#Trybunał Konstytucyjny ogłosił wyrok, zgodnie z którym ustawa o TK autorstwa #PiS jest sprzeczna z Konstytucją oraz zasadami poprawnej legislacji. W reakcji na decyzję TK, rzecznik rządu określił wyrok jako komunikat dwunastu sędziów będących członkami Trybunału Konstytucyjnego. Według reprezentantów PiS, nie zostały bowiem spełnione ustawowe wymogi co do składu orzekającego, kolejności rozpatrywanych ustaw oraz terminów, w jakich sprawy powinny być procedowane. 

Argumentacja rządu

Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył wnioski o zbadanie konstytucyjności pisowskiej ustawy o TK w oparciu o starą ustawę. Czy miał takie prawo?

Politycy PiS uważają, iż sędziowie TK nie mają prawa do ferowania swoich werdyktów na gruncie nieobowiązujących ustaw. Z chwilą opublikowania w Dzienniku Ustaw znowelizowanej ustawy o TK, stara ustawa przestaje obowiązywać. Ponieważ w polskim prawie obowiązuje zasada domniemania konstytucyjności ustaw, TK nie miał prawa do uchylenia obowiązywania nowej ustawy przed wydaniem wyroku. W związku z tym, zdaniem premier Szydło opublikowanie wyroku TK byłoby pogwałceniem Konstytucji i w konsekwencji stanowiłoby podstawę do postawienia jej przed Trybunałem Stanu.

Stan faktyczny

Według pisowskiej ustawy, orzekanie nad zgodnością ustaw z Konstytucją wymaga pełnego składu - udziału co najmniej 13 sędziów TK. Obecnie Trybunał Konstytucyjny liczy 12 sędziów, gdyż trzech z nich zostało wybranych przez Sejm - zgodnie z werdyktem TK - z pogwałceniem Konstytucji. W konsekwencji pisowska ustawa nie może stanowić podstawy prawnej organizującej orzeczenia TK. Na gruncie nowej ustawy, TK jest więc sparaliżowany. #konstytucja RP nie przewiduje zaś sytuacji, w których TK nie miałby prawa do wykonywania zdefiniowanych konstytucyjnie kompetencji.

Treść pisowskiej ustawy o TK zawiera mechanizm blokujący dokonanie oceny jej zgodności z Konstytucją w sytuacji, gdy liczba członków TK wynosi mniej niż 13 sędziów. Uchwalenie przez Sejm nowej ustawy można więc uznać za akt paraliżu pracy Trybunału zrealizowany z zamiarem bezpośrednim. Dlatego też TK miał prawo orzekać na podstawie starej ustawy, skoro nowa uniemożliwia mu wykonywanie konstytucyjnych kompetencji.

Konstytucyjny zamach stanu – co robić?

Jeśli rząd PiS nie opublikuje ostatniego wyroku TK, to będziemy mieli do czynienia z konstytucyjnym zamachem stanu. Konstytucja nie przewiduje żadnych procedur zaradczych w takiej sytuacji. Trybunał Konstytucyjny nie może więc zdelegalizować legalnie powołanego rządu. Posiada jednak narzędzie w postaci wydania wyroku o zgodności z Konstytucją działalności partii politycznych.

Aby uzasadnić wniosek do TK o zbadanie konstytucyjności działań Prawa i Sprawiedliwości, opozycja parlamentarna może posłużyć się wieloma argumentami. Prezes TK, Andrzej Rzpeliński zadeklarował w listopadzie 2015 roku, iż „Trybunał Konstytucyjny nie cofnąłby się przed delegalizacją partii politycznej, której cele lub działalność byłyby nakierowane - poza wszelką wątpliwość – na obalenie metodami niedemokratycznymi ustroju Polski”. Być może w najbliższym czasie partie opozycyjne skierują do TK wniosek o delegalizację PiS.  

Ostrzeżenie: lekcja historii

Dzieje polityczne Europy pokazują, że nie jest trudno na drodze legalnej zbudować totalitarne państwo. Faszystowskie Włochy i nazistowskie Niemcy są takimi przykładami. Po sukcesie PiS w wyborach uzupełniających do Senatu, Jarosław Kaczyński pozwolił sobie na publiczną ekspresję pogardy dla „ludzi od Palikota”, odwołując się do wartości narodowych. Obserwatorzy sceny politycznej zauważają, iż propagandowy kurs PiS skręca na prawo, w kierunku wyraziście faszystowskiej retoryki.

Błędem niemieckich środowisk intelektualnych była bagatelizacja faktu dojścia Hitlera do władzy. Kiedy niemieckie elity obudziły się z drzemki, okazało się, że jest za późno, aby cokolwiek zrobić. Abyśmy za rok nie znaleźli się w sytuacji Tomasza Manna i Marleny Dietrich. 

Źródła: lex.pl; krytykapolityczna.pl