Wielotysięczny tłum nielegalnych imigrantów niesie ze sobą nie tylko odmienną kulturę, ale i choroby, na które przeciętny Europejczyk nie ma odporności. Kiedy we wrześniu na naszych łamach ukazał się artykuł o europejskim samobójstwie, a w październiku Jarosław Kaczyński wyrażał obawy związane z zagrożeniem epidemiologicznym, zwolennicy bezwarunkowego wpuszczania imigrantów do Europy rozpoczęli głośne larum. Czas się jednak zastanowić, ku czemu to ma prowadzić.

Kwarantanna - dlaczego się jej nie stosuje?

Osoby i zwierzęta, mogące mieć kontakt z zakaźnie chorym powinny zostać poddane kresowej kwarantannie, a więc - odosobnieniu. Kwarantannę wymyślono, aby zapobiegać szerzeniu się groźnych chorób lub zmniejszyć rozmiary epidemii. Kilka przypadków zakażeń ebolą, świńską grypą lub modnym ostatnio wirusem ziko - powoduje natychmiastowe działania! Kwarantanną obejmuje się szpitale lub nawet całe miejscowości, jeśli zachodzi taka potrzeba i nikt nie rozpacza nad łamaniem wolności obywatelskich czy ograniczeniem swobody poruszania się. Świat milczy ze zrozumieniem.

Nie od dzisiaj wiadomo, że na terenach objętych działaniami wojennymi i w obozach uchodźców, z powodu złych warunków sanitarnych mogą szerzyć się choroby zakaźne. Wymieńmy tylko cholerę lub tyfus. Stąd wniosek, że każda osoba, przybywająca do Europy z falą nielegalnych imigrantów, powinna przejść kwarantannę razem ze swoimi rzeczami, a mimo tego nielegalnym imigrantom jakby na przekór logice przymusowo zapewnia się swobodę przemieszczania w ramach strefy Schengen - do której ludzie ci w ogóle nie mają prawa.

Jawne zagrożenie epidemiologiczne

Mimo medialnego embarga na niektóre informacje, dotyczące problemów stwarzanych przez nielegalnych imigrantów, do wiadomości publicznej od czasu do czasu przenikają trudne do zaakceptowania fakty. Jak choćby te, że w Grecji wykryto przypadek cholery, zaś w Danii - błonicy. We wrześniu 2015 r. potwierdzono wybuch epidemii cholery w Iraku - po trzech latach spokoju od 2012 roku. W Belgii pojawiła się gruźlica i błonica, a w Austrii czerwonka.

Co ciekawe, mediom nie zabroniono jeszcze pokazywania stert śmieci i odchodów, pozostawianych przez imigrantów na trasach swoich wędrówek oraz w pobliżu ich zakwaterowania. Są to miejsca szczególnie ulubione przez owady oraz dające niemal niewyczerpalną pożywkę chorobotwórczym bakteriom. Problem wszechobecnych fekaliów stał się już na tyle trudny do zniesienia, że Niemcy czynią starania o wdrożenie do produkcji multikulturowej toalety, która miałaby ułatwić imigrantom zachowanie czystości w naszym, europejskim pojęciu.

Pomimo dementowania, przemilczania lub niepodejmowania informacji o zagrożeniu chorobami zakaźnymi, nawet w Polsce wyznaczono już konkretne szpitale, których zadaniem będzie wykrywanie i ewentualne leczenie zawleczonych do nas chorób.

O krok od przymusu szczepień

Ochrona zdrowia publicznego z całą pewnością należy do obowiązków nie tylko poszczególnych obywateli, ale przede wszystkim - odpowiednich organów państwa. Dlatego dziwić musi fakt lekkomyślnego zezwalania na niczym nieskrępowaną wędrówkę potencjalnie groźnych epidemiologicznie, nielegalnych imigrantów. Przybywając do Europy, powinni oni być poddani przymusowej kwarantannie, drobiazgowym badaniom na nosicielstwo chorób zakaźnych oraz szczepieniom ochronnym, wynikającym z tradycji europejskich.

Tak się jednak nie dzieje! Trudno też oprzeć się wrażeniu, że Europa stanęła na głowie. Imigrantom wszystko wolno, zaś Europejczykom pod pozorem tolerancji i poszanowania dla odmienności zakazuje się wyrażania swojego zdania na ich temat. Nie ściga się imigranckich przestępców, pojawiają się pomysły obowiązkowej nauki języka arabskiego od przedszkola do matury. Stąd tylko krok do przymusowego szczepienia Europejczyków przeciwko chorobom wwożonym przez nielegalnych imigrantów. Korporacje farmaceutyczne już liczą zyski.

Źródła: rmf24.pl, prawy.pl, portal.abczdrowie.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści wymaga pisemnej zgody Blasting Sagl.

#Unia Europejska #imigracja #kryzys uchodźczy