Ludziska z Bielan, Tarchomina, Białołęki, Legionowa oraz licznych okolicznych miejscowości wtaczają się na peron stacji metra na Młocinach. Smutno, szaro, sennie. Nie wiadomo, czy nerwowo, choć zacięte miny niektórych, kwalifikują się wyłącznie do tego, żeby wyrzucić ich ze stacji, won, daleko gdzieś w okolice Wisły, by swoim wyrazem nie psuły pięknie zapowiadającego się dnia.

Spoceni, najarni...

Ilu to wchodzi do pociągu nieumytych... Tak bardzo śmierdzi potem, że przechodzi nawet chęć na wymioty. Następni śmierdzą fajkami. Taka mieszanka potu, dodam, że co najmniej dwudniowego, ze śmierdzącymi palaczami daje koktajl do omdlenia, zaczadzenia i wyrzygania się do plecaka, którego jeden z drugim nie zdjął z pleców, bo po co? To jest plecak, a jak sama nazwa wskazuje – plecak jest do noszenia na plecach, a nie na przykład do trzymania w ręku. Logika prosta jak sznurek w kieszeni.

Włosy, włosy, włosy

Pociąg rusza powoli… Czuć coraz bardziej, kto nie zdążył się umyć, a kto nie mógł wytrzymać bez papierosa. Do tego doszedł wachlarz postaci z nieumytymi włosami, choć nie śmierdzą, to nie wyglądają zbyt estetycznie. Widok nie jest radosny, szczególnie gdy dotyczy to dziewczyn i kobiet. Spięte włosy nie ukryją tłuszczu, który zebrał się na głowie. Prawie ścieka...

Jadłodajnia

Smacznego! Ktoś jest tak głodny, że zaczął żreć kanapkę z jajkiem i żółtym serem. Rewelacja. Zmieszanie zapachu (smrodu - jak kto woli) jajek i sera z potem, czy smrodem po dymie nikotynowym jest niemal mistrzostwem świata! Czy brak jest tym pasażerom jakiegokolwiek wyczucia, estetyki, rozumu, wreszcie poczucia dobrego smaku?

– Ludzie! K... mać! – krzyczy w duchu zapewne niejeden pasażer. Nie może znieść smrodu jajek i sera, potu spod pach sąsiada i widoku włosów, na które wylano tłuszcz z patelni po porannej jajecznicy na boczku. Przygląda się i nie może dokonać oceny, który z nich jest bardziej obrzydliwy, czy ten, który się nie myje, ten, który w takich warunkach je śniadanie, czy może ten z "brylantyną" na głowie.

Duchota

Jest po siódmej rano, a w wagoniku gorąc, duchota, smród i zapachy rodem z firmy kateringowej. Nie wiem, czy płakać, czy się śmiać. Na jedno i drugie sytuacja wydaje się zbyt skomplikowana i trudna.

– Mógłby pan mi nie chuchać w twarz? – słychać błagalny głos kobiety. O ja pitolę, nie umył zębów, a kobieta dostaje raz po raz dawkę smrodu wczorajszej kaszanki, salcesonu, sushi czy innej ryby, która lubi pławić się w alkoholu... Między zębami, to nawet Shrek tak nie miał. Mężczyzna szczerzy przebarwione na brąz od fajek kły i nawet się nie czerwieni, bo twarz i tak ma czerwoną od wódy. Kobieta na taką reakcję odwraca się od niego i słyszy za plecami: Hrabina, k... jego mać. – Cham  – rzuciła przez ramię – i prostak – dodała.

Facet zaczął coś tam mruczeć pod nosem, ale kobieta nie dała się już sprowokować. Przecisnęła się w głąb wagonu tak, że stanęła w pobliżu innego mężczyzny w płaszczu i kapeluszu. Mogła odetchnąć. Znajomy zapach dobrej wody po goleniu ukoił jej nerwy. Niestety ta sielanka nie miała trwać długo.

Kolejna stacja

Pociąg zaczął zwalniać. Nikt się nie przeciskał bliżej wyjścia, ponieważ nikt nie zamierzał wychodzić. Jednak nikt też nie próbował zrobić choćby kilkudziesięciu centymetrów miejsca dla tych, którzy za chwilę mieli wejść do wagonu. Kogo to obchodziło? Ci, którzy byli w środku, byli panami sytuacji. Oni już mknęli ku swoim zakładom pracy. Przez okna wagonu widać było tłum ludzi na stacji. Za chwilę będzie ciężko, a wszystko to z powodu awarii poprzedniego składu. No doprawdy... Ci na zewnątrz już zwierali szyki, by przypuścić szturm na pociąg. Za chwilę miało się zadziać, dużo więcej, niż do tej pory. #komunikacja Warszawa #społeczeństwo