Polska #polityka zagraniczna znajduje się obecnie przed wyzwaniem, a zarazem szansą. Wyzwanie to można określić jako „poszukiwanie miejsca i możliwości”. Na razie brak jej jednak zasadniczego celu. Poza jednym, oczywistym, koniecznym, co nie oznacza, że jednoznacznym: „oderwaniem się” od Niemiec.

Racja Tuska, racja Kaczyńskiego

Aby zrozumieć jakie miejsce zajmuje dziś Polska, należy zacząć od oddania racji polityce Donalda Tuska. Polityka ta obowiązywała od 2007, (formalnie) do 2015 roku - choć tak naprawdę przestała mieć realne następstwa już około 2011/2012 r., stając się z czasem wyłącznie rytuałem politycznym. Określało się ją tak, zarówno w kręgach władzy, jak i opozycji, jako płynięcie z głównym nurtem, wyznaczanym przez tandem Francji (pod wodzą Sarkozy’ego) i Niemiec (kierowanych przez Merkel). Celem jej było dołączenie do politycznego serca Europy i stanie się jego ważną częścią. Rok 2008 r. i atak Rosji na Gruzję mógł wyłącznie tę politykę potwierdzić.

Pomimo głosów krytycznych, Donald Tusk miał zasadniczo rację, ale z tych samych powodów, dla których ta polityka miała sens po 2007 r. nie ma sensu obecnie. Bo tak, jak centrum istniało w tamtym czasie, to tak nie istnieje ono dzisiaj. W chwili obecnej nie ma już sojuszu francusko-niemieckiego, który ustanawiałby tak narrację, jak i realną politykę w Europie. Dziś są wyłącznie Niemcy i niemiecka Europa. Obecnie Unia jest w stanie daleko idącej dezintegracji, braku współpracy między państwami. Jedyne relacje jakie się liczą, to relacje z Niemcami. Każde z państw posiada stosunki z Berlinem, przy braku innych, alternatywnych. Z tym, że stosunki te siłą rzeczy mogą działać jedynie na zasadzie podległości.

Pat w drugim etapie

Odzyskanie dystansu jest więc rzeczą oczywistą. Bez tego polityka Polska pozostanie bierna. Na tym wstępnym etapie musimy być „antyniemieccy”. Przede wszystkim jednak, nie może być to cel sam w sobie. Pytanie: co jest, bądź co ma być, etapem drugim?

Większość komentatorów wskaże albo sojusz Polski z innym dużym graczem europejskim, albo budowę ścisłych relacji z unijnymi sąsiadami. Problem w tym, że oba te scenariusze są obecnie mało realne. Przykład Grupy Wyszehradzkiej działa raczej odstraszająco. Wielokrotnie próbowano budować regionalne wspólnoty, na wschodzie było to Partnerstwo Wschodnie a na północy Liga Nordycka, którą chciała inicjować Wielka Brytanie. Całkowicie nierealne są również sojusze z Londynem, Paryżem i Rzymem. Nawet jeśli rządy Czech i Litwy byłoby w pełni gotowe (a nie są) na ścisłą współpracę z Polską, zwyczajnie nie wzmocni ona nas na tyle, abyśmy mogli dzięki niej występować na arenie europejskiej jako znaczna siła.

Ukraina

Pozostaje wyłącznie #Ukraina. Sojusz obu krajów wydaje się być jedyną możliwością wyjścia z patowej sytuacji w jakiej obecnie tkwimy. Wymaga to jednak, aby Polska zaczęła prowadzić autentyczną politykę wschodnią, gdyż rząd Tuska nie podjął tutaj żadnym poważnych kroków, tylko gesty. Nasze relacje z Kijowem powinny być szczególne. Oczywiście, dopóki Ukraina pozostaje poza Unią zyski dla Polski, z nawet bardzo partnerskich stosunków, są umiarkowane.

Polska musi być obecna na Ukrainie na wiele sposobów: ekonomicznie, politycznie i kulturalnie. Odgrywać rolę, jaką u nas odgrywali w latach 90. Niemcy.

Wydarzenia 2015 roku, szczególnie po interwencji Rosji w Syrii, uznano za prowadzące do nowego porozumienia Zachodu z Kremlem, „sprzedania Ukrainy za Syrię”. Nie można tym doniesieniom ulegać. Niedługo może się okazać, że Berlinowi bardziej zależy na Ukrainie. Polska nie ma aż tak wiele czasu, w ciągu roku, dwóch powinna wyjść z realnymi i daleko idącymi inicjatywami względem Kijowa. W naszym interesie jest, aby to nas Kijów postrzegał jako swojego sojusznika. Kto sądzi, że Ukrainę czeka wyłącznie anihilacja, może już niedługo dziwić się jej znaczeniu.

Źródła: stosunki.pl, rebelya.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.