Media obiegła informacja, iż kilka dni po katastrofie w Smoleńsku szwedzki Instytut Obrony Radiołączności zaoferował Agencji Wywiadu pomoc w postaci przekazania zarejestrowanej rozmowy pilotów prezydenckiego samolotu od startu w Warszawie do momentu nawiązania przez nich łączności z wieżą kontroli lotów na smoleńskim lotnisku. Szwedzi chcieli przekazać całość zapisu rozmów w kokpicie stronie polskiej. Agencja Wywiadu odmówiła.

Dlaczego w komunikacie MON nie padają żadne nazwiska?

Rzecznik MON, Bartłomiej Misiewicz nie podał żadnych nazwisk w swoim komentarzu do informacji na antenie w TVP Info. Stwierdził, że "prowadzono jakąś dziwną grę ukrywania dowodów, niekorzystania z nich, tak żeby nie wyjaśnić w stu procentach tego, co stało się w Smoleńsku”.

Decyzja o upowszechnieniu informacji na temat kontaktów szwedzkich służb z Agencją Wywiadu w sprawie katastrofy smoleńskiej musiała zostać podjęta przez Macierewicza. Jaka więc motywacja polityczna kierowała szefem MON, aby wszczynać hucpę podejrzeń, polowań i zastraszania w środowisku polskich służb wywiadowczych?

Semantyczna konstrukcja komunikatu MON

W każdej państwowej instytucji zawsze ktoś jest odpowiedzialny za podjęcie takiej czy innej decyzji. Jeśli zatem Agencja Wywiadu odmówiła przyjęcia od Szwedów zapisu rozmów radiowych z kokpitu prezydenckiego samolotu, to w jej imieniu musiał ktoś podjąć taką decyzję. Rzecznik MON nie podał ani nazwiska osoby odpowiedzialnej za decyzję ani informacji, iż w wyniku audytu w AW wiadomo, kto z nazwiska jest odpowiedzialny za utrudnianie śledztwa smoleńskiego. Dlaczego więc Macierewicz ukrywa osoby odpowiedzialne za decyzję odmowy współpracy ze szwedzkimi służbami wywiadowczymi?

Ujawniając nazwiska osób winnych zaistniałej sytuacji, Macierewicz uwiarygodniłby przed publicznością swój przekaz. Bez podania nazwisk, komunikat MON jest wyłącznie pomówieniem, którego jedynym celem jest wywołanie w odbiorze publicznym negatywnego stosunku do polskiego wywiadu wojskowego oraz wprowadzenie atmosfery paniki operacyjnej w środowisku wywiadowczym.

Działania Macierewicza destruują polski wywiad

Nieprzyjęcie oferowanej pomocy od Szwedów jest bez wątpienia działaniem na szkodę państwa noszącym znamię działalności szpiegowskiej na rzecz Rosji. Jeśli Macierewicz wypuszcza w eter wiadomość, iż takiego aktu dokonała Agencja Wywiadu, to bez wątpienia presupozycyjnie przypisuje jej status organizacji zrzeszającej niemal wyłącznie rosyjskich szpiegów. Czy więc mamy do czynienia z sytuacją, iż co druga lub co trzecia osoba w AW jest rosyjskim szpiegiem? Pytanie takie musi sobie postawić każdy inteligentny agent polskich służb wywiadowczych po doniesieniach rzecznika MON.

Macierewicz dokonał niebywałego czynu: wprowadził w środowisku polskich służb wywiadowczych atmosferę polowań na „ruskich szpiegów”, doprowadzając do paraliżu operacyjnego. Polski rząd ma podjąć w najbliższym czasie decyzje o zakupie uzbrojenia dla armii. Prowadzi również negocjacje w sprawie zwiększenia natężenia  obecności wojsk NATO w naszym kraju. Paraliż operacyjny polskiego wywiadu nie służy dobrze tym strategicznym działaniom, nader ważnym z punktu widzenia obronności państwa.

Czy Macierewicz badał siebie testem inteligencji?

Działania medialne Macierewicza wskazują na jedną z dwóch możliwości: jest on agentem rosyjskiego wywiadu lub jest on przedmiotem obróbki operacyjnej przez rosyjskich szpiegów ulokowanych w jego otoczeniu. Jeśli prawdą jest drugi człon alternatywy, to znaczy, iż szef MON jest wybitnie mało inteligentnym człowiekiem. Z kolei jeśli prawdą jest pierwszy jej składnik, to Macierewicz powinien zostać prewencyjnie aresztowany.

Osoby inteligentne potrafią szybko rozpoznać inteligencję swoich współpracowników. Czy promując osobę mało inteligentną, Jarosław Kaczyński czyni to cynicznie i celowo? Być może szef PiS również nie błyska wysokością IQ, jeśli wierzy w wysoki iloraz inteligencji Macierewicza.

Źródło: tvp.info

Kopiowanie i wykorzystywanie treści zabronione. #Rosja #Antoni Macierewicz #służby specjalne