Śledztwo w sprawie znieważenia prezydenta Andrzeja Dudy zostało wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Nowym Sączu. Sprawa dotyczy jednego z filmów, zamieszczonych w serwisie YouTube przez użytkownika, posługującego się pseudonimem Zabawny Kuc. Niestety dla siebie, Zabawny Kuc prawdopodobnie skończy mało zabawnie.

Początek całej sprawie dał film pod tytułem "Pijany #Andrzej Duda kradnie kwiaty spod pomnika Romana Dmowskiego". Film ten to przerobione nagranie autentycznego zdarzenia, w trakcie którego prezydent Andrzej Duda składał pod pomnikiem kwiaty. Pomysłowy internauta postanowił nagrać swoją wersję filmu - tyle, że puszczoną od tyłu. Na nagraniu, opublikowanym w listopadzie ubiegłego roku widać, jak prezydent niepewnym krokiem zbliża się do pomnika, po czym zabiera kwiaty i wycofuje się. Film może i w domyśle miał być zabawny, niemniej wywołał niebezpieczną lawinę - film obejrzało w sieci ponad 350 tysięcy internautów, został on także upubliczniony na innych stronach internetowych.

Żarty żartami, ale z rozsądkiem

Oczywiście przy tego typu okazjach znów rodzi się pytanie o wolność słowa, wolność przekazu, a przede wszystkim gdzie są granice, po przekroczeniu których dochodzi do przestępstwa znieważenia funkcjonariusza publicznego czy głowy państwa. Sam film, nawet puszczony od tyłu, nie jest aż tak szkodliwy. Szkodliwy jest natomiast tytuł, pod jakim go zamieszczono. Działa tu bardzo charakterystyczny mechanizm - ileś tam osób film zobaczy, będzie wiedziało, że to czysty żart. Niestety do wielu osób dotrze przekaz, że "Andrzej Duda był pijany", "Andrzej Duda ukradł" itp.

Najbardziej żarliwi obrońcy Andrzeja Dudy podnieśli krzyk, że Duda to nie Kwaśniewski czy Wałęsa. Taki sposób postępowania nie jest dobry, broniąc prezydenta Dudę pośrednio szkaluje się byłych prezydentów, czyli dokładnie tak, jak Zabawny Kuc. Tu nie chodzi o to, że nagle - używając potocznej nomenklatury - porządny człowiek został oskarżony o brzydkie zachowania. Tu chodzi o to, aby każdą taką sytuację mierzyć jedną miarą.

Filmy tego typu może i wywołają na kilku twarzach uśmiech, jednak u większości oglądających budzą jedynie zażenowanie zachowaniem autora. W każdym tego typu przypadku należy zachować umiar i rozsądek. #Internet zalała wszak masa memów z Aleksandrem Kwaśniewskim, niedwuznacznie nawiązujących do pewnych przypadłości czy zachowań z wizyty w Charkowie. Ofiarą podobnych niewybrednych żartów stał się też Ryszard Petru, kolejny bohater tzw. śmiesznych obrazków. O ile jednak o obrazkach tych czy memach z góry wiadomo, że są nastawione na wywołanie uśmiechu i niczego nie sugerują, tak w przypadku filmu Zabawnego Kuca nagranie i jego tytuł dają powody, aby stwierdzić, że granice zostały przekroczone.

Trollowanie i głupie żarty mogą naprawdę źle się skończyć

Póki co, na wniosek kilku sympatyków Prawa i Sprawiedliwości złożono zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znieważenia głowy państwa. Autorzy zawiadomienia mówią wprost - to już nie głupi dowcip, to insynuacja i zwykłe oszustwo. Zabawny Kuc ma się czego obawiać, ponieważ na jego kanale w serwisie YouTube znalazło się więcej nagrań, szkalujących m.in. Mariana Kowalskiego. #policja już podjęła zdecydowane działania w tej sprawie, dokonała przeszukania mieszkania autora kontrowersyjnego nagrania i zajęła jego komputer.

Dziwić może, że akurat to nagranie stało się przedmiotem postępowania prokuratorskiego. W internecie można znaleźć wiele nagrań "znacznie cięższych" gatunkowo, a w ich sprawach postępowanie się nie toczy. Niemniej - jak wynika z informacji Prokuratury - gdyby nie znalazła ona podstaw do wszczęcia i prowadzenia postępowania, na pewno by tego nie zrobiła.

Wolność słowa, wolność przekazu - tak, ale jak widać, w pewnych granicach, czytelnie i bez insynuacji.

źródło: wyborcza.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.