Instytucja małżeństwa zatraca powoli swój tradycyjny charakter. O zawieraniu fikcyjnych małżeństw można było poczytać w książkach i czasopismach historycznych - fikcyjne związki zawierano w celu ochrony, zdobycia dokumentów itp. Obecnie #małżeństwo przypominać zaczyna (na szczęście w niewielu jeszcze przypadkach, choć skala zjawiska rośnie) umowę cywilnoprawną. Zawiera się je, bo w małżeństwie łatwiej o kredyt hipoteczny, korzystniej rozlicza się podatek dochodowy we wspólnym zeznaniu rocznym, a gdy już wszelkie planowane korzyści z zawarcia formalnego związku uda się uzyskać, rozpoczyna się planowanie rozwodu. Oczywiście też fikcyjnego. Samotny rodzic ma bowiem dużo większe szanse na miejsce w przedszkolu czy żłobku, nie mówiąc już o szeregu zasiłków i innych form wsparcia, na jakie może liczyć osoba samotnie wychowująca dziecko.

Ostatnie miesiące to prawdziwy małżeński boom

Odsetek "małżeństw dla korzyści" rośnie. Skala zjawiska jest już tak duża, że niektórzy polityczni decydenci otwarcie zastanawiają się nad zmianą przepisów prawa rodzinnego, ale także bankowego, podatkowego itp. Szeroka dyskusja w tym zakresie i pewne unormowania wydają się być konieczne. Nadal poza małżeństwem w instytucji polskiego prawa rodzinnego nie ma innej formy związku. To właśnie skutkuje tym, że dziś zawarcie małżeństwa nie jest już czymś tak doniosłym, jak jeszcze całkiem niedawno. Oczywiście nie można generalizować - nadal tradycyjne polskie małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, którzy zamierzają wspólnie spędzić życie. Niemniej rosnąca liczba małżeństw papierowych niepokoi.

W ubiegłym roku zawarto w Polsce 188 tysięcy małżeństw. Nie wiadomo, w ilu przypadkach do sformalizowania związku doszło wyłącznie ze względu na potencjalne korzyści. Nie wiadomo również, ile z tego powodu było rozwodów (w całej Polsce liczba rozwodów sięgnęła w ubiegłym roku 66 tysięcy). Nieoficjalnie mówi się, że kilka tysięcy małżeństw zawartych zostało z powodu kredytu i innych korzyści, np. dofinansowania zakupu mieszkania z programu "Mieszkanie dla Młodych". Jeden z warszawskich adwokatów, który specjalizuje się w sprawach z zakresu prawa rodzinnego, mówi otwarcie - zdarzają się klienci, którzy bez skrępowania przychodzą do niego po poradę, jak najlepiej "się rozstać", by nieformalnie nadal pozostawać w związku, a zyskać przy tym zasiłki rodzinne dla samotnego rodzica, czy inne formy wsparcia z budżetu państwa.

Wśród ponad 188 tysięcy ślubów, udzielonych w ubiegłym roku w Polsce, znaczna liczba to wyłącznie śluby cywilne. Młodzi ludzie, którzy żyją co prawda w nieformalnym związku i w nieokreślonej przyszłości zamierzają go sformalizować, coraz częściej o ślubie myślą w kategoriach czysto ekonomicznych. Takie pragmatyczne myślenie niewiele ma wspólnego z tradycyjną (nie tą ustawową) definicją małżeństwa, niemniej trudno się młodym dziwić - małe szanse na kredyt, niewielkie relatywnie zarobki, mieszkanie z rodzicami ze względu na oszczędności. To wszystko powoduje, że chcąc normalnie żyć, osoby młode uciekają się do zawierania fikcyjnych małżeństw, rozwiązywanych mniej więcej po roku orzeczeniem o rozwodzie, byle tylko zrealizować zamierzone cele w postaci np. własnego mieszkania, na które jako single nie mieliby praktycznie żadnych szans.

Z małżeństwem łatwo, z rozwodem już niekoniecznie

O ile ślub cywilny można zawrzeć we właściwym Urzędzie Stanu Cywilnego, to rozwód może zostać orzeczony jedynie przez sąd. A sądy wcale nie są skore do rozwiązywania małżeństw. Jeśli zdaniem sądu istnieje szansa na utrzymanie związku, kieruje małżonków najpierw na mediacje. Sądy nie dają się tak łatwo oszukać. Doświadczony sędzia od razu się zorientuje, że więź między małżonkami wcale nie ustała (warunkiem udzielenia rozwodu jest zupełny i trwały rozkład pożycia). Małżonkowie muszą też mieć świadomość, że za składanie fałszywych zeznań grozi im odpowiedzialność karna.

źródło: gazetaprawna.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #polskie prawo #finanse