Wicepremier Morawiecki na wspólnej konferencji z premier Beatą Szydło przedstawił plan rozwoju Polski na najbliższe 10-15 lat. Rząd zamierza zrealizować swoje pomysły za 1 bilion złotych. Mateusz Morawiecki zapowiedział zbudowanie dobrobytu obywateli.

Pięć filarów planu

Według wicepremiera rozwój Polski ma przebiegać w pięciu modułach: rozwój innowacyjnych firm, reindustrializacja, ekspansja zagraniczna, rozwój społeczny i terytorialny oraz kapitał dla rozwoju. Omawiając kolejne filary swojego planu, wicepremier żonglował frazesami z języka pilnego gimnazjalisty.

W prezentacji nie przedstawiono żadnych matematycznych symulacji planowanego wzrostu gospodarczego, makroekonomicznych uzasadnień celów, oceny potencjału gospodarczego Polski względem stawianych zadań rozwojowych czy w końcu analizy zagrożeń uniemożliwiających realizację planu. Prezentacja Morawieckiego miała postać ideologicznego referatu gimnazjalisty, wygłaszanego na szkolnym apelu.

Reindustrializacja i innowacyjne firmy

Polska w przeciągu 10-15 lat ma stać się państwem uprzemysłowionym z innowacyjnymi firmami. Mają powstać doliny przemysłowe: stoczniowa i kolejowa. Rząd chce rozwijać wielkogabarytowy przemysł. Morawiecki chce budować promy pasażerskie, pociągi i drony. Niestety wicepremier nie powiedział niczego na temat potencjalnych nabywców naszych statków czy samolotów. Zapomniał wspomnieć, że istotą sukcesu gospodarczego nie jest dzisiaj produkcja, lecz umiejętność sprzedaży.

Rozwój innowacyjnych firm ma dokonywać się w ramach programu „Start in Poland”, który będzie kojarzył polskie startupy z przemysłem. Wicepremier podkreślił, że rząd zamierza skopiować brytyjskie i niemieckie rozwiązania biznesowe w tym zakresie. Niestety Morawiecki nie powiedział, jak mają one zostać przeniesione na polski rynek. 

Kapitał dla rozwoju

Aby wdrożyć plan, rząd zamierza zintegrować instytucje państwowe, takie jak: KUKE, BGK, PARP, PAIiIZ, ARP i PIR, w jeden fundusz rozwoju dysponujący znaczącym kapitałem inwestycyjnym. Nowy fundusz ma "funkcjonalnie obsługiwać poszczególne obszary rozwojowe, takie jak inwestycje, infrastruktura, eksport, ekspansja za granicą, promocja firm, innowacyjność czy małe i średnie przedsiębiorstwa".

W ramach promocji eksportu mają zostać utworzone tysiące zagranicznych miejsc pracy w ramach tzw. „dyplomacji ekonomicznej”. Czy rolą dyplomatów Morawieckiego ma być wręczanie łapówek zagranicznym kontrahentom?

Plany w zakresie ubezpieczania eksportu mogą łatwo zakończyć się katastrofą ekonomiczną. Morawiecki nie precyzuje tego, czy nowa instytucja ma spełniać funkcje funduszu hedgingowego. Czy wicepremier chce wtłoczyć polskie #finanse w rynek CDS-ów i innych swapów? Czy plan bierze pod uwagę ryzyko bankructwa finansowego kraju na kwoty setki miliardów dolarów? Ubezpieczanie eksportu za pomocą strategii hedgingowych był i jest domeną Deutsche Banku, który funkcjonuje dzisiaj na progu bankructwa. Czy więc pisowski rząd chce zafundować obywatelom „bankierski cyrk”, z jakim borykają się obecnie Niemcy?

Puenta

Najbardziej wstrząsającym faktem jest to, że większość komentatorów zachwyca się planem Morawieckiego, nie widząc tego, że jest on w istocie jedynie gimnazjalnym wypracowaniem, wypełnionym pobożnymi życzeniami, bez żadnej wartości analitycznej (matematycznych symulacji, teoriosystemowych analiz i makroekonomicznych uzasadnień).

Morawiecki jest historykiem, a nie ekonomistą. Dwuletnie, zaoczne studia MBA, które ukończył w lokalnej szkole wyższej, nie odnoszącej sukcesów międzynarodowych w dziedzinie ekonomii, niestety nie dają kompetencji w zakresie rozumienia procesów ekonomicznych. Warunkiem ich pojmowania jest znajomość matematyki, której Morawiecki nie uczył się, studiując historię.

Oddanie historykowi pod zarząd kapitału rzędu biliona złotych może doprowadzić do katastrofy, podobnej do tej, do której Nick Leeson doprowadził najstarszy brytyjski Bank Barings.

źródło: rmf24.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie http://blastingnews.com zabronione. #PiS #gospodarka