Wyborczy triumf Prawa i Sprawiedliwości oraz powstanie rządu Beaty Szydło wywołały za naszą zachodnią granicą niemałą konsternację. Dojście do władzy ugrupowania dobitnie akcentującego polskie interesy narodowe i niewahającego się w ich obronie wchodzić na kurs kolizyjny z Berlinem, nie spodobały się w Niemczech. Tamtejsza prasa dawała już temu wielokrotnie wyraz, mniej lub bardziej subtelnie. Jednak to, co o naszym kraju (i o rządzonych przez Viktora Orbana Węgrzech) napisał Christian Bommarius, komentator gazety „Berliner Zeitung”, stanowi zupełnie nową jakość w wypowiedziach przedstawicieli niemieckich mediów. W tym wypadku mamy bowiem do czynienia z napaścią na demokratycznie wybraną większość i wyłoniony przez nią gabinet. Napaścią, dodajmy, bazującą na argumentach oderwanych od rzeczywistości.

Bommarius: polski rząd, wzorem Węgier, buduje państwo autorytarne

Główny zarzut wobec nowego rządu polega na tym, że „prawicowi populiści” - jak polityków Prawa i Sprawiedliwości nazywa Bommarius - chcą naśladować to, co od lat robi na Węgrzech Viktor Orban. „Dla demokracji europejskiej stosowana przez nich interpretacja tego, czym jest państwo prawa jest bardziej niebezpieczna, niż terror Państwa Islamskiego" – straszy niemiecki dziennikarz.

Dalej możemy przeczytać, że wprawdzie w Paryżu terroryści z Państwa Islamskiego dokonali ataku na europejskie wartości, ale to Warszawa i Budapeszt składają je do grobu. W jaki sposób? „Nowo wybrany, prawicowo-populistyczny rząd pod wodzą przewodniczącego Jarosława Kaczyńskiego próbuje zrobić to, co prawicowo-populistyczny rząd premiera Viktora Orbana od lat robi na Węgrzech - przebudować kraj w państwo o charakterze autorytarnym". Dalej możemy przeczytać, że Prawo i Sprawiedliwość „uznaje Trybunał Konstytucyjny za [swój] łup”.

Swoje rozważania Bommarius kończy słowami: „Węgry i Polska są dla Europy większym niebezpieczeństwem, niż grupa morderców z Państwa Islamskiego.”

Dziennikarski ‘układ zamknięty’

Jak wygląda mechanizm powstawania tak absurdalnych opinii? Bardzo prosto - zachodni dziennikarze (często są to po prostu byli pracownicy lewicowych mediów, pochodzący z Polski) piszą swoje komentarze w oparciu o to, co przeczytają w polskiej lewicowej prasie (np. „Gazecie Wyborczej”, albo „Polityce”), niechętnej Prawu i Sprawiedliwości i nowemu rządowi. Z kolei te artykuły są powielane przez polskie tytuły, jako opinia „zachodniej prasy”. W ten sposób koło się zamyka, na co zwrócił uwagę Jarosław Gowin, pisząc na Twitterze:

Na szczęście coraz więcej Polaków zna ten mechanizm i coraz mniej przejmuje się „opiniami zachodnich komentatorów”.

zródło: berliner-zeitung.de

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Jarosław Kaczyński #Niemcy #Beata Szydło