Drodzy Czytelnicy! Nadchodzą najweselsze i bodaj najważniejsze w naszej polskiej tradycji święta. Dotyczy to zresztą wielu krajów chrześcijańskich. Rozumiem, że chcecie oderwać się chociaż na parę dni od złych wieści i ponurych rozważań. Niestety! Nie da się! Są już kraje, w których te święta nie będą obchodzone z powodu strachu i nikczemnej pokory. Dlatego, chociaż tematy związane z #ISIS i tzw. kryzysem uchodźczym są straszne i nieprzyjemne, z bólem serca jeszcze do nich powracam.

 

Pokora wobec ogromu wszechświata oraz kruchości i nietrwałości życia doczesnego jest rzeczą słuszną. Od tej właściwej pokory różni się zasadniczo pokora nikczemna, udawana, uzasadniona tchórzostwem, chciwością itp. rzeczami. Istnieje również zasadnicza różnica między tolerancją a akceptacją. Nie można też tolerować nietolerancji. Poniższy utwór muzyczny i dołączone doń zdjęcia wyjaśniają przystępnie o co chodzi.

Nadeszły czasy pełne grozy. Biblijne proroctwa spełniają się na naszych oczach. Już wkrótce możemy stanąć w obliczu zagrożeń jakich ogromna większość Europy nie zaznała od czasu drugiej wojny światowej.

Również inne proroctwa, przedstawione sto lat temu przez pewnego pobożnego jasnowidza, a także przewidywania znanego męża stanu zaczęły się wypełniać. Wystąpiły złowróźbne znaki na niebie. Należy zdać sobie sprawę, że Europa oderwała się od swoich rzymskich podstaw i jest słaba jak jeszcze nigdy dotąd. Unia Europejska i NATO stały się zaprzeczeniem zasad: utrzymywania potężnej siły zbrojnej i pielęgnowania gorącej miłości ojczyzny, służących sprawiedliwości i wspaniałomyślności. Szczęście dzielnym dopomaga; niech nastanie sprawiedliwość i pokój – te zasady Rzymu republikańskiego i Rzymu Antoninów poszły w kąt. Zamiast tego z żołnierzy wysłanych do krajów muzułmańskich zrobiono niebezpiecznych narkomanów itp. Skutki muszą być fatalne.

Na drodze do samobójstwa geopolitycznego

Nie należy się łudzić, że to ogromne zło, które zdaniem niektórych hierarchów chrześcijańskich stanowi karę za wyzywającą bezbożność państwa w Europie Zachodniej, nas ominie. Niemiecka i międzynarodowa policja ostrzega przed tajną armią samozwańczego kalifa, wyposażoną w broń masowego rażenia. Wróg nie stoi u bram. On już zdobywa twierdzę, a my jesteśmy na jej przedpolu. Również na drodze do Rosji, która skutecznie rozprawia się z islamistami i jest przez nich znienawidzona.

 

Prawosławni obchodzą Boże Narodzenie dwa tygodnie później od nas – zachodnich chrześcijan. Cieszą się jednak z przyjścia tego samego mesjasza – wyzwoliciela z niewoli grzechów i śmierci. Przez wieki, od kiedy kontrreformacja napoiła Polaków nienawiścią do innowierców, a nawiedzony duchem krzyżactwa carat przepoił lud wielkoruski podobną postawą, nie umieliśmy tego docenić. Wina spada na obie strony. Kiedy zacząłem się tu zastanawiać czy Rosja stanie w naszej obronie, jeśli Polska zacznie ginąć, okazało się, że polski jest jednak językiem międzynarodowym. Reakcja rosyjskich internautów była szybka, pełna wzgardy i miażdżącej krytyki. Trudno o inną, skoro wybraliśmy sobie rząd złożony z takich polityków:

“Polskę może uratować tylko Bóg i car”

Tak mawiali niektórzy starsi ludzie, pamiętający czasy carskie, w dniach mej wczesnej młodości. Zaborcy, acz twardzi wobec buntowników i przestępców pospolitych, nie byli bezbożni i pozbawieni umiaru. Przeciwnie – w wielu sprawach starali się dorównać temu jak Rzymianie rządzili podbitymi Grekami czy Gallami, przeciągając ich na stronę swojego imperium. Od tych czasów upłynęło już wiele wody w Wiśle, Moskwie, Szprewie i Dunaju. Mamy obecnie do czynienia z innymi Rosjanami i Niemcami. Dlatego nie bójmy się Rosji, ale własnej głupoty, krótkowzroczności i nikczemnej pokory wobec tych, co gubią nas i siebie.

 

Chrześcijanie Syrii (katolicy i ewangelicy) będą teraz obchodzić Boże Narodzenie pod granatami moździerzowymi islamistów i pod groźbą ataku terrorysty-samobójcy. Oni mówią wprost, że wolą zginąć w kościele, bo stamtąd bliżej do nieba. Kto następny w podobnej roli? #Święta Bożego Narodzenia #Rosja