Znacie tych ludzi od dawna. To wasi koledzy, przyjaciele, znajomi. Uśmiechają się serdecznie, częstują czekoladkami i poklepują po ramieniu. Wielu z nich to jednak zwykli złodzieje waszych pomysłów, przez których tracicie markę i czas.

Zawsze zaczyna się tak samo, niewinnie

"Podpowiedz mi proszę...". "Co sądzisz o tym? A to? Jakbyś to rozwiązał?". "Gdyby to było tak, to jakiej metody byś użył?" Pytania stają się coraz bardziej rozbudowane, rozmowa rozciąga się w czasie i wykracza daleko poza ramy konsultacji. W zasadzie zrobiliśmy robotę za kogoś innego, ale co tam. Przecież musimy sobie pomagać. Nie podejrzewamy absolutnie, że to jest zwykła intryga.

Wspaniałe rozwiązania

Zebranie. Szef karci, ale też chwali. W pewnym momencie rozpływa się nad rozwiązaniami zastosowanymi przez naszego kolegę. Czekamy choćby na pół słowa o sobie, że także braliśmy w tym udział. Nie doczekaliśmy się. Więcej, nasz kolega dumny z pochlebstw szefa zaczyna dokonywać autoprezentacji, że mądry, że kreatywny, że samodzielny. Trochę przykro, ale trudno. Trzeba się pogodzić, mimo że dotarły już słuchy, iż niezła premia została przyznana za ten projekt. Cóż - myślisz sobie - mimo mojego ogromnego wkładu, projekt nie był mój.

Głupi człowiek obiecuje sobie, że następnym razem...

Niestety. Znowu zaczyna się od zwykłego pytania, niewinnego wręcz. Po chwili głupi człowiek błyszczy pomysłami, wiedzą i nagle… i nagle okazuje się, że znów za kogoś wykonaliśmy całą robotę. Jednak w ostatecznym rozrachunku znowu nic nie wpada na nasze konto. I to w banku, i to podnoszące prestiż. Nasz kolega znowu błysnął przed szefem i kolegami. Nie otrzymaliśmy nawet talarka z marchewki. Głupi człowiek, tym razem postanawia sobie - na honor - że dosyć konsultacji. I dotrzymuje sobie słowa... z tym, że nie do końca. Odpowiada kurtuazyjnie na jedno tylko pytanie. Trwa to ponad godzinę, bo przecież po drodze trzeba było rozwinąć kilka wątków. Za kilka godzin szef z ambony ogłasza, że oto nasz geniusz... Nawet słowa o nas, a przecież to streszczenie naszego godzinnego wywodu...

Głupi człowiek przysięga sobie, że już nigdy

Przysięga na świętości. Wykrzykuje: koniec! Stara się nauczony doświadczeniem, odmawia grzecznie konsultacji informując, że ma pilną robotę. I nagle... Złodziej przychodzi z szefem i oznajmia w jego obecności, że nie chcecie z nim współpracować... Ciąg dalszy stanowi zupełnie inna historia, która nie nadaje się do publikacji. Nie doświadczyłem tego osobiście, ale obserwowałem takie zachowanie przez dwa miesiące.

Pewnie nie raz spotkaliście się z takim postępowaniem, więc uważajcie, bo nawet nie będziecie wiedzieć, w którym momencie zaczęliście karmić pasożyta. Mnie to już nawet nie irytuje, to mnie najnormalniej w świecie... zadziwia.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#praca #społeczeństwo