Zdania w tej kwestii z pewnością były, są i będą podzielone, jednakże istnieją pewne granice, których przekraczać nie można.

Zgodnie z tradycją

Gdy Angelique Kerber stanęła na polskiej ziemi po zdobyciu pierwszego w swej karierze Wielkiego Szlema, z pewnością przyjęła z zadowoleniem fakt, że jej osoba znalazła się w centrum zainteresowania polskich mediów. Przecież to są dni, dla których sportowiec żyje i trenuje. To są te wywiady, podczas których sportowiec pławi się w swoim szczęściu.

Jednak wypowiadająca się piękną polszczyzną Angelique przez jedno pytanie straciła nagle całą finezję mówienia, nieojczystym przecież dla niej językiem. Ktoś sprawił, że w nieskalaną radość tenisistki wdarło się zażenowanie i zdenerwowanie - pytanie było związane z grą dla polskiej reprezentacji. Nie było ono złe, nawet zasadne z punktu widzenia polskiego kibica, ale można było je pominąć w sytuacji, kiedy nie było czasu na szczegółową odpowiedź, tym bardziej, że odpowiedzi w tych kwestiach są nader ważne dla polskich kibiców. Dlaczego nikt nie liczy się z uczuciami Angelique? Przecież nie można od niej wymagać, żeby nagle stała się stuprocentową Polką! Należy cieszyć się z jej sukcesu, z tego, że ma rodzinę w Polsce i że biegle włada językiem polskim.

Australian Open wygrała Polka?

Można było odnieść takie wrażenie, choć przed finałem nie było medialnego "show", bo nikt nie spodziewał się, że Niemka może pokonać świetną Amerykankę, mistrzynię tenisa, Serenę Williams.

Angelique Kerber urodziła się w Bremie, w Niemczech. I mimo że ma polskie pochodzenie, to nadal pozostaje rodowitą Niemką, czy to się komuś podoba, czy nie. Gdyby Angelique grała dla Polski, grałaby nadal jako Niemka pochodzenia polskiego. Takie są fakty. Czapki z głów przed dziadkami, rodzicami i samą tenisistką za to, że tak świetnie posługuje się językiem polskim. Należy przyjąć także z satysfakcją słowa Angelique, że część jej serca wypełniona jest Polską. To bardzo ważne i piękne słowa, nawet jeżeli jest w nich ukryta pewna doza wyszukanej grzeczności, jednakże nie zmienia to w żaden sposób metryki urodzenia zawodniczki, miejsca jej zamieszkania, jej edukacji szkolnej i sportowej oraz, co najważniejsze, otoczenia, w którym się wychowała.

Zawsze krok za innymi

Tak już w Polsce jest (to chyba też unikatowa w skali światowej cecha Polaków), że właściwi ludzie nie potrafią w odpowiednim czasie zauważyć potencjału w sportowcu, który mieszka i trenuje za granicą, a z formalnego punktu widzenia, mógłby reprezentować barwy Polski. To niemal reguła, że polscy skauci dostrzegają potencjał sportowca dopiero wtedy, kiedy dostrzegą go federacje innych krajów. Zazwyczaj jest już za późno na zmianę barw, bo albo przepisy wykluczają taką możliwość, albo sam sportowiec nie jest już zainteresowany. Cóż, świat sportu już dawno stał się kosmopolityczny, co nadal trudno jest zrozumieć w kraju nad Wisłą.

Budowanie sportowego wizerunku

Gdy w świecie sportu rodzi się nowa gwiazda, polska mentalność nie pozwala tylko na złożenie gratulacji - ona natychmiast zaczyna brnąć w życiorys sportowca, szukając choćby wątłych związków z Polską, by móc ogłosić całemu polskiemu społeczeństwu, całemu światu, że "Polak potrafi". Być może część Polaków potrzebuje takiego trywialnego dowartościowania, jednak druga część woli budować obraz sportowej Polski na faktycznych dokonaniach rodowitych polskich sportowców, którzy choćby w ostatniej dekadzie dostarczyli wielu powodów do dumy. Tym samym nie ma tu miejsca partycypacja w sukcesie innego kraju i przywłaszczanie choćby małej cząsteczki nieswojego sukcesu.

Agnieszka Radwańska w półfinale Australian Open

Agnieszka Radwańska wspaniale walczyła na australijskich kortach i ten właśnie sukces należy promować na całym świecie jako sukces Polki i jednocześnie Polski. To, co jest sukcesem Angelique Kerber i Niemiec, zostawmy Angelique i Niemcom. Nie odbierajmy im tego i nie promujmy jako własnego sukcesu. Naszym sukcesem po #Australian Open jest Agnieszka Radwańska. 

#tenis