Politycy Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej PL, kierowanej przez Ryszarda Petru, mają usta pełne frazesów o demokracji, a nawet stroją się w szaty jej „obrońców”. Z większym trudem przychodzi im przestrzeganie demokratycznych reguł w praktyce - jak choćby pogodzenie się z werdyktem wyborczym i zaakceptowanie tego, że naród wybrał inną ofertę polityczną, niż ta, którą oni przedstawili. Najwyraźniej dla tych ludzi demokracja jest wtedy, gdy rządzi PO, albo Nowoczesna, a w Pałacu Prezydenckim rezyduje Bronisław Komorowski.

Schetyna: Przywieziemy z kraju milion [ludzi], jak będzie trzeba

Najnowszy dowód na to, że dla niektórych osób werdykt wyborczy to szczegół, którym nie ma sobie co głowy zawracać, przynoszą opublikowane przez „Newsweek” nagrania dźwiękowe ze spotkania Grzegorza Schetyny z działaczami stołecznej Platformy. Z ust Schetyny, który najprawdopodobniej już wkrótce zasiądzie w fotelu przewodniczącego PO, padają tam m. in. zapowiedzi, że jeżeli obecne „tempo konfliktu” się utrzyma, to #Platforma Obywatelska będzie organizowała demonstracje uliczne („naszą aktywnością będzie ulica na pewno”), a także będzie szukać wsparcia w Brukseli.

Ponadto, Schetyna uznał dotychczasową liczebność demonstracji za niewystarczającą. „Przywieziemy z kraju milion [ludzi], jak będzie trzeba. Trzeba być gotowym na wszystko, nawet na takie twarde warianty” – dodawał.

Sam #Grzegorz Schetyna, pytany o te słowa przez radio RMF FM, nie tylko z niczego się nie wycofał, ale powtórzył to, co powiedział na spotkaniu z warszawskimi działaczami PO. Wyprowadzenie ludzi na ulicę uznał wprawdzie za ostateczność, ale zaznaczył, że trzeba rozważać również i taką ewentualność, jeżeli „głos PO nie będzie brany pod uwagę” i kontynuowane będzie „tak ogromne tempo zmian i zaboru polskiej normalności”.

"Demonstracje, które były, to początek" - groził Schetyna.

Straszak na PiS, czy element gry o władzę w Platformie?

W sprawie „taśm Schetyny” zwraca uwagę to, że zostały one „ujawnione” przez Newsweek, a więc pismo, które trudno uznać za niechętne Platformie Obywatelskiej. Redaktor naczelny tego tygodnika, #Tomasz Lis brał czynny udział w manifestacji KOD, do jakiej doszło 19 grudnia 2015 r. i wykrzykiwał tam hasła wrogie PiS, np. „Cała Polska z was się śmieje demokracji wy złodzieje”. Jeżeli ktoś taki, jak Lis zdecydował się na opublikowanie wypowiedzi Schetyny, to przecież nie po to, by mu zaszkodzić.

Po co więc Newsweek upublicznił wspomniane nagrania? Najbardziej prawdopodobne wydają się dwie odpowiedzi, które zresztą nie tylko się nie wykluczają, ale wzajemnie uzupełniają. Z jednej strony możemy mieć do czynienia z prężeniem muskułów (póki co werbalnym), które ma służyć, jako straszak na PiS, z drugiej - może to być element gry o władzę w Platformie Obywatelskiej, z jaką obecnie mamy do czynienia. Wewnątrzplatformerska opozycja nie daje za wygraną, o czym świadczą choćby słowa dotychczasowej przewodniczącej PO, Ewy Kopacz, która stwierdziła, że Grzegorz Schetyna nie może być szefem PO, bo „nosi w sobie żal”.

Rzecz w tym, że Schetyna był przez lata sekowany przez Donalda Tuska i jego akolitów, którzy obecnie mogą się obawiać zemsty nowego szefa PO. Co gorsza, działacze Platformy nie mogą wykluczyć, że Grzegorz Schetyna zawrze cichy sojusz z Prawem i Sprawiedliwością, celem odegrania się na Tusku i jego współpracownikach - np. poprzez postawienie ich przed sądem za sprawę katastrofy smoleńskiej. Być może w całej sprawie chodzi właśnie o to, by Schetyna mógł się zaprezentować, jako nieprzejednany wróg PiS, który z partią Jarosława Kaczyńskiego nie będzie wchodził w żadne alianse, ale przeciwnie - będzie z nią twardo walczył.

Dodatkową korzyścią będzie pokazanie Ryszardowi Petru, gdzie jest jego miejsce i kto jest prawdziwym liderem „sekty Antypisa”.

źródło: wpolityce.pl