Maciej Cieśla stał się katolickim bohaterem podczas Światowych Dni Młodzieży. Pracował dla ŚDM jako wolontariusz. Zaprojektował ornaty, w których Franciszek koncelebrował krakowską mszę. 2 lipca zmarł na raka w wieku 27 lat. Nie doczekał się spotkania z Franciszkiem. Papież publicznie opowiedział jego historię w pierwszym dniu swojego pobytu w Krakowie.

Bohater ŚDM obstawił zakład Pascala

Zakład Pascala jest argumentem, który ma przekonywać ludzi do wiary w istnienie Boga. Jeśli #Bóg istnieje i nagradza za wiarę życiem wiecznym, to bardziej opłaca się wierzyć w jego istnienie, niż nieistnienie. Jeśli bowiem człowiek wierzy, to traci życie doczesne, otrzymując w zamian życie wieczne. Jeśli zaś jesteśmy ateistami, to zyskujemy życie doczesne, ale tracimy wieczne. Życie wieczne jest zaś cenniejsze niż doczesne.

Rozumowanie francuskiego filozofa doczekało się wielu modyfikacji. Jedna z nich polega na przyjęciu założenia, że Bóg istnieje i nagradza za służbę mu zarówno życiem wiecznym, jak i udanym życiem doczesnym. Maciej Cieśla zagrał właśnie w tę zmodyfikowaną pascalowską grę.

Jesienią 2015 roku artysta dowiedział się o swojej chorobie. Postanowił oddać się pracy na rzecz ŚDM. Powiedział: „Jestem w stanie odwdzięczyć się za dobro. Jedyne co mogę obiecać, to to, że zrobię wszystko co w mojej mocy, aby wygrać z tym nowotworem. Bardzo chcę żyć, przeżyję, słowo harcerza”. W maju 2016 roku, niedługo przed śmiercią, napisał na Facebooku: „Ja od 150 dni marzę o jednym... Chciałbym po prostu żyć. Boże, Ci których kocham nie zasłużyli na to wszystko. Nie mam prawa oczekiwać od Ciebie cudu, ale dziś Cię o niego błagam".

Służba Bogu i błagalna prośba nie pomogły Maciejowi. Służąc za darmo swojemu Bogu, przegrał swój zakład. Milcząc, Bóg zabrał mu doczesne życie.

Śmierć Macieja Cieśli jest argumentem na rzecz okrucieństwa Boga katolików

Z punktu widzenia katolicyzmu, religijny hazard jest grzechem. Pascal namawia chrześcijan do udawania wiary religijnej, a więc do praktyk handlu z Bogiem. W tym świetle śmierć Macieja Cieśli może być zrozumiana jako wynik kary boskiej za grzech religijnego hazardu. Katolicki Bóg objawia się wówczas jako mściwa i narcystyczna postać.

Dlaczego walcząc o swoje życie, Maciej Cieśla nie zaangażował się w wolontariat na rzecz walki z cierpieniem ludzkim lub zwierzęcym – np. pracując w hospicjum albo w schronisku dla zwierząt? Może wówczas Bóg wysłuchałby go.

Wielu katolików potępia praktyki religijnego bałwochwalstwa. Katoliccy personaliści utożsamiają służbę Bogu z działaniem na rzecz zmniejszenia ilości cierpienia w świecie. ŚDM z pewnością nie przyczyniają się do ulżenia cierpiącym ludziom. Pieniądze wydane na ŚDM można by bowiem przeznaczyć na budowę kilkudziesięciu hospicjów. Zakładając się z Bogiem, Maciej Cieśla zaangażował się więc w działania, które w świetle katolickiego personalizmu można uznać za sprzeniewierzenie się miłosierdziu.

Czy Franciszek dokonał oceny Jezusa jako czyniącego złe rzeczy?

O artyście Franciszek powiedział: „(…) Wiara naszego przyjaciela, który pracował tak mocno dla ŚDM. Wiara zaprowadziła go do Jezusa i on jest teraz z nami (…) Podziękujmy Bogu, że daje nam tak odważnych ludzi. Nie lękajcie się”.

Papież nie zapomniał też określić faktu śmierci Macieja jako zły: „Musimy przyzwyczaić się zarówno do rzeczy dobrych, jak i do złych”. Czy z tego wynika, że Bóg (Jezus) czyni „rzeczy złe”? Czy nie jest więc absurdem dziękowanie Bogu czyniącemu "złą rzecz" - za to, że powołał do siebie młodego człowieka, pomimo jego prośby błagalnej?

Namysł nad śmiercią Macieja Cieśli przywołuje sytuację opisaną przez Kierkegaarda w „Bojaźni i drżeniu”. #katolicyzm jest okrutny egzystencjalnie poprzez brutalny absurd wiary. Bóg katolików nakazuje im czynienie całkowicie bezwartościowych i bałwochwalczych rzeczy. Czyż próba Abrahama nie jest najbardziej patologiczną formą bałwochwalstwa, którego żądny jest katolicki Bóg?

Źrodło: rmf24.pl, m.se.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści wymaga pisemnej zgody Blasting Sagl. #Papież Franciszek