Większość ludzi rozmyślając o Indianach, ma przed oczyma dwa utrwalone wzorce. Jeśli jest to Ameryka Północna, to jawi nam się preria z Apaczem zwiadowcą, zasiadającym na koniu, spoglądającym na budowaną gdzieś w oddali trasę kolei żelaznej. Gdy zaś jest to Ameryka Południowa, myślimy o niskich, wymalowanych tubylcach lasów amazońskich, w przepaskach biodrowych lub nagich, stojących z rozdziawionymi ustami i palcem wskazujących przelatujący nad nimi samolot.

Ekologiczny romantyzm

Mit Indian harmonijnie koegzystujących z matką naturą zaczął utrwalać się w XIX-tym wieku i funkcjonuje w świadomości społecznej do dziś. Mieszkańcy Ameryk nie wytworzyli zgubnego przemysłu, nie zabijali dla sportu i ziemia nie miała problemów z utrzymaniem ich małej populacji. Autochtoni byli zresztą tylko o krok dalej posunięci w rozwoju niż wczesny homo sapiens, polujący w Europie w epoce lodowcowej. Zaś zagłada ekologiczna Nowego Świata rozpoczęła się w 1492 roku wraz z pojawieniem się europejczyków.

Nieznana strona medalu

Badania jednak nie potwierdzają dziewictwa Ameryk przed przybyciem białych. Na obszarach wschodniej Ameryki Północnej, tak jak i w średniowiecznej Europie, wycinano i wypalano lasy pod uprawy. W środkowym Meksyku tubylcy przetrzebili lasy do tego stopnia, że erozja zamieniła urodzajne ziemie w jałową pustynię. Zaś w dżungli, okalającej miasta-państwa Azteków, jakakolwiek większa zwierzyna praktycznie nie istniała w momencie przybycia Cortésa. Zarówno rzeka Missisipi, jak i Amazonka z powodu znacznego osadnictwa wzdłuż ich koryt, na wielu odcinkach były tak zamulone, że próżno w nich było szukać ryb. Zresztą same lasy amazońskie były dość mocno wycinane przez miejscowych, zarówno pod uprawy jak i osady.

Imperia rosną i upadają

Tak jak cywilizacja Europejska, która wyrosła na gruzach Imperium Rzymskiego, czerpiącego z kultur jeszcze wcześniejszych, tak i w Amerykach na przestrzeni dziejów wyłaniały się, rozkwitały i upadały kolejne cywilizacje. Wystarczy zajrzeć do pamiętników konkwistadorów, by dowiedzieć się, że mimo iż Aztekowie czy Inkowie byli technologicznie w tyle za Europą, to ich miasta potrafiły wywrzeć spore wrażenie na hiszpańskich najeźdźcach. Warto też pamiętać, że to nie dzięki tej przewadze rozwojowej, a dzięki sprzyjającym okolicznościom Cortés i Pizarro tak łatwo podbili dwa wielkie państwa.  

Odradzająca się natura

Nieskalane amazońskie dżungle, bujne lasy Północnej Ameryki i gigantyczne stada bizonów przemierzające prerie, były bardziej skutkiem przybycia białych, niż proekologicznego życia autochtonów. Szacuje się, że choroby, które zawlekliśmy za ocean, w dość krótkim czasie wybiły nawet około 90% populacji obu Ameryk. Liczne zarazy rozprzestrzeniały się dużo szybciej niż Europejczycy, docierając w najdalsze zakątki kontynentu na dekady (a nawet wieki) przed osadnikami ze Starego Świata. Po gwałtownej depopulacji, opustoszałe pola uprawne porastały trawami i lasami. Szacuje się, że 40% "dziewiczych" płuc ziemi to efekt wtórnego zarastania. Wiele zdziesiątkowanych gatunków zwierząt zdołało się odrodzić. Niestety wielkie cywilizacje upadły i zostały zastąpione przez napływowe z Europy. Pozostały jedynie drobne, rozproszone, prymitywne plemiona, które przetrwały na tyle długo, by zapaść nam w pamięć jako żyjący w harmonii z matką ziemią, rdzenni mieszkańcy Ameryk.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione #Ekologia #historia