W czwartek rozpoczęły się obchody jubileuszu 1050. rocznicy chrztu Polski. Były wielkie przygotowania, które trwały kilkadziesiąt miesięcy, a przy tym nakręcanie atmosfery wielkiego święta i ogólnej radości. Już prawie na początku tych przygotowań pojawił się zgrzyt. Główne uroczystości o charakterze państwowym odbędą się w Poznaniu, a nie w Gnieźnie. Wielu liczyło na to, że właśnie Pierwsza Stolica będzie centrum obchodów. Czas mijał, jedni pogodzili się z sytuacją, inni pozostali z żalem.

Początek obchodów dla wybranych

W programie zebranie plenarne KEP, uroczystości na Ostrowie Lednickim, a później msza święta w katedrze gnieźnieńskiej. Na koniec dnia jeszcze projekcja filmu mówiącego o drodze i przyczynach przyjęcia przez Mieszka I chrztu. To spotkanie wyłącznie dla VIP-ów, nawet dziennikarze nie mieli wstępu. Od rana w Gnieźnie pojawiło się mnóstwo ekip reporterskich, na rynku stanęła scena. Ktoś mógłby pomyśleć, że będą jakieś koncerty, występy artystyczne, może chociaż wystąpienia. Jednak nic. Pierwsze godziny upłynęły na realizacji programu na żywo w Telewizji Publicznej. Występowali lokalni publicyści, samorządowcy. Na rynku poza sceną, gośćmi i ekipą TVP pojawił się w kadrze jeden rowerzysta. Zero scenerii powiązanej z chrztem, rekonstruktorów, brak jakichkolwiek oznak jubileuszu. No może poza flagami, które za jakiś czas trafią na zawsze do magazynu. Władze polansowały się w mediach, uczestniczyły w punktach, w których mieszkaniec czy turysta nie miał szans brać udziału. Wiele osób przyjechało do Gniezna ze względu na obchody chrztu Polski, a powitała ich cisza i ekipy sprzątające m.in. fontannę.

Może nie do końca jednak sami chcieli świętować

Wieczorem pojawiło się światełko w tunelu. Może jednak uda się świętować ten niezwykły jubileusz razem z VIP-ami. O godzinie 17.00 msza św. w katedrze jako kulminacja pierwszego dnia obchodów. Wszyscy razem, duchowni, politycy, mieszkańcy i turyści. W rzeczywistości wyglądało to tak, że w środku świątyni znalazły się głównie osoby z etykietą VIP, a gawiedź miała zostać na placu przed. Kilku, może kilkunastu osobom udało się przekonać BOR i znalazły się w środku. Nadszedł czas komunii. Widzowie z całego kraju mogli wtedy zobaczyć nie zwykłych obywateli, a polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz prezydenta Andrzeja Dudę. Poza Dudą, reszta zachowała się, mówiąc delikatnie, obłudnie. Jeszcze rano z ich ust padały ostre słowa, które przyćmiły obchody, a wieczorem niczym „nieskalane owieczki” byli już w katedrze. Niewielki tłum, który stał na zewnątrz pokazał jaki stosunek do tego wydarzenia mają mieszkańcy Gniezna. Ekipa realizatorska rozstawiła na Wzgórzu Lecha kamerę na wysięgniku licząc na ujęcia „z lotu ptaka”. Jak się okazało po rozpoczęciu mszy plac w tym miejscu był prawie pusty.

Obchody w Gnieźnie nie dla ludzi, a dla VIP-ów

Władze świeckie wydały sporo pieniędzy należących do podatników. Ci z kolei, w przeciwieństwie do obchodów sprzed 50 lat, zostali odizolowani od kościoła, od uroczystości, od wspólnego świętowania. To, czy ktoś stoi na zewnątrz za drzwiami katedry miało niewielkie znaczenia dla siedzących w nawie głównej duchownych i przedstawicieli rządu. Jednak mieszkańcy Gniezna wyczuli, że nie są mile widzianymi gośćmi tego wydarzenia i w czwartek życie w mieście przebiegało normalnie, jak każdego innego dnia. Od normy wyróżniały ten dzień tylko zamknięte niektóre ulice.

Takiej beznadziejnej sytuacji winne są też władze miasta. Co prawda prezydent Tomasz Budasz zorganizował w Teatrze Fredry pokaz filmu i koncert, ale tylko dla małej garstki, która szybko odebrała bezpłatne zaproszenia. Zresztą sam prezydent na to wydarzenie nie przybył. Bawił w tym czasie z pozostałymi VIP-ami.

W całej tej sytuacji najbardziej smuci fakt, że uwierzyliśmy na słowo, iż obchody 1050. rocznicy chrztu Polski będą dla WSZYSTKICH wielkim wydarzeniem. W praniu wyszło jak zwykle. Są „wszyscy” i „wszyscy”. Ci pierwsi traktowani z szacunkiem i honorami, a ci drudzy tylko przeszkadzali. #Andrzej Duda #społeczeństwo