Podejmując decyzję o upublicznieniu dokumentów z teczki Kiszczaka, szef IPN, Łukasz Kamiński zaryzykował uzasadnionym oskarżeniem go o popełnienie przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, o konsekwencjach stwarzających zagrożenie bezpieczeństwa państwa polskiego. Uprzedzając możliwe oskarżenia, Kamiński podjął decyzję o wszczęciu śledztwa w sprawie sfałszowania przez SB, dla osobistych korzyści majątkowych, dokumentów dotyczących Lecha Wałęsy.

Ujawnienie teczek w świetle prawa

Artykuł 216 Kodeksu karnego stwierdza, iż kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Jeśli więc gremia eksperckie wykażą, że dokumenty z teczki Kiszczaka są podrobione lub nieautentyczne, wówczas Łukasz Kamiński zostanie uznany przez każdy sąd za przestępcę.

Z punktu widzenia polskiego prawa, wystarczy nawet wykazać to, że materiałów z teczki Kiszczaka nie można uznać za wiarygodne źródło historyczne, aby przedłożyć szefowi IPN zarzut uczestnictwa w politycznym spisku, którego celem było znieważenie Lecha Wałęsy i spowodowanie dekonstrukcji współczesnej historii Polski.

Sam fakt ujawnienia teczek Kiszczaka bez sprawdzenia ich wiarygodności, jest przestępstwem przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Jest tu bowiem zawarte znamię działalności (w zamiarze bezpośrednim), skierowanej na wyrządzenie szkody Lechowi Wałęsie w postaci naruszenia jego dóbr osobistych. Co więcej, decyzja Łukasza Kamińskiego była inspirowana politycznie, a nie – interesem publicznym.

IPN ujawnił materiały, twierdząc, że są autentyczne - bez ich sprawdzenia pod tym kątem. Łukasza Kamińskiego szczególnie mocno obciąża fakt, iż dwa z dokumentów zostały przebadane przez grafologa w 1990 roku. Zgodnie z ekspertyzą, dwa pokwitowania odbioru pieniędzy przez TW Bolka są sfałszowanymi dokumentami. Choćby z tego powodu, szef IPN nie miał prawa upubliczniać akt Kiszczaka bez ich uprzednich oględzin kryminalistycznych. Kamiński podjął więc decyzję o upublicznieniu materiałów szkodzących Wałęsie pomimo faktu fałszerstwa dokumentów, ustalonego przez ekspertów sądowych. Świadczy to o bezpośrednim zamiarze działania szefa IPN na szkodę byłego prezydenta.

Czy prokuratura wyda nakaz aresztowania Łukasza Kamińskiego?

Pozostawanie Łukasza Kamińskiego na wolności będzie stanowiło czynnik utrudniający śledztwo, którego celem powinno być wyjaśnienie kulisów jego decyzji. To, czy upublicznił on akta Kiszczaka na czyjeś polecenie polityczne, jest ważnym wątkiem w sprawie. Ujawnienie dokumentów spowodowało bowiem reperkusje w Rosji. Jedna z najbardziej opiniotwórczych gazet moskiewskich podała informację, iż #Lech Wałęsa był agentem KGB. Domniemanie, iż Łukasz Kamiński działał w koordynacji z rosyjskimi służbami specjalnymi, jest więc w pełni zasadne.

Wydanie przez szefa IPN polecenia przeprowadzenia śledztwa w sprawie autentyczności akt Kiszczaka można zrozumieć jako akt obronny przed jego ewentualnym aresztowaniem.

Puenta

To, że Kamiński postanowił przeprowadzić śledztwo w sprawie fałszerstwa dokumentów z teczki Kiszczaka, w żaden sposób nie zwalnia go z odpowiedzialności za jego czyn. Mleko zostało rozlane. Szkody zostały wyrządzone. Kojarzenie faktu ujawnienia teczki Kiszczaka z działalnością agenturalną w Polsce rosyjskich służb specjalnych, które zadomowiło się w świadomości wielu obywateli, wyzwala postawy nieufności wobec władzy państwowej oraz podejrzenia o ogromnym zakresie infiltracji przestrzeni publicznej naszego kraju przez wrogą agenturę. To jest właśnie efekt decyzji Łukasza Kamińskiego. Powinien za to ponieść bolesną odpowiedzialność

Źródła: wiadomości.gazeta.pl; rmf24.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.