#Ryszard Petru zaatakował projekt prezydenckiej ustawy frankowej. Lider Nowoczesnej.PL stwierdził: „Zaskoczony jestem, jak można przedstawiać propozycje bez wyliczeń. Ja /.../ w życiu nie wyszedłbym nigdzie oficjalnie z propozycją, której bym nie policzył. /.../ Ważne, żebyśmy wiedzieli, jaka jest skala tego obciążenia. Wielokrotnie zwracałem uwagę, aby nie uderzyć w sektor bankowy w jednym roku. /…/ Źle by było, gdyby okazało się, że osoby najzamożniejsze /.../ najwięcej na tym zyskały ”.

Kredyty frankowe są przepompownią kapitału na rynki zachodnie

Liczba zaciągniętych kredytów frankowych wynosi 566 tys. złotych. Liczba obywateli zaangażowanych w ich spłatę wynosi 982 tys. Średnia wartość kredytu w dniu jego zaciągnięcia oscyluje wokół 233 tys. złotych, co oznacza, że obywatele zadłużyli się na 132 mld złotych. w szwajcarskiej walucie.

W marcu 2010 r. frank kosztował około 2.7 złotych. Dzisiaj jego kurs oscyluje wokół wartości 4 złotych. W ciągu sześciu lat jego kurs wzrósł prawie o 50%. Oznacza to, że wartość zadłużenia obywateli – z tytułu wzrostu kursu franka - skoczyła ze 132 mld zł. do kwoty o prawie 66 mld złotych. wyższej.

Według optymistycznej estymacji, każdego roku znika  z rynku w bankowych sejfach około 10 mld złotych. Zakładając pesymistyczny wariant (po kursie 2.35 zł/1CHF), banki wysysają z rynku 15 mld zł. rocznie tytułem „finansowego rekietu”. Nasza kasa zasila zachodni system bankowy, gdyż kredytów frankowych udzielały głównie banki kontrolowane przez zagraniczny kapitał.

Ile kasy banki będą musiały oddać według projektu Dudy?

Zgodnie z projektem ustawy, zobowiązania frankowych kredytobiorców mają zostać przeliczone po „sprawiedliwym kursie”. Eksperci rynkowi szacują, iż banki będą musiały zwrócić klientom od 30 do 50 mld. złotych. Propozycja Andrzeja Dudy ma więc charakter niezwykle zachowawczy i kompromisowy, gdyż domaga się jedynie od 30% do 60% zwrotu zagarniętych przez banki pieniędzy – to tak, jakby od złodzieja domagać się zwrotu jedynie połowy zgrabionych kosztowności.

Operacja zwrotu nie zmniejszy jednak ilości gotówki w sejfach bankowych. W większości wypadków dotychczasowe spłaty zobowiązań zostaną zaklasyfikowane jako nadpłaty kredytów przeliczonych po „sprawiedliwym kursie”. W efekcie, raty pozostające dłużnikom do spłaty znacząco się obniżą.

Konsekwencją operacji przewalutowania będzie zablokowanie odpływu kapitału z rynku - rzeka złotówek wpadająca do sejfów w bankach przemieni się w strumyk. Bilanse banków ucierpią. Taki stan zmusi je do zwiększenia aktywności poprzez obniżenie oprocentowania produktów kredytowych.

Petru nie rozumie mechanizmów gospodarczych

Oddziaływanie ustawy frankowej na rynek będzie bardzo korzystne. Zwiększy się krajowa konsumpcja, gdyż w portfelach prawie miliona obywateli znajdzie się więcej gotówki. Wzrost konsumpcji wpłynie zaś na wzrost PKB.

Atakując ustawę frankową w imię ochrony interesu banków, Petru działa na szkodę naszego rynku. Banki nie stracą swojej gotówki. Zmniejszy się jedynie wartość bilansowa ich aktywów od 30 do 50 mld złotych. Jeśli to ma doprowadzić do destabilizacji systemu finansowego państwa, to można łatwo uniknąć takiego efektu. Europejski Bank Centralny jest w stanie dokapitalizować banki działające w kraju. Petru zamiast atakować frankowiczów, powinien przedłożyć – jako polityk – plan ewentualnego wykupu przez ECB papierów dłużnych, emitowanych przez krajowe instytucje finansowe.

Morał

Proces europejskiego „luzowania ilościowego” trwa w najlepsze. Dlaczego więc ECB nie miałby również „zluzować” polski system finansowy? „Rekiet frankowy” zafundowany obywatelom przez PiS i PO dotyka ponad 4 miliony mieszkańców naszego kraju (kredytobiorcy mają swoje rodziny) – Europejczyków. Brukselscy decydenci powinni więc pochylić się nad bankami w Polsce i udzielić im stosownego wsparcia w imię jedności Europy? Tym bardziej, że banki uprawiające w Polsce „finansowy rekiet” są europejskie.

źródła: biznes.pl; tvn24.pl #frank szwajcarski #finanse