Jedna z najbardziej liberalnych ustaw gospodarczych na świecie powstała, o ironio, w komunistycznej Polsce. Osiągnięto to, co wydawało się nieosiągalne (niestety także dzisiaj) i z dnia na dzień w Polsce zaroiło się od miejsc pracy serwowanych przez drobnych przedsiębiorców.

Najliberalniejsza ustawa wprowadzona w czasach komunizmu?

Komunistycznemu rządowi Mieczysława Rakowskiego udało się to, nad czym głowią się kolejno po sobie następujące rządy w wolnej Polsce. Autorzy ustawy, minister przemysłu - Mieczysław Wilczek oraz premier - Mieczysław Rakowski, obrali inną drogę, niż stosowaną w szarych latach socjalizmu i niestety, coraz częściej wykorzystywaną obecnie metodę interwencjonizmu państwa w gospodarkę. Wilczek po prostu pozwolił działać ludziom, a oni go nie zawiedli. W wyniku wprowadzenia ustawy powstało 2 miliony nowych firm i stworzono 5-6 milionów miejsc pracy. Początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku był więc złotym okresem dla polskich przedsiębiorców i pracodawców. Gdyby utrzymano ją w niemienionym kształcie, dziś nie musielibyśmy zakładać firmy w innych krajach.

Niestety po przemianie ustrojowej zaczęto ingerować i poprawiać ustawę Wilczka. Tak o tych zmianach mówi Robert Gwiazdowski:

"Ustawa o działalności gospodarczej, zwana ustawą Wilczka, uchwalona jeszcze za komuny w grudniu 1988 r., stwierdzała, że podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach”. Później było już tylko gorzej: kolejne regulacje, ograniczenia, koncesje, zezwolenia w myśl typowej raczej dla komunizmu, a nie budowanego rzekomo kapitalizmu, zasady postępowania z prywaciarzami: trzeba ich tolerować, ale należy trzymać krótko"

I niestety trudno się z nim nie zgodzić.

Dalsze losy "Ustawy Wilczka"

Ustawa zaczęła obrastać w niepotrzebne poprawki, które jedynie utrudniały i nadal utrudniają życie przedsiębiorcom, a przez to także pracownikom i konsumentom, znakiem tego - wszystkim z nas. Niestety ciągle jesteśmy na tej złej drodze poprawiania poprawek i ograniczania już ograniczonych możliwości, dobrowolnie zawieranych transakcji, przez co nasza gospodarka zaczyna się spalać wprost proporcjonalnie do liczby wydanych ustaw. Ciągle leczymy dżumę cholerą zamiast wziąć przykład z ustawy wprowadzonej w życie dnia 23 grudnia 1988 roku.

Aby wyciągnąć gospodarkę z czeluści w jakich niewątpliwie znajdowała się po wielu latach socjalizmu, nie potrzeba było inkubatorów przedsiębiorczości, dotacji z Unii Europejskiej czy bezpłatnych szkoleń z Urzędu Pracy. Dla obecnych władz płynie z tego tylko jedna nauka - zamiast pomagać, wystarczy przestać przeszkadzać. O przywrócenie "Ustawy Wilczka" postulował m.in. Jacek Wilk w trakcie kampanii prezydenckiej 2015.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #konstytucja