W 2017 roku kończy się kadencja Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej, wiele znaków na europejskim niebie wskazuje, że ostatnia. Największym nieszczęściem czy też pomyłką Tuska i jego ekipy, była źle przemyślana narracja, która przekonywała, że były premier osiągnął ważne stanowisko, że będzie odgrywać kluczową rolę „prezydenta Europy”.

2017

Gdyby propaganda od samego początku była bardziej stonowana, dysproporcja między oczekiwaniami i osiągnięciami nie byłaby aż tak widoczna. Problem w tym, że Tusk żadnej wielkiej roli nie mógł odgrywać, bo nie pozwalały mu na to: ograniczone kompetencje urzędu, własna słabość wynikająca z wyjściowej pozycji politycznej (człowiek Merkel). Tusk pomimo kilku prób odgrywania istotnej roli, szybko się wycofywał. Gdyby jeszcze jego urzędowanie przebiegało spokojnie – a tu tląca się na wschodzie wojna, masowa migracja i Brexit. Nic nie jest winą Tuska, lecz przypada na czas jego urzędowania, więc obciąża go wizerunkowo.

Czy brak wielkich, lub też dających się sprzedać, sukcesów zachęci Tuska do powrotu do Polski? Pytanie, jakie będzie mieć widoki tu w kraju i tam na zachodzie. 2017 rok będzie dla niego trudny. Wybory w Niemczech osłabią CDU, może się to skończyć wewnętrznym zamachem stanu i odsunięciem Merkel. Przyszły parlament federalny będzie bardzo rozbity i skłócony. Francja skręci w prawo. Berlin chcąc ułagodzić sobie stosunki z Paryżem odda mu jedno ze stanowisk, komisja jest zajęta do 2019, będzie to zatem funkcja przewodniczącego.

Powrót

Dla polityków krajowych najbardziej zainteresowanych kwestią jego ewentualnego powrotu – Petru, Schetyny, Kopacz i Gronkiewicz-Waltz, jego powrót to okazja lub zagrożenie. Ważny będzie zarówno stan polityki krajowej, jak i atmosfera, w jakiej pojawi się on w kraju. Czy przybędzie w glorii chwały czy cicho, bez rozgłosu. Wszyscy woleliby, aby Tusk ograniczył się wyłącznie do roli patrona – oczywiście ich własnego projektu i ich przywództwa. Petru i Schetyna nie oddadzą swojej pozycji nawet pod naciskiem mediów, jeśli będą dość silni. Kopacz i prezydent Warszawy są w gorszej sytuacji. Ich legitymizacja opiera się na wierności Tuskowi i jeśli będzie chciał on ponownie wkroczyć do polityki - ustąpią mu. Przy oporze obecnych szefów PO i Nowoczesnej skończy się to powstaniem „Ruchu Tuska”. Dla PiS to pozornie świetna sytuacja: trzy siły plus KOD. Jednak będzie to moment krytyczny dla PiS i rząduKaczyński musi wybrać priorytet: podtrzymywanie sporu lub stabilizację.

Trwałość sporu

Tę drugą jest Kaczyński w stanie osiągnąć poprzez nie tyle dogadanie się z opozycją, lecz mocniejsze jej zaatakowanie aż do spacyfikowania. Kaczyński może to uczynić i ma  ku temu narzędzie. Wystarczy, że będzie dalej zaogniał sytuację. Opozycja żądając nowych wyborów czy ogłaszając „powstanie” osłabia się, a przede wszystkim coraz bardziej uzależnia od Kaczyńskiego – już dziś to on de facto decyduje, kto jest najważniejszy w całej opozycji. Jeśli powie: Petru, to Petru rośnie na lidera opozycji, powie: KOD, urasta KOD.

Opozycja znalazła się w ślepym zaułku i nie ma jak z niego wyjść. A Kaczyński może zadać jej cios na wiele sposobów, sądzę że jednym z narzędzi może być przedstawienie całościowych zmian konstytucji drogą referendum (to że nie jest to do końca zgodne z obowiązującą nie szkodzi, referendum 2015 też nie było). Lecz jeśli Kaczyński osłabi Petru i Schetynę za bardzo to przejęcie przez Tuska w 2017 roku przywództwa w opozycji będzie prawie pewne. Drugie wyjście to podtrzymywanie sporu na pewnym poziomie – przy cichej zgodzie wszystkich stron. Nie zapewni to stabilizacji w polityce, ale w 2017 roku pozwoli zablokować zjednoczenie opozycji, a jej liderom utrzymać wpływy. Problem w tym, że to przedłużanie wybitnie szkodzi państwu, rząd póki co myśli w tej perspektywie.

źródło: polskieradio.pl

Kopiowanie oraz wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Donald Tusk #Jarosław Kaczyński