Plany na reformę systemu edukacji ekipa rządząca chce zaprezentować już w czerwcu. Pierwsza zapowiedź zmian pojawiła się przy okazji ostatnich egzaminów gimnazjalnych. Wszystko wskazuje na to, że był to ostatni egzamin w obowiązującej obecnie formie. Co więcej, pojawiły się również pogłoski, że obóz Beaty Szydło zamierza w ogóle gimnazja zlikwidować. Na razie brak jakichkolwiek szczegółów. Politycy #PiS konsekwentnie milczą i zapowiadają - 27 czerwca propozycje zmian zostaną podane do publicznej wiadomości.

Oprócz samej zmiany w strukturze szkolnictwa (likwidacji gimnazjów) uczniów i nauczycieli czekają również zmiany w programach nauczania. Tu akurat ma nie być wielkich rewolucji, niemniej, jak wynika z wypowiedzi niektórych przedstawicieli PiS, stanowczo za mało w polskich szkołach mówi się o polskiej historii, patriotyzmie, w zbyt małym stopniu kształtuje się postawy obywatelskie i propolskie. Czas to zmienić.

Reforma systemu edukacji według Prawa i Sprawiedliwości

Nowością ma być drugi wychowawca w klasie. Jego rola nie ograniczy się jedynie do nauczania i wychowywania. Każdy z uczniów będzie musiał obowiązkowo z nim rozmawiać. Okazuje się bowiem, że w polskich szkołach jest zbyt mało pedagogów, uczniom brakuje możliwości "wygadania się", nie tylko w kontekście edukacji. Nie mając z kim porozmawiać, zamykają się w sobie, buntują, przyjmują postawy aspołeczne. PiS chce to zmienić i na początek proponuje, aby każdy z uczniów minimum dwa razy w miesiącu rozmawiał z drugim z wychowawców (odpowiedzialnym nie za edukację, a pedagogikę).

To tylko początek proponowanych zmian. Przedstawiciele ekipy rządzącej chcą, aby szkoły stawiały na wychowanie w duchu polskości, kładąc większy nacisk na naukę języka polskiego i polskiej historii. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu polska historia była w szkołach zwyczajnie zakłamywana, obecnie nie ma już przeciwwskazań, by pokazywać ją taką, jaką była - bez upiększania, ale też bez zbędnej martyrologii. Ten pomysł ostro krytykuje opozycja, podnosząc argument, że szkoły powinny kłaść obecnie nacisk na nauki ścisłe, a przedmioty humanistyczne w szkołach powinny być jedynie uzupełnieniem, służącym rozwojowi ogólnemu ucznia. Swoje stanowisko opozycja uzasadnia sytuacją na rynku pracy oraz perspektywami, jakie rysują się w przyszłości. Zapotrzebowanie na humanistów maleje, rynek pracy wchłania za to nieskończoną ilość inżynierów.

Argument opozycji jest zwyczajnie słaby. PiS nie zamierza rezygnować z nauki przedmiotów ścisłych. Tu nie chodzi o to, aby z polskich szkół zrobić wylęgarnię "patriotycznie nastawionych bezrobotnych". Tu chodzi o to, aby wzmacniać w młodych ludziach więź z krajem i narodem. Młodzi nie bronią się przed patriotyzmem, dla nich nie jest to powód do wstydu, co czasem demonstracyjnie okazują, nosząc patriotyczne koszulki kilku polskich firm, wyspecjalizowanych w produkcji odzieży patriotycznej i popularyzacji polskiej historii. Młodym ludziom trzeba pokazać, że jako Polacy nie mają się czego wstydzić, przeciwnie - powinni być dumni.

Systemowo o patriotyzmie i polskości

Jak twierdzi prof. Andrzej Waśko, przedstawiciel i członek Narodowej Rady Rozwoju, działającej przy prezydencie Dudzie, wychowanie patriotyczne w szkołach praktycznie zniknęło, a powinno ono uczyć polską młodzież szacunku dla dobra wspólnego, jakim jest Polska. Kształtowanie obywatelskich postaw nie będzie odbywać się kosztem wiedzy ogólnej, humanistycznej i ścisłej. Obecnie jedynie 20% nauczycieli języka polskiego i historii promuje na swoich zajęciach postawy patriotyczne, uczy czegoś więcej, niż przewiduje program nauczania.

Na razie #nauka patriotyzmu to działania "od przypadku do przypadku". Pomysłodawcy reformy chcą to usystematyzować. Nauka patriotyzmu i polskości nie ma być kształtowaniem postaw nacjonalistycznych (jak twierdzi opozycja) czy obowiązkowym czytaniem polskich pomników literatury. To ma być kształtowanie ducha młodych i przekazywanie im wiedzy, której skąpią im media i rodzice.

źródło: gazetaprawna.pl #szkoła