Nie od dziś wiadomo, że w małych miastach czy wsiach jest zdecydowanie trudniej o zdobycie jakiegoś stałego miejsca pracy. Zwłaszcza gdy jest się osobą młodą, świeżo po studiach i bez żadnego doświadczenia. Oczywiście wystarczy jedno kliknięcie, by znaleźć się na miejscowej witrynie z ogłoszeniami. Jednak uważna lektura kilku ogłoszeń pozwala zauważyć dość niepokojącą tendencję: „Poszukujemy osoby młodej, z wykształceniem, z kulturą osobistą i z… doświadczeniem”. Tu więc dochodzimy do pierwszego paradoksu. Osoba młoda, z doświadczeniem – czy to nie ideał? Ale gdzie taki człowiek ma niby zdobyć doświadczenie? Pewnie na stażach. Przyjrzyjmy się im zatem nieco bliżej.

Skocz po kawę, czyli żywot stażysty.

Staż to forma zatrudnienia, którą pracodawcy najchętniej proponują bezrobotnym. No bo jak nie kochać tego, że się zyskuje młodego pracownika, któremu nie trzeba płacić (koszty pokrywa urząd pracy), a który w imię tzw. „nauki zawodu” jest tak naprawdę tanią siłą roboczą? Wspaniałe, doprawdy. Ponadto staż wcale nie oznacza stałego zatrudnienia. Przeciwnie - są mi znane przypadki ludzi młodych i ambitnych, którym po upływie stażu podziękowano, wyrażając ze „smutkiem”, że niestety, ale w chwili obecnej brakuje środków itp. A co się robi na stażu? Wszystko, czego tylko zachce przełożony. A że przełożonym dla stażysty jest praktycznie każdy, więc oznacza to naprawdę masę obowiązków. To wszystko za miesięczne wynagrodzenie, które jest równe połowie najniższej średniej krajowej. Taka praktyka sprawia, że na usta cisną się pytania związane z przyszłością naszej Ojczyzny.

Małe miasta – miasta starych ludzi?

No właśnie, skoro tak się przedstawia sytuacja obecnie, to czemu gdzieniegdzie widać młodych ludzi za biurkami, ze stałą pracą i godziwą płacą? Cóż, najprościej chyba powiedzieć, że są to ludzie, którzy uzyskali „drobną pomoc” w zdobyciu pracy. Nie ma co udawać - małe miasta, miasteczka lub wsie to tak naprawdę pajęczyny. W samym ich centrum siedzi tłusty pająk, który kontroluje absolutnie wszystko, co się dzieje dookoła. I taki oto pajączek musi dbać o to, by jego młode miały godne miejsce na tej pajęczynie. Nie inaczej jest i tutaj. Załatwianie pracy po znajomości, ustawiane konkursy – to normalność. I tak oto możemy mieć młodego redaktora naczelnego miejscowej gazety, który o dziennikarstwie słyszał raz w radiu, oraz młodą nauczycielkę języka angielskiego, która bierze wolne piątki, aby „na szybko” dokończyć studia zaoczne z języka, który wykłada.

Źle ci, to wyjedź.

Och, ile razy takie słowa słyszą ludzie młodzi, gdy skarżą się na otaczającą ich rzeczywistość. Rozważmy jednak zasadność takich słów. Nie każdy ma gdzie i po co jechać. A przede wszystkim „za co”. Zwłaszcza, że koszt utrzymania w większych miastach jest nieporównywalnie wyższy. Zwłaszcza gdy kochanych pieniążków nie dają rodzice. Zwłaszcza że po opłaceniu studiów niewiele zostało w portfelu. Zwłaszcza że zanosi się na to, że pod względem finansowym będzie coraz trudniej. Poza tym śmieszy słowo „wyjedź” zestawione obok utyskiwań burmistrzów, starostów, wojewodów o tym, jak to młodzi wyjeżdżają z miasta w poszukiwaniu perspektyw. Ile to razy ów włodarz, zmartwiony, wydaje z siebie udawane westchnięcie i zasromany pyta, patrząc w dal: „Co możemy zrobić, by zatrzymać młodych w naszym powiecie/mieście/wsi?”. Odpowiedź jest prosta - poluzować pajęczynę.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #praca #społeczeństwo #finanse