W sprawie niedawnego (16.01) zniesienia sankcji nałożonych na Iran przez kraje członkowskie Unii Europejskiej i USA, w najważniejszych kołach politycznych unijnego szczebla niepodzielnie panuje entuzjazm. Entuzjazm ten dodatkowo zagościł też w najważniejszych mediach, które nie tylko całą sprawę ukazują dość jednobarwnie (cytując Federicę Mogherini: jako zwycięstwo dyplomacji), ale przy okazji również mocno upraszczają złożony problem.

Kto zwycięzcą?

Przede wszystkim to, co się wydarzyło, to zwycięstwo Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego i tego, że w znaczny sposób ograniczył on demokrację we własnym kraju (której za wiele nigdy nie było), przy okazji umacniając i tak już znaczną pozycję swoją i stojących za nim sił zachowawczych. Nie bez znaczenia jest fakt, że obecny prezydent Hasan Rouhani pochodzi z bliskich kręgów Przywódcy.

Ograniczenia w demokracji o tyle może nie interesują Brukseli, o ile - gdy Irańczycy mieli możliwość dokonania bardziej swobodnego wyboru - prezydentem dwukrotnie został Mahmud Ahmadineżad, który nie cieszył się europejską sympatią. Chamenei zatem ponownie odzyskał kontrolę nad urzędem prezydenta, w zamian jednak obsadził go człowiekiem bardziej akceptowanym przez Zachód.

Przyczyny sankcji

Często o sankcjach, jakie 16 stycznia przestały obowiązywać, mówi się jako o wymierzonych w irański program nuklearny. Formalnie tak, lecz USA nakładały na Iran sankcje już w latach 80. Przyczyną była zapowiedziana oraz częściowo realizowana przez Teheran polityka. Najkrócej dałoby się ją określić jako antyzachodnią, lecz przede wszystkim była to (i dalej taka pozostaje) polityka destabilizowania regionu.

Można poszukiwać przyczyn takiej a nie innej postawy Iranu, nawet ją usprawiedliwiać, ale fakt pozostaje faktem, że od 1979 r. Iran prowadzi politykę konfliktową, m.in. wspomagając organizacje terrorystyczne. Sytuacja jaką dziś obserwujemy na Bliskim Wschodzie, nawet jeśli nie jest efektem polityki Teheranu - to w jego mniemaniu Iranowi służy. I to Iran pozostaje „ojcem chrzestnym” wielu z konfliktów, często je podsycając lub nawet starając się nimi sterować (vide: Jemen).

Powrót Iranu?

Iran nigdy nie przestał być ważnym graczem, dlatego też trudno mówić o jego powrocie dopiero teraz (po 16 stycznia) na światową scenę. #Unia Europejska przede wszystkim musi być świadoma, że nie może pozwolić się wciągnąć w istniejące spory polityczne na Bliskim Wschodzie, jako siła popierająca jedną ze stron. A konfliktem fundamentalnym dla regionu są zmagania irańsko-saudyjskie. Choć oba te kraje nie toczą ze sobą otwartej wojny, to na arenach wszystkich innych, jakie mają dziś miejsce w tym regionie, pozostają one zawsze po przeciwnej stronie barykady. Dodatkowo sprzeczności między Teheranem i Rijadem występują nie tylko na polu zwykłego ścierania się interesów narodowych, lecz również religii i światopoglądu.

Marsz na zachód

Irański zwrot na Zachód może okazać się jednak bardziej efemeryczny, niż się obecnie podaje. Ceny ropy oscylują już dziś na granicy 27-28 dolarów za baryłkę, a irańska ropa może jeszcze je obniżyć. Jeśli tak się stanie, to korzyści dla gospodarki Iranu mogą być mniejsze niż się zakłada. Jeśli Iran nie uzyska od Zachodu tego, czego oczekuje – wsparcia w konflikcie z Saudami, to i tak wybierze zaciśnięcie stosunków z Pekinem i Moskwą. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Teheran zmieniał, gdy tylko będzie to wygodne, kierunki swojej polityki.

Szanghajska Organizacja Współpracy już zapowiedziała, że po zniesieniu sankcji gotowa jest przyjąć Teheran jako pełnoprawnego członka. W tym kontekście należy rozważać nowe sankcje, nałożone przez Waszyngton (w związku z próbami na broni balistycznej), które właśnie dotknęły Republikę Irańską. Teheran na pewno nie rozpoczął marszu na zachód, tylko postanowił być trochę bardziej przewidywalny.

źródło: tvn.pl, bbc.com, gazetaprawna.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #polityka zagraniczna #Bliski Wschód