Lider #PiS w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „wSieci” stwierdził, iż na decyzje Andrzeja Dudy nie ma żadnego wpływu. Prezes powiedział: „Chciałbym jednak, aby było jasne, że na Pałac Prezydencki nie mam najmniejszego wpływu. Najmniejszego. Zupełnie.” Medialne oceny prezydenta przypisujące mu zależność od siebie, Kaczyński określił jako bolesne dla Dudy: „Chyba go bardzo bolą te opowieści, że może być od kogoś zależny, jego otoczenie jakoś wyjątkowo to przeżywa. /.../ chcę, by było jasne: prezydent to prezydent, ja to ja.”

Dlaczego Kaczyński dystansuje się od Dudy?

Oceniając postępowanie Andrzeja Dudy jako niezależne, Kaczyński obarcza prezydenta całkowitą odpowiedzialnością za jego wszystkie decyzje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z zacytowaną wypowiedzią, szef PiS nie miał najmniejszego wpływu na to, że #Andrzej Duda nie odebrał przyrzeczenia od sędziów TK wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. Co więcej, to, że Andrzej Duda nie wezwał premier Szydło do opublikowania werdyktu TK orzekającego o niezgodności z Konstytucją pisowskiej nowelizacji ustawy o TK, jest również przejawem – według słów Kaczyńskiego - samodzielnej decyzji prezydenta.

Co oznaczają wypowiedzi lidera PiS? Wielu wybitnych prawników uważa, że Andrzej Duda złamał wielokrotnie Konstytucję RP. Jeśli za niespełna cztery lata wybory do Sejmu wygra opozycja (wybory parlamentarne odbędą się przed wyborami prezydenckimi), zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że prezydent zostanie postawiony przed Trybunałem Stanu jeszcze w obecnej kadencji prezydenckiej. Kaczyński daje więc do zrozumienia ekipie Dudy, że nie będzie stał za nią murem w wypadku przegrania przez PiS następnych wyborów. Prezes PiS jest bowiem czysty z prawnego punktu widzenia.

Czy Kaczyński szantażuje Dudę za pośrednictwem mediów?

Z ust lidera PiS nie pada w wywiadzie ani jedno dobre słowo na temat Andrzeja Dudy. Między wierszami daje się nawet wyczytać pretensje Kaczyńskiego kierowane pod adresem prezydenckiej ekipy. Czemu więc ma służyć takie zdystansowanie się lidera partii rządzącej od Pałacu Prezydenckiego?

Według najbardziej realistycznego scenariusza, Duda był przez Kaczyńskiego przekonywany do przeprowadzenia wspólnej, politycznej akcji. Najprawdopodobniej, prezydent odmówił jej realizacji swojemu promotorowi. Jaka więc mogła to być akcja?

Prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Skutecznego stanu wyjątkowego nie da się niestety przeprowadzić przy pomocy chrześcijańskich oddziałów obrony terytorialnej, których członkowie są rekrutowani przez Macierewicza pośród środowisk faszystowsko-narodowych. Na straży stanu wyjątkowego może stanąć skutecznie jedynie armia, której dowódcą jest Andrzej Duda. Kaczyński mógł więc domagać się od ekipy prezydenckiej opracowania strategii wprowadzenia stanu wyjątkowego na wypadek „ostrego wyjścia opozycji na ulice polskich miast”. Duda mógł odmówić wspierania takich pomysłów.

Puenta

Szantaż Kaczyńskiego adresowany do Dudy miałby postać nader czytelnego przekazu: jeśli prezydent będzie nadal odmawiał współpracy nad planem wprowadzenia stanu wyjątkowego, to partia, na czele której stoi Kaczyński, umyje ręce (jak Piłat), kiedy przyszły Sejm, zdominowany przez opozycję, będzie usiłował postawić Dudę przed Trybunałem Stanu.

Kaczyński w wywiadzie dla tygodnika „wSieci” zaapelował o przyspieszenie „dobrej zmiany”. Istotnym składnikiem takiego procesu mają być aresztowania polityków PO, uwikłanych w rozmaite afery korupcyjne. Nie jest wykluczone, że sygnałem rozpoczynającym akcję będzie aresztowanie Tuska. Niektórzy pisowcy wyrazili publicznie taki postulat. Wojsko, na którego czele stoi Andrzej Duda, będzie potrzebne do „gaszenia oporu”. Czy komentarze Kaczyńskiego na temat niezależności Dudy mają właśnie służyć przymuszeniu tego drugiego do wzięcia udziału w „antyplatformerskiej kampanii karnej”? 

Źródło: wiadomości.onet.pl  #Jarosław Kaczyński