Podczas konferencji, zorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą, prezes NBP, Marek Belka zaatakował prezydencki projekt ustawy frankowej. Szef polskiej bankowości powiedział: „O propozycji przewalutowania kredytów /.../ we frankach szwajcarskich wypowiedziałem się ostro /.../. Zawsze uważałem, że to pomysł z piekła rodem. /.../ Niestety, problem został doprowadzony do niewłaściwych rozmiarów /…/. Nie ma żadnego powodu ekonomicznego, żeby się tym zajmować. Ludzie, którzy wzięli te kredyty, spłacają je w sposób rewelacyjny. Ba, mimo całego ostatniego hałasu, nadal spłacają je w sposób rewelacyjny". Po Petru i wicepremierze Morawieckim, Belka ujawnia się publiczności jako kolejny stronnik interesu banków.

Czy Marek Belka szuka intratnej pracy w jakimś zachodnim banku?

Wypowiedź szefa NBP jest nie tylko skandaliczna, ale nad wyraz „propagandowo obślizła”. Belka broni zysków banków, kosztem obrony interesu miliona polskich obywateli. #frank szwajcarski przebił bowiem granicę 4,10 złotych na rynku walutowym.

Argumentowanie, iż kłopoty frankowiczów, zawinione przez system finansowy państwa, nie powinny być przedmiotem troski politycznej, gdyż kredytobiorcy spłacają swoje kredyty rewelacyjnie, jest przejawem nadzwyczaj daleko posuniętego cynizmu. Objaśnić taką postawę można tym, że szef banku centralnego w Polsce pragnie pokazać światowej finansjerze to, że potrafi bronić jej interesu. W 2016 roku mija bowiem jego kadencja na tym stanowisku i najprawdopodobniej Marek Belka będzie poszukiwał pracy.

Kredyty frankowe nie są w rozumieniu prawa żadnymi kredytami - zostały one tylko tak nazwane w celach marketingowych. Są one kontraktami terminowymi na spadek wartości - w stosunku do złotego - waluty szwajcarskiej, zabezpieczone nieruchomością, najczęściej mieszkaniem lub domem. Ludzie je spłacają, bo nie mają wyjścia. Inaczej znaleźliby się pod mostem. Rezygnacja ze spłat „kredytów szwajcarskich” wiązałaby się z przejęciem przez banki domostw kredytobiorców.

Kpienie sobie przez szefa NBP z sytuacji finansowej setek tysięcy osób, drżących każdego miesiąca o to, czy stać ich będzie na spłatę mieszkania, jest przejawem niezwykłej arogancji w stosunku do obywateli. Marek Belka w restauracji Sowa i Przyjaciele już kiedyś dał wyraz swojej aroganckiej mentalności, przeklinając, aby dodać sobie męskiego sznytu. Po traumach związanych z aferą taśmową, powrócił - jak widać - do dawnej "formy swojaka".

System bankowy nie zawali się z powodu zwrotu zagrabionych frankowiczom pieniędzy 

Uchwalenie przez Sejm prezydenckiej ustawy frankowej nie spowoduje ubytku gotówki w kasach bankowych. Wywoła jedynie zmniejszenie wartości ich aktywów w bilansach księgowych. W wyniku przewalutowania obniżą się raty kredytów hipotecznych kilkuset tysięcy obywateli, co spowoduje mniejszy napływ gotówki do sejfów bankierskich w najbliższej przyszłości. W zamian zwiększy się siła nabywcza portfeli konsumenckich.

Belka nie ma racji, strasząc publikę, iż pomoc frankowiczom spowoduje wzrost stóp procentowych kredytów i usług bankowych. Tego rodzaju zjawisko byłoby ewidentnym znakiem zmowy kartelowej pomiędzy bankami działającymi w Polsce. Chcąc pokryć ubytek w przyszłych zyskach, spowodowany przewalutowaniem kredytów frankowych, banki będą musiały stać się bardziej konkurencyjne.

Puenta

Finansowa sytuacja większości frankowiczów jest fatalna. Wpływa ona na katastrofalne obniżenie się poczucia bezpieczeństwa egzystencjalnego setek tysięcy obywateli naszego kraju. To, że spłacają oni rewelacyjnie swoje drakońskie zobowiązania wobec banków, odbywa się kosztem ich traum egzystencjalnych. Marek Belka woli jednak wyprowadzać z opresji banki, niż ludzi. W czasach PRL również ważniejsze były socjalistyczne normy instytucjonalne, niż dobrostan jednostek ludzkich. Prezes NBP pokazał więc przed Krajową Izbą Gospodarczą to, że mentalnie tkwi jeszcze w czasach komunizmu.

źródła: bankier.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #afera taśmowa #finanse