Dziennikarze niemieckiego czasopisma Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung (FAS) sugerują, aby odebrać Polsce organizację zaplanowanego na lipiec szczytu #NATO w Warszawie i przenieść go do stolicy jednego z krajów bałtyckich. Ma to być dla nas kara za demontowanie przez Kaczyńskiego Polski jako państwa prawa. Niemieccy dziennikarze FAS, w tym w szczególności Konrad Schuller martwią się, że #Unia Europejska będzie musiała podjąć wobec Polski zdecydowane działania, w tym zastosować odpowiednie sankcje. Może to spowodować osłabienie Sojuszu, gdyż nakładane na jego członka (Polskę) kary i sankcje wpływają negatywnie na zwartość NATO. Dziennikarze FAS idą o krok dalej i podnoszą, że polscy narodowi konserwatyści (z Kaczyńskim na czele) od dawna już twierdzą, że cała UE to jedynie przykrywka dla europejskiej hegemonii Niemiec, a każda próba interwencji organów UE w Polsce odbierana jest jako próba podporządkowania wolnych narodów polityce Berlina.

Niemieccy dziennikarze na łańcuszku Merkel obawiają się o demokrację w Polsce

To jeszcze nie wszystko. Dziennikarze FAS w swej bezczelności i hipokryzji idą jeszcze dalej. Zdaniem Schullera, w Polsce wciąż powszechnie wierzy się w to, że Polska jest tylko kolonią Zachodu, źródłem taniej siły roboczej dla Niemiec i innych państw UE oraz rynkiem zbytu dla niemieckich produktów. Może i faktycznie niektórzy, pielęgnując w sobie demony z przeszłości, faktycznie w to wierzą, nie można jednak stwierdzić, że to powszechny w Polsce pogląd. Schuller i jego koledzy z FAS obawiają się, że taka postawa Polaków to prezent dla Moskwy, grającej na osłabienie czy nawet zniszczenie Unii Europejskiej. Dla niemieckich dziennikarzy Polska to sparaliżowane państwo prawa, jest zatem krajem niepewnym i przez to niebezpiecznym zarówno dla UE, jak i dla NATO.

Co ciekawe, Schuller i jego kompani z FAS, głośno i otwarcie krytykując Kaczyńskiego nawołują jednocześnie do unikania krytyki Polski, aby nie dawać Kaczyńskiemu możliwości pokazania rodakom, że oto #Niemcy po raz kolejny atakują. O co zatem chodzi niemieckim dziennikarzom? To w końcu krytykują Kaczyńskiego, czy nie? Schuller wie, jak pogrywać. Wie, jak oczernić Kaczyńskiego, krzycząc przy tym głośno, że z Polską trzeba rozmawiać, że sankcje, w tym przede wszystkim obcięcie unijnych funduszy, to ostateczność.

Zastanawiające jest, czy Schuller i koledzy z FAS potrafili tak samo głośno krzyczeć, kiedy po wydarzeniach z sylwestrowej nocy w Kolonii (setki przypadków molestowania i brutalnych pobić niemieckich kobiet przez nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i krajów Maghrebu) niemieccy politycy zaczęli niemieckim dziennikarzom kneblować usta, niemal siłą zmuszając ich do zmowy milczenia na ten temat. Czy Schuller jest w stanie racjonalnie ocenić stan demokracji we własnym kraju, zanim zacznie martwić się o demokrację u sąsiadów?

Tonący brzydko się chwyta

Polska znalazła się na europejskim świeczniku w tym samym momencie, w którym PiS wygrał ubiegłoroczne wybory parlamentarne. Oliwy do ognia dolały skargi przegranych z PO i ich sympatyków. Od razu też swą działalność zintensyfikował dyżurny KOD. A patrząc obiektywnie, demokracja w Polsce nie jest zagrożona, a w każdym razie nie bardziej niż w Niemczech czy Szwecji. Kaczyński w żaden sposób nie dąży do demontażu państwa. Co więcej, do takiego demontażu dążą politycy PO, sympatycy KOD i ich usłużni dziennikarze, nawołując do zorganizowania w Polsce drugiego Majdanu.

"W Polsce chwieje się państwo prawa". Pisze to dziennikarz z kraju, w którym władze i Policja otwarcie stoją przeciwko swoim obywatelom. Pisze te słowa o kraju, w którym przeciwnicy opcji rządzącej bez problemów wychodzą na ulice, głośno krzycząc i protestując. I nikt ich za to nie ściga, nikt im nie grozi. Z tym chyba niemiecki dziennikarz nie może się pogodzić. Wszak w jego kraju demonstracje przeciwko polityce Merkel rozpędza się z użyciem metod siłowych, a przeciętny Niemiec coraz częściej stawia Polskę jako wzór do naśladowania.

źródło: forsal.pl