Ciągnące się przez niemal sześć lat nieudolne działania służb śledczych poprzedniej ekipy rządzącej, prowokują i podkręcają wyobraźnię. Wystarczy przejrzeć sieć. Dokonywane przez niezliczone grono osób analizy zdjęć, filmów i ścieżek dźwiękowych z pierwszych chwil po katastrofie, mogą zamrozić krew w żyłach.

Dobijanie rannych i dożywotnie wczasy w ciepłych krajach

10.04.2010 r., w dniu katastrofy, telewidzowie oraz radiosłuchacze otrzymywali różne, czasem sprzeczne informacje. Pojawił się na przykład komunikat, że nie wszyscy pasażerowie Tupolewa zginęli oraz, że trzy osoby prawdopodobnie zostały przewiezione do szpitala, wśród nich prezydent Lech Kaczyński. Komunikat nie został już powtórzony, ale za to internauci zaczęli dosłuchiwać się strzałów na pierwszych wstawionych do sieci filmach z miejsca katastrofy. Wtedy przez nasze umysły ze zgrozą przeleciało - zamach! Jeszcze nikt nie rozumiał, kto i po co miałby to zrobić, ale niektórzy bardziej poinformowani wiedzieli - że kilku pasażerów z bliżej nieznanych powodów zmieniło tożsamość i żyją sobie spokojnie w nieco cieplejszym od polskiego klimacie. Pozostali zginęli w katastrofie lub zostali zastrzeleni chwilę po rozbiciu samolotu.

Faktem jest, że nie widzieliśmy akcji poszukiwania ofiar i ich szczątków. Do Smoleńska od razu zaczęto zwozić trumny.

Ruskie knowania

Wiecznie żywa i podawana w tysiącu różnych wersji jest teoria o knowaniach rosyjsko-polskich i polsko-rosyjskich. Niezależnie od domysłów odnośnie intencji tej zbrodniczej współpracy, ostatecznie jednak dyskusje zmierzają ku wnioskowi, że to Rosjanie celowo podawali naszym pilotom złe namiary, kazali odchodzić na kolejne okrążenia lub żądali odlotu na lotnisko w Moskwie. Wszyscy znamy też zdjęcia, na których widać dokładnie, że dopiero po rozbiciu się Tupolewa pod Smoleńskiemwymieniono żarówki w lampach naprowadzających na pas startowy. A to ni mniej, ni więcej oznacza, że wcześniej one nie działały lub ich po prostu nie było.

Godne zauważenia są uwagi odnośnie remontu, podczas którego polski Tu-154 być może został dokładnie nafaszerowany środkami wybuchowymi najnowszej generacji. Dodać należy, że remont Tupolewa był przeprowadzony w Rosji, w kilku różnych miejscach. Ktoś doszedł do wniosku, że samolot prawdopodobnie miał wybuchnąć w drodze powrotnej, w polskiej przestrzeni powietrznej, aby zdjąć z Rosjan wszelkie podejrzenia. Niestety, wykonawca mocno się pomylił lub przypadkiem odpalił ładunki w okolicy Smoleńska.

Wielka inscenizacja

Jedna z ciekawszych teorii spiskowych głosi, że polska delegacja zginęła jeszcze przed wylotem. Pod pretekstem ogłoszonego (fałszywie) w piątek, 9 kwietnia zagrożenia zamachami terrorystycznymi, a co za tym idzie - konieczności zapewnienia całej delegacji najwyższego bezpieczeństwa, niedoszli pasażerowie zostali “wyłapani”, uśpieni a następnie na różne wymyślne sposoby zgładzeni. W ruch poszły maszyny do rozdrabniania szczątków padłych zwierząt, pałki, kije, drągi i inne narzędzia kaźni. Zmasakrowane ciała (lub DNA poszczególnych osób) przewieziono następnie do Smoleńska. Autorzy zwracają uwagę na fakt, że na pierwszych zdjęciach w ogóle nie widać jakichkolwiek szczątków ludzkich oraz - że pierwsi świadkowie także ze zdumieniem stwierdzali, iż nigdzie nie było widać ciał. Wniosek nasuwa się jeden - ciała zostały podrzucone nieco później.

Nikt nie widział wylotu Tupolewa z polskiego lotniska Okęcie, brak świadków jego uderzenia o ziemię. Nie ma nagrań monitoringu, świadczących o wejściu delegacji na pokład samolotu, z niewiadomych przyczyn nie odbyła się też odprawa paszportowa. Brak możliwości potwierdzenia, że Tu-154 przeleciał nad Białorusią. Ze zdumieniem spostrzegamy te i jeszcze wiele innych, mocno kontrowersyjnych i niedających się logicznie wytłumaczyć "przypadków" - a wszystkie one od sześciu lat czekają na wyjaśnienie.

Źródła: zamach.eu, wolna-polska.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#katastrofa smoleńska