi, zawsze wychyla się do przodu. Źródłem jej sukcesu jest podświadoma kompatybilność z ustrojem demokratycznym, który przedkłada pragmatyzm nad ideologie, administrowanie zastałym ponad kreację nowego. Mieści się w niej także umiarkowany konserwatyzm i uładzony feminizm - ze swoim neutralizowaniem i wyrównywaniem społecznych niesprawiedliwości. Elity polityczne przyjęły ją nawet jako najwłaściwszy sposób kierowania multi-społeczeństwem, nie tylko dzielonym konfesyjnie i etnicznie, warstwowo i politycznie, ale jak przekonuje modna lewicowość - również w innych rodzajowo-płciowych aspektach.

Transformacja powszechna a Brexit

Nie tylko w Polsce elity przyjęły, że najlepiej poddać społeczeństwo zabiegom anestezjologicznym, gdy w latach 90 na kontynencie europejskim (nie tylko w jego wschodniej części) mieliśmy do czynienia z poważnymi zmianami, dającymi się streścić pod hasłem neoliberalizmu. Była to transformacja nie - wyłącznie postkomunistyczna, lecz przede wszystkim paneuropejska. I nie tylko wschodnie elity założyły, że do przeprowadzenia społeczeństwa przez trudne czasy, których okres obowiązywania ciągle się wydłużał, potrzeba jest przede wszystkim spokoju. Anestezja była więc najlepszym wyjściem, a jej praktycznym wymiarem był technokratyzm. W Wielkiej Brytanii pod rządami Blaira, Browna i Camerona, którzy stanowią polityczne klony, czy też symulakry, idealnych „liberalno-konserwatywnych socjaldemokratów”.

Niezwykła elastyczność post-politycznego myślenia i jego całkowita tolerancja dla własnych błędów, powoduje odporność na procesy falsyfikacji jego podstawowych założeń. Lecz Europa drży, do władzy dochodzą, lub umacniają się w niej ruchy polityczne, które miały być trwale odsunięte, właśnie przez brak akceptacji fundamentalnych zasad post-polityki jako kanonicznej dogmatyki działania.

Nieważne czy mowa o Podemos, czy o zmianie warty w austriackiej polityce, gdzie odpadają kandydaci głównych sił. Najczęstszym tłumaczeniem tych wydarzeń – dotyczy to też Brexitu, ma być kryzys, załamanie, radykalizm, lub nieodpowiedzialne postawy społeczne (ksenofobia, rasizm itp.). Tak czy inaczej, wydarzenia takie jak Brexit wzbudzają namiętności polityczne, spory i dyskusje idei. Stanowią deanestezję, powrót do pytań fundamentalnych. Brexit jest dla elit brytyjskich nie mniejszym zaskoczeniem niż dla wszystkich kontynentalnych i powoduje, że dotychczasowe narzędzia są bezużyteczne. I to właśnie, że na Brexit #Wielka Brytania nie była gotowa, czyni go tak ciekawym.

źródło: blogs.spectator.co.uk

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione #Unia Europejska