Znów URZECZEni. Zespół Ludowy przy TOnZ w Czersku. Czy nie za dużo o nich, czy nie znudzą się  czytelnikowi? Jestem pewien, że nie. Tak prowadzony zespół, tak idący od sukcesu do sukcesu, w krótkim czasie. Trzeba się przyjrzeć, skąd się te sukcesy biorą. Udaję, że chcę też tańczyć, że chcę być członkiem zespołu. Jak zwykle, środowy wieczór w Ośrodku Kultury w Górze Kalwarii. Duża sala, na ścianach wystawa obrazów warszawskiej artystki. Przychodzą wszyscy – no prawie, chociaż zima, chociaż czasem dalszy dojazd. Zespół liczy zaledwie kilkanaście osób. Trudno się dziwić, że wszyscy znają się doskonale. Że są dla siebie Kubą, Grażką, Ulą, Anią, Elą, Darkiem, a nawet „Ojcem”. Czasem jeszcze ktoś przybędzie. Potrzeba nowych osób. Uczestnicy przychodzą po pracy, już zmęczeni, wiadomo - siódma wieczorem. Jakieś krótkie „co słychać?”. Czekanie na Olę Różycką – choreografkę, przyjeżdża z Warszawy – jest znawczynią tańca. Zresztą widać to w jej delikatnych  krokach.

Trening oberka i humor

Ola ustawia wszystkich w kole do rozgrzewki. Trochę inicjatywy ze strony prowadzącej, trochę rozmachu uczestników i znika przemęczenie dnia. Zaczynają się fajerwerki humoru, z których słyną URZECZEni. Dowcipy, wybuchy śmiechu. Wyjątkowo zgrany zespół. A pani choreograf panuje nad tym wszystkim, chociaż jest drobna i szczupła. Stoi w środku, cierpliwie pokazuje kroki oberka, rozkłada go na czynniki pierwsze. Przeskok, naskok. Oj, mam dwie nogi za dużo - myślę. Potem ustawiamy się w linii. Nowi za „starymi”. Mają ich naśladować. I do przodu. Jedni robią to lepiej, drudzy gorzej. Wiadomo - zespół amatorski. Przebiegnięcie dużej sali, krokiem tanecznym, wielokrotnie powtarzając taki element – nie taka prosta sprawa. Na chwilę milkną dowcipy. Znów w kole, znowu powtarzanie naskoków. Ciągłe pytania do prowadzącej, która cierpliwie tłumaczy. Potem jeszcze wzbogaca trochę trenowany układ. I znów pytania. I jest coraz lepiej. Padają pochwały. Wreszcie oczekiwana przerwa. Łyk wody, parę słów, chwilowe wyciągnięcie nóg na foteliku i wracamy na salę.

Staropolski Szot zwany też Orylem

Będziemy powtarzać elementy drugiego tańca. To staropolski Szot, czasem tu zwany Orylem. Na szczęście jest bardziej spokojny, choć miarowy. Pamiętam go trochę z publicznej nauki, którą URZECZEni prowadzili w Spale na  Dożynkach Prezydenckich w 2015, gdy Urzecze było reprezentantem Mazowsza. Jeszcze trochę! Wszyscy myślą o sezonie wiosenno-letnim. Jeszcze przyjdzie wokal. Może coś z Kolberga – jakieś stare pieśni. Widać zmęczenie na sali. Drobniutka pani Oleńka przykucnęła oparta o ścianę. Ile w niej pasji! Po paru godzinach ostrego treningu wreszcie koniec. Nie trzeba się zastanawiać komu to było poświęcone. Własnemu entuzjazmowi i energii?  Miłości do regionu będącego „małą ojczyzną”? I jedno i drugie takie ważne. Sprawdzić się musi stara zasada: im więcej potu na ćwiczeniach… Oj, dziś nam dała w kość – mówi Ula. #taniec