3 kwietnia 2016 roku w kościołach został odczytany list Episkopatu Polski nawołujący do całkowitego zakazu aborcji. Równolegle odbyły się w całym kraju antykatolickie demonstracje przeciwko pisowskiemu projektowi ustawy antyaborcyjnej. Wiodącą rolę w wystąpieniach odgrywali przedstawiciele partii Razem. Hasła przewodnie protestu koncentrowały się na macicy: „Moja macica jest moja”. Biskupi zainicjowali więc filozoficzno-teologiczny spór, który ma szansę zakończyć się liberalną rewolucją w kraju nad Wisłą.

Wymiar teologiczny sporu: czy nasienie jest święte?

Kościół katolicki dopiero w 1869 roku ustanowił automatyczną ekskomunikę za dokonanie aborcji. Wcześniej teologowie chrześcijańscy dopuszczali aborcję w okresie do 40 dni od poczęcia. Niektórzy teologowie nawet godzili się na wydłużenie okresu dopuszczającego praktyki "spędzania płodu". Ta niejednoznaczność Kościoła w kwestii aborcji wynikała z braku rozstrzygnięcia fundamentalnego pytania: czy Bóg stwarza człowieka w chwili poczęcia, czy w chwili urodzenia, czy w jakimś innym momencie?

Według dominującej doktryny teologicznej, człowiek jest złożeniem duszy i ciała. Tej syntezy dokonuje Bóg. Sporną kwestią teologiczną do 1869 roku było to, kiedy dochodzi do „uczłowieczenia płodu”.  

Gdyby Kościół przyjął doktrynę, zgodnie z którą uczłowieczenie płodu następuje dopiero podczas aktu rodzenia człowieka, wówczas kobieta rodząca dziecko wypełniałaby sakralną funkcję pomocnictwa Bogu w akcie stwarzania człowieka. Znaczenie mężczyzny redukowałoby się do zera. Sperma nie wypełniałaby żadnej "sakralnej misji". Stanowiłaby wyłącznie narzędzie wytwarzania płodu na gruncie procesów fizycznych. Trudno byłoby wówczas Kościołowi wytłumaczyć fakt, iż kapłanami mogą zostać wyłącznie mężczyźni - tym bardziej, że w dziele boskiego stworzenia Homo Sapiens jedynie rola kobiety ma wymiar sakralny.

Przyjęcie w 1864 roku doktryny (kwestionowanej w XX wieku przez niektórych teologów katolickich) mówiącej, że Bóg stwarza człowieka z chwilą jego poczęcia - nadaje spermie sakralny wymiar, gdyż staje się ona nieodłącznym narzędziem aktu stwarzania człowieka przez Boga.

Całkowity zakaz aborcji sakralizuje penisa

Symbolem wytwarzania spermy jest penis i jej "imperialny wytrysk" z niego. Doktryna o stwarzaniu człowieka przez Boga w momencie poczęcia sakralizuje więc akt penetracji waginy przez penisa. Dlatego Kościół jest przeciwnikiem In vitro, gdyż ten rodzaj stwarzania człowieka pokazuje, iż jego narodziny mogą obejść się bez „świętego penisa”. Jeśli bowiem przyjmie się dogmat o stwarzaniu człowieka przez Boga, to In vitro staje się wręcz empirycznym „dowodem” na to, że wyłącznie kobieta odgrywa kosmiczno-teologiczną rolę ujawniania się Boga w kosmosie pod postacią cudu kreacji Homo Sapiens.

Episkopat Polski oraz PiS nawołując do legalizacji całkowitego zakazu aborcji, chcą w rzeczywistości wzmocnić w dyskursie katolickim sakralny status spermy i penisa. Dlaczego?

Kwestia onanizmu biskupów i kompleksy freudowskie

Według katolickiej doktryny, onanizm jest grzechem. Na fakt ten wskazuje biblijna przypowieść o Onanie. Jeśli potraktuje się spermę jako świętą, wówczas grzech onanizmu można potraktować jako efekt kuszenia Szatana. Tym samym każde powstrzymanie się od aktu biskupiej masturbacji (przed lustrem lub pod kołdrą) można zinterpretować jako bohaterskie zwycięstwo kapłana nad Szatanem.

W obecnej antyaborcyjnej krucjacie Episkopatu Polski oraz PiS można dojrzeć próbę kompensowania sobie przez biskupów ich kompleksów seksualnych. Bez uświęcenia spermy i penisa, kapłański grzech codziennej i wielokrotnej masturbacji jawiłby się jako prozaiczna dewiacja seksualna. W kontekście sakralizacji spermy i penisa, ten grzech będzie zaś wynikiem kuszenia Szatana, z którym każdego dnia kapłani toczą rycerskie boje - jak bohater ryciny Durera „Rycerz, śmierć i diabeł”.

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#PiS #katolicyzm #kościół