#USA i sojusznicy uczestniczą w tych arabskich konfliktach na różnych płaszczyznach. Dostarczają oni broń na pole walki i służą radami swoich najlepszych generałów, jak walczyć z bezwzględnymi terrorystami i niechcianymi dyktatorami. Duży rozgłos zyskały przede wszystkim nowoczesne drony, tropiące terrorystów, na których potem zrzuca się kilkusetkilogramowe bomby. Jednak to nie wystarcza, ponieważ dżihadyści są zbyt silni.

Co z interwencją lądową?

Zastanawiające jest, dlaczego nie doszło jeszcze do wysłania na arabski front piechoty najpotężniejszej armii świata. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest idealna pod względem politycznym, propagandowym i ekonomicznym - na inwazję lądową w celu zaprowadzenia porządku. Likwidując #ISIS, Stany Zjednoczone mogłyby triumfalnie wrócić na tron światowego mocarstwa numer jeden. W ostatnim czasie wielu dezawuuje ich pozycję. Zamówienia dla przemysłu zbrojeniowego mogłyby rozruszać amerykańską gospodarkę, która zmaga się z anemicznym wzrostem gospodarczym. Dziesięć lat temu prezydent Bush parł na Bliski Wschód jak szalony. Dlaczego Amerykanie zmienili zdanie i nie interweniują? Podejrzenia są takie, że USA obawia się fighterów ISIS. Ponadto Stany są na skraju bankructwa i nie stać ich na wojenne wydatki.

Czyżby Amerykanie bali się ISIS?

Stany Zjednoczone bardzo zniechęciły się do walki po nieudanej kampanii irackiej. Walka z islamistami była ciężka, a efekty niezadowalające. Amerykańscy żołnierze nie mogli czuć się bezpiecznie w Iraku po obaleniu Husajna. Obama obawia się powtórki z rozrywki, tylko kilkakrotnie bardziej brutalnej. W Iraku i Syrii dominują teraz bezwzględni ekstremiści islamscy, którzy wprowadzili #Terroryzm na nowy poziom bestialstwa i masowej eksterminacji. Wojna partyzancka, prowadzona na ulicznym polu bitwy z nimi, to byłby prawdziwy koszmar. Zaminowane domy, wykorzystywanie ludności cywilnej jako tarcz i liczni terroryści samobójcy – to główne niebezpieczeństwa. Nic dziwnego, że Amerykanie stchórzyli. Poprzednia wojna iracka mocno podniszczyła psychikę i uzależniła od leków psychotropowych wielu młodych i nieświadomych tego piekła żołnierzy zachodniej koalicji. Dżihadyści dobrze o tym wiedzą i kpią z amerykańskiej armii.

Pewien bojownik Kalifatu z Syrii jakiś czas temu wyraził swoje zdanie na ten temat: Mam do przekazania Ameryce, że Islamski Kalifat został utworzony. Nie bądźcie tchórzami i przestańcie atakować nas dronami. Zamiast tego przyślijcie żołnierzy, tych których już upokorzyliśmy w Iraku. Upokorzymy ich znowu wszędzie i wywiesimy flagę Allaha w Białym Domu!

USA na skraju bankructwa?

Druga sprawa to kiepska sytuacja finansowa USA. Kryzys na Wall Street zmasakrował finanse Stanów Zjednoczonych. Dług Ameryki zbliża się do 20 bilionów dolarów. To jest astronomiczna kwota. W tak dziurawym budżecie supermocarstwa nie ma już środków na kolejną wojnę. Dla porównania, kampania iracka z 2003 roku wraz z różnymi pobocznymi wydatkami kosztowała ponad 2 biliony dolarów. Uwzględniając inflację i skalę dzisiejszej, hipotetycznej interwencji lądowej, Barack Obama musiałby wyasygnować jeszcze większą kwotę. Trudno to oszacować. Faktem jest natomiast, że ciężko byłoby znaleźć USA chętnych na amerykańskie obligacje wojenne. Zaangażowanie się w konflikt z terrorystami ma nawet potencjał doprowadzenia Stanów Zjednoczonych do stanu realnego bankructwa, jeśli nie wszystko poszłoby zgodnie z planem. Przywódcy ISIS doskonale zdają sobie z tego sprawę. Ten kolosalny dług USA podziałał na ich psychopatyczną wyobraźnię i dał im sygnał do ataku. Dlatego jesteśmy świadkami nieustającej ofensywy dżihadystów od 2014 roku.

Administracja Obamy była w stanie stworzyć jedynie koalicję antyterrorystyczną z innymi państwami oraz ograniczyć się do nalotów z powietrza i wykorzystywania arabskich jednostek wojskowych. Cała ta koalicja wygląda na akt desperacji i bezradności supermocarstwa.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.