Od kilku lat narasta medialna nagonka na Jurka Owsiaka i jego wiekopomne dzieło, czyli Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy - wystarczy wspomnieć głośny ostatnio wpis posła Stanisława Piety na Twitterze, dotyczący zaangażowania urzędników państwowych albo larum: "Prezydent Andrzej Duda już rozpracowuje WOŚP i Owsiaka".

Jurek Owsiak nie przez wszystkich doceniany

W każdym innym kraju #Jurek Owsiak byłby osobą nie tylko cenioną, ale i szanowaną przez wszystkich. Przecież nie tylko wpadł na pomysł inicjatywy jednoczącej społeczeństwo w szczytnym przedsięwzięciu, ale od blisko ćwierćwiecza nie skąpi osobistego zaangażowania (przypłacanego tradycyjnie już ostrym zapaleniem krtani). Robi wszystko, aby inicjatywa, mimo ostentacyjnej niechęci radiomaryjnych i szowinistycznych środowisk „prawdziwków”, (czyt.; prawdziwych Polaków), niosła wsparcie techniczne polskim placówkom leczniczym, na których to działanie fiskus bezlitośnie zdziera około 10% dochodu każdego obywatela w postaci składki ubezpieczenia zdrowotnego, obok trudnych do ustalenia osobie postronnej dotacji z budżetu na cele ministerstwa. W Polsce "Owsiak policzkuje symbolicznie środowiska ... " (tu wpisać właściwe).

Zazdrość motywem nagonki na Owsiaka?

Choć mało który hierarcha odważy się  to przyznać, motorem podsycającym nagonkę jest zawistna zazdrość rzymskokatolickiego kleru o monopol na dobroczynność w Polsce! Innym obszarem wściekłości i niepokoju kleru rzymskokatolickiego jest publicznie podawana suma zbiórki, bo ta suma wskazuje na poziom pożytków, jakie płyną do kościelnych struktur z okazji kolekt. Jeśli #WOŚP jest w stanie zebrać w jeden dzień około 20 milionów złotych, to prawdopodobnie podobnej wielkości suma co niedzielę wpływa poza wszelką ewidencją do Kościoła rzymskiego! A to z kolei oznacza, że co roku ponad 1 miliard złotych, zebranych w publicznej zbiórce, znika w „czarnej dziurze” świętobliwego biznesu, bez obowiązku tłumaczenia się, na co tak ogromne sumy pieniędzy są przeznaczane. Bo tylko jedna w miesiącu zbiórka może być przeznaczona na cele własnej parafii, w której ją zebrano!

Wbrew obiegowej opinii na wspieraniu osób ubogich lub słabujących na zdrowiu można dostanio sobie żyć, a jeśli do tego należy się do rzymskokatolickiej korporacji kapłańskiej lub zakonnej, to również w spokoju przed zbytnią dociekliwością organów fiskalnych państwa.

Czy ktoś kiedykolwiek słyszał, aby Caritas Polska, czyli fundacja przywołana przez czołową hunwejbinkę PiS, prof. Pawłowicz, publicznie podała wysokość otrzymanych za pośrednictwem państwa donacji i poinformowała, na jaki projekt je przeznaczyła? Nie wspominając już o donacjach poczynionych przez osoby fizyczne lub prawne. A są to o wiele wyższe kwoty niż te pochodzące ze zbiórki publicznej WOŚP. Do publicznej wiadomości, zgodnie z prawem, podawane są jedynie kwoty zbiorcze (patrz; sprawozdania finansowe i  informacje dodatkowe dowolnej fundacji pożytku publicznego).

Informacje o darczyńcach dowolnej organizacji pożytku publicznego są informacjami objętymi tajemnicą i dopiero uzasadnione podejrzenie o to, że są to środki pochodzące z przestępczego procederu, pozwala na ujawnienie konkretnej donacji wskazanego postępowaniem prokuratorskim donatora.

Warto jednak zaznaczyć, że zarówno Caritas Polska, jak i WOŚP prowadzą nader umiarkowaną politykę kształtowania kosztów własnych. Daj Panie Boże, aby urzędy administracji centralnej i terenowej były równie powściągliwe w wynagradzaniu swoich pracowników i wolontariuszy. 

Ciąg dalszy w części nr.2.