Większością 31 tysięcy głosów, przy ponad czterech i pół miliona głosujących, prezydentem Republiki Austriackiej został wybrany kandydat bezpartyjny – Alexander van der Bellen. O tym wyniku przesądziły ostatecznie kartki wyborcze nadesłane pocztą przez ludność stolicy. Głosowanie korespondencyjne jest formą przeznaczoną głównie dla obłożnie chorych leczących się lub czekających na śmierć w domu, inwalidów oraz obywateli przebywających w dniu głosowania za granicą. Głosy tych ostatnich są dołączane do oddanych w stolicy. Ten na pozór drobny szczegół ma znaczenie symboliczne!

Starcza niemoc zachodnioeuropejskich społeczeństw

Zwycięzca tych wyborów jest formalnie bezpartyjny, ale w dramatycznej kampanii wyborczej wspierała go nie tylko Partia Zielonych, której przewodniczącym był uprzednio przez wiele lat. W chwili, gdy piszę te słowa pod jego adresem sypią się gratulacje i życzenia pomyślnych rządów przede wszystkim ze strony rządzących niemal niepodzielnie od ponad 60 lat tzw. socjalistów i tzw. ludowców. Analogicznie jak w całej Europie ci pierwsi w praktyce rządzenia mają gdzieś ludzi ciężko pracujących na swoje utrzymanie i na podatki, a ci drudzy gwiżdżą na prosty lud wiejski, jego poglądy i potrzeby. Co prawda austriaccy wyborcy zdobyli się w pierwszej turze na jednoznaczne wygwizdanie jednych i drugich, dając ich kandydatom na głowę pańswa wyniki jednocyfrowe, ale ...

Cofnęli się przed powierzeniem sterów państwa człowiekowi jak na polityka z pierwszego garnituru jeszcze bardzo młodemu. Człowiekowi energicznemu, który nie dał się złamać kalectwu i z pewnością nie załamałyby go nerwowo również trudy rządzenia. Zamiast niego ludzie oderwani od życia, nie widzący tego, co się wyprawia na ulicach wielkich miast, wybrali sobie starego marzyciela.

Wielu młodych działaczy prawicy narodowej powie wam, że największą przeszkodą w walce o zmianę kursu państwa nie są ani muzułmanie, ani żadne inne mniejszości, ani nawet układ trzymający władzę, ale emeryci i pensjonariusze domów starców. Sytuacja pod tym względem w Europie Zachodniej jest fatalna, ponieważ najstarsze pokolenia to pokolenia dawnych wyżów demograficznych rdzennej ludności Europy. Ze względu na swoją liczebność są w stanie zniweczyć nawet ogromny bunt wyborców spośród młodszych roczników. Z przyczyn naturalnych niewiele rozumiejący ze współczesnego świata, są zdani pod tym względem na propagandę radia i telewizji. Kierują się celowo wzbudzaną obawą, że ci źli faszyści po dojściu do władzy wywołają wojnę albo przestaną wypłacać emerytury i renty.

Koniec marzeń względnie czekanie na Trumpa

Porażka kandydata Austriackiej Partii Wolności ma ogromne znaczenie ujemne dla najbliższej przyszłości Europy. Na przykładzie tego kraju okazało się, że trzymający się kurczowo władzy układ wielkiej polityki lewackiej, który utracił poczucie odpowiedzialności wobec wyborców i państwa nie musi stawać na głowie. Wystarczy delikatnie nastraszyć pewne grupy społeczne.

Koniec jednak nastąpi i jest już wyraźnie widoczny. Są nim szaleni, nie znający miary okrucieństw Hunowie XXI wieku. Czas jaki pozostał zanim uderzą może szybko dobiec końca. Są już tylko dwie nadzieje. Pierwsza z nich to zwycięstwo wyborcze „islamofoba” Donalda Trumpa w USA. Należy się jednak liczyć z tym, że układ wielkich interesów związany z Hillary Clinton zrobi dosłownie wszystko, by do tego nie dopuścić.

Czeka nas bezlitosna walka o przeżycie

Jeśli uda się skompromitować Trumpa albo go zamordować pozostanie nam już tylko jedno. Nam – rdzennym mieszkańcom Europy, wraz z uczciwymi, wolnymi od fanatyzmu ludźmi spośród mniejszości pochodzenia pozaeuropejskiego. Walczyć do upadłego przeciw zdrajcom i nowym Hunom, w obronie ziemi przodków oraz wolności. Walczyć i wzywać na pomoc Rosję Putina, Chiny, Iran, Izrael, Indie. Każda pomoc będzie na wagę złota. Ludzka głupota nie pozwoliła zatrzymać się przed przepaścią. Wkrótce jedni nad nią zawisną, drudzy będą wyć spadając na jej dno, a jeszcze inni znajdą się na jej krawędzi. #wybory prezydenckie #Wielka polityka #kryzys uchodźczy