Jak wynika z badania, które zostało przeprowadzone przez portal wynagrodzenia.pl, w 2015 roku pracownicy rozpoczynający dopiero karierę zawodową i z zerowym albo minimalnym stażem zawodowym zarabiali 2600 zł brutto. W roku 2016 wynik ten z pewnością będzie lepszy, pytanie tylko, czy to efekt realnej podwyżki wynagrodzeń czy też matematyczna korekta mediany, wynikająca z corocznej podwyżki kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Tak czy inaczej, nie jest aż tak źle, jak to twierdzą rynkowi pesymiści. Może i kwota 2600 zł brutto nie robi wrażenia, ale też kwota ta to mediana, czyli wartość przeciętna. Cieszy, że przynajmniej jedna czwarta ankietowanych zarabiała w pierwszym roku swojej pracy ponad 3500 zł brutto, smuci trochę fakt, że jedna czwarta zarabiała mniej niż 2000 zł brutto. Tyle, że nie w tym prawdziwy problem.

Pensja brutto - ile to netto?

To najczęściej zadawane w wyszukiwarkach internetowych pytanie, jeśli chodzi o oferowane w stosunku pracy zarobki. Nie ma co się dziwić, wszak biorąc pod uwagę obciążenia publicznoprawne (składki #ZUS i zaliczki na podatek dochodowy), około 35 % wynagrodzenia brutto "przepada". A to nie koniec. Niewielu pracowników zdaje sobie sprawę z faktu, że pracodawca do ich wynagrodzenia musi sporo dołożyć z własnych środków. Same potrącenia składek i podatków z pensji brutto to zaledwie połowa tych obciążeń. Koszty zatrudnienia są tak ogromne, że narzekający na swoją pensję pracownicy nie powinni krytykować pracodawców, a raczej system.

A system (mówiąc kolokwialnie i w dużym uproszczeniu) wygląda następująco:

  • pensja brutto: 2000 zł
  • pensja netto: 1459 zł
  • całkowity koszt zatrudnienia 2414 zł

Aby zatem pracownik zarobił na rękę choć te niecałe 1500 zł, pracodawca musi wydać na niego prawie 2500 zł. Jeden tysiąc polskich złotych ginie gdzieś w czeluściach składek i podatków. A przecież pensja 2000 zł brutto to realnie naprawdę niewiele. A przecież pracodawcy zatrudniają nierzadko ogromną rzeszę pracowników. Oczywiście zawsze można stwierdzić, że przecież te składki to przyszła emerytura, renta w przypadku niezdolności do pracy, zasiłki chorobowe czy darmowy lekarz, a podatek to przecież darmowa policja i straż pożarna czy edukacja. Tak, w tym na pewno jest sporo racji, niemniej podczas dokładnej analizy kosztów zatrudnienia obraz już nie jest taki prosty.

Państwo socjalne ma to do siebie, że dużo pieniędzy zabierze, żeby te pieniądze (jedynie w części) oddać w postaci pseudodarmowych usług i opieki. Nie dziwi zatem tak mały sprzeciw wobec systemu. Państwo opiekuńcze jest dobre, źli są wyzyskiwacze - mali i średni przedsiębiorcy. Taki niestety panuje niemal powszechny pogląd. Być może w niektórych przypadkach faktycznie tak jest, wyzysk i zwykła ludzka nieuczciwość na pewno się zdarza, niemniej warto się czasem zastanowić, czy to pracodawca jest zły, czy też może państwo choruje.

Zły pracodawca czy system?

Nie chodzi tu o to, aby bronić pracodawców (choć często tak właśnie być powinno). Wielu z nich ma swoje za skórą, wielu z pewnością jest nastawionych na zysk kosztem szarej tkanki pracowniczej. Świadomość społeczna pracodawców jest jednak coraz większa - wielu z nich chciałoby dać zarobić więcej, ale zwyczajnie ich na to nie stać. Wiele się mówi o dofinansowywaniu stanowisk pracy, o stażach, wspieraniu małych i średnich przedsiębiorców. A może, zamiast tworzyć kolejne obciążone biurokracją programy pomocowe, warto się zastanowić nad uproszczeniem systemu? Likwidacja ZUS nie wchodzi w grę. Jakiś system jest na pewno potrzebny, chodzi tylko o to, aby był bardziej wydajny i bardziej prospołeczny. Darmowa policja czy straż pożarna nie podlegają dyskusji, podatek dochodowy też jakąś pozytywną rolę spełnia. Szkoda tylko, że ogromna część środków, jakie pracodawcy i pracownicy płacą na rzecz obciążeń publicznoprawnych, jest marnotrawiona.

"Po co mi ZUS, ja wiem lepiej, jak moje pieniądze zaoszczędzić i wydać". Taki pogląd jeszcze długo będzie powszechny.

źródło: gazetaprawna.pl #praca #system finansowy